Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Żeglarstwo
#1
Witam wszystkich.
Ja pływam w Bułgarii a tu takie zmiany!!! Ale napiszę parę słów w celu zachęty/ostrzeżenia.
Zgodnie z nową świecką tradycją jak przychodzi koniec maja to wsiadamy w busa i jedziemy do Bułgarii na żagle. W tym roku plan był bardziej ambitny. Wychodzimy z Pomorie, odprawa celna w Carewie i płyniemy na Bosfor, morze Marmara, Dardanele. Dopłyniemy pewnie do Lesbos albo innej greckiej wysepki. Kąpiel, piweczko na miejscu i z powrotem. Przy w miarę spokojnej pogodzie i płynięciu przez 3-4 noce program wydawał się dosyć "lajtowy". Łódka to Bavaria 49. Tradycyjnie płyniemy z Kiro, tym razem bez Orlina. Łódka jest dosyć zaniedbana. Robimy szybkie sprzątanie, myjemy lodówki i kible, ształujemy zakupy z Metro i wychodzimy w morze. W Carewie kolacja w knajpce przy samym porcie, ale zmęczenie po podróży szybko wygania nas na jacht. Szybki prysznic w porządnych sanitariatach z nieodłącznym laniem się szlauchem. Pojawiają się pierwsze straty osobowe w postaci rozciętego łuku brwiowego i mokrych ciuchów siedzących akurat na kibelkach. Ale to też tradycja. Dość wcześnie idziemy spać.
Rano zgodnie z planem odprawa celna. Obowiązkowa, mimo że nie planujemy w tym roku wysiadać w Turcji. Rok temu popłynęliśmy do Stambułu. Przyjęcie jachtu do mariny Atakoj trwało ok. 3 godziny więc zwiedzanie miasta zrobiliśmy bez odprawy celnej - szkoda już było na to czasu.
Celnicy bułgarscy "poprosili" o 3 piwa i paczkę fajek. Odwykliśmy od takich zwyczajów, ale to pewnie był lokalny zwyczaj więc dogadaliśmy się dość szybko. Około 9 rano wychodzimy w morze. Do przepłynięcia do Bosforu mamy ok 90 mil morskich i po drodze nie ma żadnego miejsca gdzie można by zacumować / przybić do brzegu. Marin i portów nie ma. Są tylko piaszczyste plaże i skały. Jacht morski nie lubi ani piaszczystych plaż ani skał, poza tym jesteśmy po odprawie i nie wolno nam przybijać do brzegu.
Zaczyna się żeglowanie.
Pozdrawiam, Hary.
Odpowiedz
#2

Rejs do Stambułu przebiega baaardzo lajtowo. Fala minimalna, wieje leciutko, wspomagamy się silnikiem, pijemy drineczki.  Dopływamy w środku nocy. Miasto pięknie oświetlone odbija się w wodach Bosforu. Duże statki w nocy przez Bosfor nie płyną, promów też już nie ma więc sprawnie wychodzimy na morze Marmara.
Z nieba wali żar, wiatru prawie wcale. Modlimy się do Neptuna żeby choć trochę przywiało, bo póki co to mamy rejs emerycki. W południe zaglądamy na wyspę Marmara. To jedna wielka kopalnia marmuru. Wszystko jest z marmuru - falochron, nabrzeże, płytki chodnikowe, stoły w knajpkach. Śmiesznie wyglądają marmurowe stoły i plastikowe krzesełka.
Siadamy w ekskluzywnej knajpeczce. Ekskluzywność polega na tym, że jako jedyna ma stoliki z płyty paździerzowej. I plastikowe krzesełka. Zamawiamy 9 browarków marki Efes. Cena - 30 Euro. Czas płynąć dalej.
Płyniemy w stronę Dardaneli, zaczyna wiać. PŁYNIEMY!
Jest późne popołudnie. Wieje całkiem porządnie. Idziemy naprawdę szybko. Chyba dopłyniemy do Grecji wcześniej niż planowaliśmy.
Jest noc. Wieje mocno. Trzeba było zrefować żagle a i tak mamy 8 węzłów. Pod pokładem Kiro patrzy na podłogę i drapie się w głowę. To zawsze znaczy że wszystko jest OK, ale jednak coś się popsuło. Na podłodze stoi woda, w zęzie jest jej pełno. Spaliła się pompa zęzowa a płynąc ostrym kursem bierzemy wodę. Może nie za dużo, ale jej przybywa. Łapiemy wiadra i wywalamy za burtę. Trzeba szukać portu bo nocy raczej nie przetrwamy.
Pozdrawiam, Hary.
Odpowiedz
#3
tak czekałem, kiedy się pojawisz Hary66, pamiętam twoje relacje z ex forum, przyjemnie się czyta

ks. Tischner
„Prawdy są trzy: cała prawda, święta prawda i gówno prawda”
Odpowiedz
#4
Tak, przyjemnie sie czytalo, a teraz zobacz ! Plynie jakims dziurawym korytem i trzyma ludzi w nerwach od pierwszego postu Smile
Odpowiedz
#5
hehe dawkuje napięcie, pewnie wieczorem coś skrobnie, no nic trzeba czekać

ks. Tischner
„Prawdy są trzy: cała prawda, święta prawda i gówno prawda”
Odpowiedz
#6
Przepraszam za niepisanie, masa roboty, już się poprawiam.
Jest noc, na mocno zrefowanych żaglach idziemy 8 węzłów. Woda pod pokładem zaczyna być problemem, bo mimo ciągłej pracy prawie całej załogi za bardzo jej nie ubywa. Część załogi stwierdza - przecież jeszcze nie toniemy i spokojnie idzie spać. W sumie to mieli dużo racji - wszyscy nawet byśmy się tam nie zmieścili.
Odpalamy dizel grota. Cała na przód. To niweluje przechył i przestajemy nabierać wodę. Ale i tak trzeba szukać portu. Nikt nie ma pojęcia gdzie może być, bo nie udało nam sie zdobyć locji ani morza Czarnego ani Marmara. Szukamy na nawigacji najbliższego brzegu i jakiegoś zagłębienia i po jakimś czasie widzimy czerwone i zielone światła wejścia do portu - trafiamy na jakiś malutki port rybacki. Wbijamy się śmiało, mamy alibi. Cumujemy do nabrzeża i dość zmęczeni idziemy spać. Całe szczęście nikt nie przypłynął w nocy bo na bank zajęliśmy czyjeś miejsce.
Rano budzi nas cudna pogoda. Kiro idzie do miasta kupić nową pompę ale pompy nie ma. Nie niepokojeni przez nikogo wypływamy z portu. Musimy popłynąc do Galipoli. To duże miasto u wejścia do Dardaneli i tam na pewno kupimy pompę.
Płyniemy półwiatrem, jest cudna pogoda. Mijamy piękne wysepki, opalamy się, pijemy whisky z arbuza. Przy 4-5 węzłach duża Bavaria za bardzo się nie przechyla więc nie bierzemy wody. Żyć nie umierać.
Po południu wpływamy na szlak wodny duuużych jednostek. Zaczyna wiać. Musimy uważać na te kolosy bo zasuwają nadspodziewanie szybko a ich manewrowość jest mocno ograniczona. Czasami, mimo silnego wiatru trzeba odpalać diesla żeby uciec im z drogi. Odkrywamy, że płynąc lewym halsem bierzemy wodę a prawym nie. Prawdopodobnie jedna z łazienek pobiera wodę. Na wszelki wypadek czopujemy (mamy własne kołki!!!) rurę od pompy zęzowej (zawór zwrotny był w pompie a nie na rurze) i już bez sensacji dopływamy do miasta. Miasto ma duży port promowy ale nie ma portu jachtowego. Promy pływają jak tureccy taksówkarze. Wszędzie ich pełno, płyną tak szybko jak potrafią i trąbią na każdego w pobliżu.
Pozdrawiam, Hary.
Odpowiedz
#7
Harry, a fotki? Bo relacja, mimo że nie jestem żeglarzem super.
Odpowiedz
#8
Dżeku,
wiesz, że bez Twojej pomocy nic z tego nie będzie!
Pozdrawiam, Hary.
Odpowiedz
#9
Harry foto musisz wstawić

ks. Tischner
„Prawdy są trzy: cała prawda, święta prawda i gówno prawda”
Odpowiedz
#10
Fotk będą, Dżekiem wstawione, jest umowa. Ale jeszcze ich nie oglądałem.
Płyniemy wzdłóż brzegu próbując nie dać się rozjechać/rozpłynąć przez szalone promy. Właściwie szalone to chyba zbyt delikatne określenie. Chociaż po Stambule trudno już się właściwie dziwić.
Mamy farta, w pewnym momencie zza kolejnego promu wyskakuje regatowa żaglówka. Pięknie sie witamy i nasi nowi znajomi mówią nam, że jest tylko jedno miejsce do cumowania dla niewielkich żaglówek. Trzeba wejść wąskim przesmykiem między knajpami do jakiejś historycznej maciupkiej zatoczki, ale trzeba iść środkiem bo tylko tam jest 2m głębokości. My mamy 1,9 metra zanurzenia i prawie 15 metrów długości ale sternik wchodzi jak do siebie do domu. Nasza łódka jest za długa żeby stanąć jak kilka innych rufą do nabrzeża więc stajemy longside. Sprawnie zakładamy cumy i szpringi. To prywatna keja, knajpiana, obowiązkowo więc idziemy na kolację. Idziemy wszyscy, płacimy z kasy jachtowej, więc każdy zamawia co chce. Szaleństwa nie ma, ale ośmiorniczki, kalmary, baranina i swinina lądują na stole. No i Efes.
A my nawet nie wiedzieliśmy że ośmiorniczki to najbardziej popularna potrawa zamawiana w polskich restauracjach!
Chociaż kalmary były o wiele lepsze w Rusinie we Vlasie. Nie cierpię owoców morza, ale te we Wlasie na prawdę mi smakowały. Kolacja nie była zbyt droga, bo nawet nie pamietam ile kosztowała. Po kolacji malutki spacerek po mieście. Chyba będą jakieś wybory bo szok ile wisi wszelakej reklamy. Miasto jest ładne ale 15 minut spaceru wystarczy. Wracamy na jacht na dożynki.
Trzeba się dorżnąć.
Pozdrawiam, Hary.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości