Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Rumunia 2018
#21
Dzień czwarty - 24 lipca 2018 (cd)
Shigisoara –> Rupea
/Cześć 2: Viscri/

Trasa z Bunesti do Viscri bardzo malownicza.

[Obrazek: 6ac089e714d0e043gen.jpg]

Po drodze mijamy kilka furmanek. Oni naprawdę nieźle śmigają na tych zaprzęgach. Bardzo wprawieni, pewnie prowadzą swoje pojazdy.
No i oczywiście psy. Psy w Rumunii to osobny temat. Poniżej krótka migawka o władcach dróg, przy okazji ilustrująca stan drogi do Viscri (lato 2018).
Droga z wybojami, ale przynajmniej asfaltowa. Widoki wynagradzają dziury na drodze. Jest po deszczu, więc zieleń po prostu poraża. Podziwiając okolice wjeżdżamy do Viscri. Przed samą miejscowością droga wyraźnie gorsza. Ale jest światełko w tunelu  - po hałdach oraz sprzęcie budowlanym na poboczach można się domyślić, że trwa naprawa drogi (a być może budowa czegoś porządnego).

Droga do Viscri od strony Bunesti (lato 2018)

Kościół w Viscri prezentuje się bardzo dobrze. Zajmują się nim młodzi wolontariusze (prawdopodobnie z Niemiec). Nie wiemy tego na pewno, ale mamy wrażenie, że to młodzi potomkowie Sasów Siedmiogrodzkich którzy poświęcają część wakacji opiekując się spuścizną po swoich przodkach.
Ciekawy cmentarz, ładnie położony.

[Obrazek: 30224b5a79a4ccbfgen.jpg]

[Obrazek: 82f6915e67ac3b9fgen.jpg]

[Obrazek: d4b5ee31d0999791gen.jpg]

Wewnątrz zabudowań wchodzących w skład kompleksu obronnego ciekawe wyposażenie. Sprzęty domowe,  stroje, masa zdjęć obrazujących życie tej utraconej społeczności - wszystko to darowizna dawnych mieszkańców.
Z informacji uzyskanych na miejscu wynika, że muzeum to powstało całkowicie z  prywatnej inicjatywy.

[Obrazek: 85969acb73f9f134gen.jpg]

Wyjście na górne kondygnacje (wieżę) - tutaj dobrze mieć jakąś latarkę (przynajmniej taką z telefonu).
[Obrazek: 68ff0f2079232e5bgen.jpg]

[Obrazek: 7597699895f4ee39gen.jpg]

[Obrazek: c6aaeb56f8ad39fdgen.jpg]

[Obrazek: 234f60f88caaf560gen.jpg]

Cała wioska prezentuje się wyjątkowo - jest w niej coś niezwykłego (no może z wyjątkiem drogi, która również w samej wiosce nie jest asfaltowa). Czas zatrzymał się w latach osiemdziesiątych. Kiedy my w Polsce zdążyliśmy nasze otoczenie dostosować do europejskich standardów, tam znajdujemy to co bezpowrotnie utraciliśmy. U nas na wsiach królują równe iglaki, tam przed domami i w ogrodzie stare, ogromne jabłonie, śliwy. Czułam się jakbym wróciła do czasów dzieciństwa.

Sporo zwiedzających. Wręcz tłumy. Już wcześniej wiedzieliśmy, że w Rumunii Książę Karol ma dwie posiadłości i jedna z nich znajduje się  właśnie w Viscri. Ale jak poznać która? Z pomocą przychodzi nam jeden z miejscowych. Wskazuje nam który to dom i opowiada kilka ciekawostek. Podobno Książe Karol zawsze przyjeżdża bez Camilii (teraz zresztą już są po rozwodzie), ale za to z ochroną. Ciekawe jak sobie dają radę z taką drogą, zastanawiamy się głośno. W międzyczasie inni turyści dowiadują się o domu Karola. Jeden z mężczyzn, na oko 45+, porywa swoją partnerkę z okrzykiem „chodź moja Camillo” i biegną zrobić sobie fotkę na ławce przed domem Księcia Karola. Potem oczywiście wszystkie pary robią sobie takie fotki. My nie jesteśmy gorsi.

Dom Księcia Karola:
[Obrazek: 1921890d731c59e7gen.jpg]

[Obrazek: 34b4e7b727337194gen.jpg]

Droga z Viscri  na południe w kierunku miejscowości Dacia jest w dużo gorszym stanie, niż od strony Bunesti, która przyjechaliśmy. O asfalcie można w zasadzie pomarzyć  - w większości nie jest nawet utwardzona, kiepsko to wygląda zwłaszcza w trakcie deszczu na jaki tam trafiliśmy. Ale tutaj prace nad nową drogą są dość intensywne – sporo sprzętu przy drodze, wykonanych dużo robót ziemnych  - być może taki stan drogi to już obecnie przeszłość.  Zapewne Rumuni doszli do wniosku, że taki stan drogi do miejscowości dość często odwiedzanej przez gości z zagranicy to nie jest najlepsza wizytówka ich kraju.

Droga Viscri - Dacia (lato 2018)

Po kilku kilometrach na skrzyżowaniu w miejscowości Dacia pojawia się asfalt, robimy rundkę po Dacii i wybieramy kierunek na Rupea, szybka fotka z drogi i dalej w kierunku miejsca noclegu.

[Obrazek: 82b66a169debea59gen.jpg]

Jutro planujemy tutaj wrócić.

Zmęczeni podjeżdżamy na miejsce noclegu. Po chwili pojawia się nasza gospodyni, młoda dziewczyna. Uśmiechnięta, pyta czy udajemy się do Bułgarii. Jest bardzo zdziwiona, kiedy  dowiaduje się, że podróżujemy po Rumunii. Większość z Polaków, których przyjmuje zatrzymuje się u niej właśnie w drodze nad Morze Czarne.
Odpowiedz
#22
Rupea zawsze mnie interesowała jak w pobliżu przejeżdżaliśmy ale z braku czasu nigdy jej nie zaliczyliśmy. Także wszystko przed nami.
Odpowiedz
#23
(02-02-2019, 22:15:07)dżek napisał(a): Rupea zawsze mnie interesowała jak w pobliżu przejeżdżaliśmy ale z braku czasu nigdy jej nie zaliczyliśmy. Także wszystko przed nami.

W Rupea najbardziej podobały się nam widoki. W samej twierdzy nie ma za wiele do oglądania. Więcej napiszemy w kolejnym dniu.
Odpowiedz
#24
Zamek pięknie wygląda z drogi.
Odpowiedz
#25
Dzień piąty - 25 lipca 2018
Rupea –> Trasa Transfogarska

Zaraz po śniadaniu przygotowanym przez naszą gospodynię ruszamy, aby odwiedzić Twierdzę Rupea.
Poprzedniego dnia widzieliśmy ją tylko z daleka.
Twierdza jest ciekawie położona na sporym wzgórzu. Rozciąga się z niej wspaniały widok na okolice. Samo miejsce usytuowania twierdzy to jedno z najstarszych stanowisk archeologicznych w Rumunii – pierwsze oznaki osadnictwa tutaj są datowane na okres Paleolitu i wczesnego Neolitu. Wg archeologów obecna twierdza została zbudowana na ruinach twierdzy Daków zdobytej przez Rzymian. Wg legend to tutaj samobójstwo popełnił ostatni król Daków – Decebal.
W późniejszych czasach twierdza pełniła rolę zamku chłopskiego - służąc jako budowla obronna dla okolicznych mieszkańców, którzy znajdowali tutaj schronienie przed atakami obcych wojsk.
Niestety w środku poza wspaniałymi widokami na okolicę i umocnieniami nie ma zbyt wiele do zobaczenia.

[Obrazek: 32a1d439596a2f55gen.jpg]

[Obrazek: 51cda87089ac16e0gen.jpg]

[Obrazek: 69090c0d7de6fb57gen.jpg]

Po wizycie w Rupea udajemy się w stronę miasta Fogarasz, a naszym celem na ten dzień jest na razie Sibiu.
W Fogaraszu zwiedzamy fortecę obronną, której umocnienia uchodziły za najlepsze w całej Rumunii obok twierdzy w Devie (Devę również mamy w planach na później).
Co ciekawe - twierdza ma również polski akcent. Od września 1939 roku służyła jako więzienie dla polskich żołnierzy internowanych w Rumunii. Podczas zwiedzania szukamy jakiś śladów upamiętniających ten fakt, ale się nam nie udaje.
Obecnie znajduje się tutaj biblioteka oraz muzeum, którego ekspozycje obejmują m.in. eksponaty z wykopalisk dokonywanych na pobliskich terenach.
W czasach reżimu komunistycznego mieściło się tu ciężkie więzienie, więc kilka sal pokazuje w jakich warunkach przetrzymywani byli więźniowie. Jest również muzeum zabawek.
W części poświęconej historii regionu najwięcej eksponatów dotyczy ludności rumuńskiej. Ledwie zaakcentowano dawną obecność Sasów.
Twierdza otoczona jest malowniczą fosą po której pływają białe i czarne łabędzie.

[Obrazek: da12cb26190305c9gen.jpg]

[Obrazek: c9ff5100053e03d0gen.jpg]

[Obrazek: 48f3b1908241c233gen.jpg]

[Obrazek: cf29b8df347b5d10gen.jpg]

[Obrazek: 06f2a83919fd7403gen.jpg]

Zmęczeni zwiedzaniem udajemy się na obiad do pobliskiej knajpki, gdzie siedząc nad pizzą i popijając chłodne piwo (oczywiści tylko ja, mąż pełni rolę kierowcy) dyskutujemy nad dalszą trasą.
Pierwotnie naszym celem było Sibiu, ale skoro pogoda wyraźnie się poprawiła - zmieniamy plany. Zaatakujemy dziś Góry Fogaraskie – a konkretnie Trasę Transfogarską (droga 7C).
Zamawiamy jeszcze jedną pizzę na drogę, później jeszcze ja przez chwilę opóźniam marsz zatrzymując się przy małej piekarni i kupując kilka placind (takie placki nadziewane serem). Uwielbiam takie miejsca – budki, gdzie kupują miejscowi - tam zawsze najlepiej smakuje.
Szybko udajemy się do samochodu i ruszamy w kierunku słynnej trasy 7C. Widoczność bardzo dobra, cieszymy się widokami. Od początku wyjazdu monitorujemy warunki na Trasie Transfogarskiej przy pomocy AccuWeather i FB.
W ostatnim czasie sporo osób na FB skarżyło się na pogodę w górnych partiach Trasy. Rzadko udawało się zobaczyć zdjęcia trasy bez chmur. Nam się udaje trafić na całkiem niezłe warunki atmosferyczne. Wjeżdżamy na górę trasy, kilkukrotnie po drodze zatrzymując się na robienie fotek. Ponieważ ewidentnie jest świeżo po deszczu - to zdjęcia wychodzą wyjątkowo soczyste kolorystycznie.

[Obrazek: 188763c33bd1b91dgen.jpg]

[Obrazek: 52e5088f4f13d899gen.jpg]

Pogoda na szczycie trasy trochę się psuje – pojawia się mżawka i mgła. W międzyczasie już na samej górze (podczas spaceru wokół jeziora Bâlea) dość szybko poprzez Booking udaje nam się znaleźć nocleg w hotelu po południowej stronie trasy, na tyle blisko, aby jutro można było na spokojnie jeszcze tu wrócić. Jak to dobrze, że jest Internet (nawet na wysokości ponad 2000 m. n.p.m.).
Po zaparkowaniu na parkingu przy Balea Lac (na parkingu niewiele samochodów – zapewne częściowo z powodu pogody, ale też i późnej już pory) zmieniamy buty i udajemy się na mały trekking. Oczywiście w tak obleganych miejscach jak to, należy bardzo uważać. Ledwo odeszliśmy kilkadziesiąt metrów od samochodu, a Zbig mówi, że czegoś zapomniał i musi wrócić do auta. I całe szczęście – w trakcie powrotu zobaczył jak jeden z mężczyzn z pobliskich straganów dość szybko zbliża się do naszego auta – bezpośrednio przed otwarciem drzwi rozejrzał się jeszcze i wtedy zauważył Zbiga, wtedy odpuścił zmieniając kierunek, ominął samochód i szybko oddalił się. Okazało się że w pośpiechu nie zamknęliśmy samochodu… i ten fakt nie umknął jednej osobie …

[Obrazek: 4228aff1332453e6gen.jpg]

[Obrazek: 1fe1b3890696fe84gen.jpg]

[Obrazek: bddb5761e77580dagen.jpg]

Warunki pogodowe zmieniają się dynamicznie - czasami pojawia się dość gęsta mgła, ograniczająca znacznie widoczność ...
[Obrazek: 8f9f9509f9d40743gen.jpg]

Na szczycie mnóstwo straganów z pamiątkami i z jedzeniem.

Przejeżdżamy tunel  - a tu pogoda zupełnie inna, przy czym widoki równie wspaniałe.
Po drodze do hotelu kilkukrotnie zatrzymujemy się na zdjęcia.

[Obrazek: b8d2f47ac4a5b3cfgen.jpg]

[Obrazek: 23002a33d14c6fa0gen.jpg]

[Obrazek: ec32bd5c7d48849agen.jpg]

[Obrazek: f6dba994142a025fgen.jpg]

[Obrazek: fdc967498d3c7766gen.jpg]

[Obrazek: 7e1d6e6c6af75499gen.jpg]

[Obrazek: f99956b3d3772e22gen.jpg]

Widzimy wiele samochodów i motocykli z polskimi rejestracjami.
Mija nas też para polskich cyklistów (mieli flagę), którzy pędem podążają na dół ciągnąc za sobą przyczepkę z … psem.
Podziwiam takich ludzi i trochę im zazdroszczę. Jakie wspaniałe możliwości mają teraz młodzi …
Odpowiedz
#26
Super.
Odpowiedz
#27
Czym robiono te cudowne fotki ?
 
------------------------------------------------------------------------------------
BL Wink 2006 , 2008 , 2011 , 2016 , 2018 - to ostatni raz ?
Odpowiedz
#28
(05-02-2019, 20:56:19)lisek napisał(a): Czym robiono te cudowne fotki ?

Mąż jest autorem zdjęć. Ja tylko noszę za nim statyw Big Grin . Razem "popełniamy"  relację z Rumunii
Cieszymy się, że zdjęcia się Wam podobają .
Robi je Nikonem D750
A zdjęcia dronem DJI Mavic Air.
Odpowiedz
#29
Dzień szósty 26 lipca 2018
Trasa Transfogarska – Ranca (Transalpina)

Rano zostawiamy smacznie śpiącego Michała w pokoju hotelowym i sami wracamy nad Jezioro Balea. Wymeldowanie z hotelu do godz. 12:00 – a zatem czasu aż nadto na nacieszenie widokami ze szczytu trasy. I bardzo dobrze zrobiliśmy, ponieważ widoki były przepiękne i jakże inne od wczorajszych – dziś pogoda słoneczna od rana. Mieliśmy zatem okazję podziwiania Trasy Transfogarskiej  w różnych porach dnia i przy różnej pogodzie. Decyzja o powrocie na szczyt trasy to był dobry ruch.

[Obrazek: ce7c31c9ac34b72bgen.jpg]

[Obrazek: bb00fd2de194001egen.jpg]

[Obrazek: 820e68e7e8140296gen.jpg]

[Obrazek: 090ebfa4ad112dcagen.jpg]

[Obrazek: acb4441574f61925gen.jpg]

[Obrazek: 40169559f6d099f7gen.jpg]

[Obrazek: a06fef4cd66f221cgen.jpg]

[Obrazek: 8206a123853b6899gen.jpg]


A dla głodnych też coś się da znaleźć na miejscu ...
[Obrazek: be66cf2102ef8a1egen.jpg]

Po powrocie do hotelu szybko zbieramy klamoty i ruszamy dalej. Ten hotel to była fajna miejscówka. Wygodny czysty pokój, restauracja ze smacznym jedzeniem. Jedynie co mu brakowało to WiFi w pokojach. Wystarczająco silny sygnał był tylko na parterze (przy recepcji). Dzięki temu recepcjonista nie czuł się samotny, ponieważ prawie wszystkie fotele w holu były zajęte przez dzieciaki przyklejone do swoich telefonów. Michał oczywiście trzymał z  grupą.
Co do tego dnia mieliśmy spore plany. Chcieliśmy odwiedzić zamek Drakuli w Poienari. Wprawdzie wiedzieliśmy z forów, że od kilku tygodni są problemy z miśkami, ale mieliśmy nadzieję, że zanim tam dojedziemy, to już będzie to ogarnięte. Niestety trasa prowadząca do zamku okazała się dalej zamknięta. Miśki w dalszym ciągu panoszyły się w okolicy.

[Obrazek: ffa3e9a3b07239fagen.jpg]

Kilka dni później dowiedzieliśmy się, że zwiedzanie już zostało przywrócone w ograniczonym zakresie – dwa wejścia dziennie o określonych godzinach dla większych grup. Niestety my się nie załapaliśmy.
Trochę się zmartwiłam, ale to będzie jeszcze jeden powód, aby wrócić w te strony.

Pognaliśmy więc dalej w stronę Rancy, po drodze jeszcze zaliczając zator na Zaporze Vidraru (gdzie cała masa pojazdów została bezstresowo zaparkowana na zaporze i trzeba było połową samochodu jechać chodnikiem przy barierce, a to wszystko przy tłumach ludzi korzystających z tego samego chodnika).
W Curtea de Argeș nie zatrzymywaliśmy się nawet na chwilę, od razu skręciliśmy w drogę prowadzącą do Ramnicu Valcea.
W Ramnicu Michał uparł się zaliczyć restaurację z tradycyjnymi daniami kuchni rumuńskiej – McDonalds (którą wyczaił przeglądając na telefonie Google Maps).
Miasto znaliśmy dotychczas tylko z okien samochodu -  kilka razy przejeżdżaliśmy przez nie w przeszłości. Okazało się,  że Mac jest w centrum miasta i trochę czasu nam zeszło, żeby potem wydostać się na trasę wylotową w kierunku Targu Jiu. Google Maps się kompletnie pogubiły – drugie okrążenie po jednokierunkowych ulicach centrum wykonaliśmy po znakach drogowych i wtedy dopiero udało nam się wyrwać.
Po drodze do Ranca zatrzymaliśmy się jeszcze, aby sfotografować kolorowe drzewa (Pădurea Colorată)  w pobliżu miejscowości Baia de Fiert. Teraz już wiemy jak powstają kredki.

[Obrazek: 486983f4ba4ac8e5gen.jpg]

[Obrazek: 5b0f0c56c134503agen.jpg]

A tak na poważnie, jak się potem dowiedzieliśmy jest to tzw. Kolorowy Las (zwany "zakątkiem nieba") będący artystyczną manifestacją mającą zwrócić uwagę na wzmożoną wycinkę drzew.

W końcu docieramy do Ranca, wcześniej zatrzymując się na płaskowyżu ze straganami przed miejscowością.

[Obrazek: 92c07b9504107b9bgen.jpg]

Ponieważ mamy sporo czasu (nie zwiedzaliśmy Poienari) -  postanawiamy przejechać się przez miejscowość i bardziej  świadomie wybrać miejsce na nocleg. Mogliśmy sobie pozwolić z czekaniem z rezerwacją do ostatniej chwili – przeglądając od czasu do czasu Booking wiedzieliśmy, że w Ranca o tej porze roku na pewno nie będzie problemu ze znalezieniem noclegu (większy problem byłby zapewne zimą - bo to dość popularna miejscówka dla narciarzy). W końcu wybieramy pensjonat prowadzony przez miłą Panią o nazwisku Panda. Trochę to dziwne nazwisko, jak na Rumunię. Chyba bardziej pasowałoby Ursul Smile.  
Pensjonat znajdował się na końcu miejscowości.  
Po zameldowaniu postanowiliśmy najpierw coś zjeść. Knajpkę wybraliśmy kierując się opiniami na Trip Advisor. Chcieliśmy spróbować miejscowego przysmaku - bulza, a tam ponoć miał być najlepszy. Bulz to potrawa z gęstej mamałygi zapiekanej z serem. Wybrany przez nas bulz był dodatkowo z kiełbaskami baranimi. Danie było smaczne, winko do kolacji również, nie mówiąc o wspaniałym widoku na góry.  

Widok z tarasu restauracji:
[Obrazek: b0b40d7e408a4367gen.jpg]

[Obrazek: f6268dcd0032a5aegen.jpg]

Ale nie dlatego zapamiętam tę restaurację… znajdowały się tam wypchane niedźwiedzie. Może niektórym to nie przeszkadza, ale szczerze powiem, że dla mnie osobiście nie jest to fajny widok, zwłaszcza przy jedzeniu. Oczywiście nie musieliśmy tam jeść  - ale zależało nam na tym bulzu, który podobno tam miał być najsmaczniejszy w okolicy.

[Obrazek: d0cffa541b847c65gen.jpg]

Najedzeni samym wieczorkiem (o zachodzie słońca) podjechaliśmy jeszcze parę kilometrów za Rancę prawie pod samą przełęcz Urdele – tak wyprzedzająco,  aby zerknąć na to co nas czeka jutro.

[Obrazek: 2404ccacbdb13ba5gen.jpg]

[Obrazek: a8dfe862abba17begen.jpg]

[Obrazek: 0a60a7b585d25f12gen.jpg]

Ranca o zachodzie słońca:
[Obrazek: a5bc417d3e08e2a1gen.jpg]

Po drodze od czasu do czasu mijamy osiołki spacerujące sobie jakby nigdy nic asfaltem.
Odpowiedz
#30
ciesz moje oczy, przepięknie.
Odpowiedz


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Gruzja 2018 tomek89 12 1,288 06-02-2019, 22:48:49
Ostatni post: wkrak
  Dagestan - Sezon 2018 arka 10 611 26-01-2019, 20:20:56
Ostatni post: CarlosPL
  Chorwacja (Dalmacja) 2018 ventosa 15 1,800 29-08-2018, 20:51:09
Ostatni post: TomekT
  Rumunia - listopad 2017 sproket 13 3,593 28-12-2017, 14:31:16
Ostatni post: arka

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości