Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Хижа czyli schronisko górskie
#11
Znajome miejsca noooo ))) Big Grin Big Grin Big Grin Big Grin
Арка беееее .... зашто ми не вдигаш ?! :-)))))
Odpowiedz
#12
Schroniska Bynderica i Wichren są położone bardzo blisko siebie i można przejść szosą z jednego do drugiego w kilkanaście minut.
Można dojechać busikiem z Banska do Wichrena przez Byndericę.
W 2005 r. jeszcze nie wiedzieliśmy, że ten busik jest i wyruszyliśmy z Banska żółtym szlakiem.
Tak wspominamy.
Wyruszamy rano, przechodzimy przez całą ulicę Pirin, zabudowa ulicy jest stara i niska. Idziemy w kierunku schronisk Bynderica i Wichren. Na tej drodze szlak jest niestety niezbyt dobrze oznakowany. Pierwszy problem pojawia się, gdy z asfaltowej szosy przez las trzeba odbić w prawo, nie ma tu niestety wyraźnego znaku i musimy podchodzić kawałek w różnych kierunkach, żeby znaleźć szlak. W dalszej drodze też mamy kłopoty, albo gubimy szlak, albo on prowadzi przez jakieś kamieniołomy wzdłuż budowanego wyciągu. W końcu udaje nam się wejść nieco wyżej w las na prawo od kamieniołomów i iść zacienioną ścieżką prowadzącą w górę. Mijamy górną stację wyciągu jeszcze w budowie i dochodzimy do schroniska Bynderica.

W latach 2007 -2009 już nie szliśmy do schroniska Wichren pieszo, bo skapowaliśmy się, że istnieje busik.
Busik należy do firmy Korso, która prowadzi przejazdy też na innych trasach.
Kierowca busika na Wichren, po wnikliwszym przyjrzeniu się, okazuje się nie mieć jednego oka. Biorąc pod uwagę, że droga po której nas wiezie, chyli się to w jedną to w drugą stronę nad przepaściami, jest to ciekawy fakt do odnotowania.
Odjazdy busika sprzed dworca autobusowego do schroniska Wichren: 8.30, 14.00, 17.00 i ze schroniska: 9.30, 15.00, 18.00.
W 2009 roku cały dworzec autobusowy w Bansku zmówił się, żeby nas przekonać, ze nie ma autobusów do hiża Wichren i że trzeba wziąć taxi. Ale nie daliśmy się. Na domku obok dworca jest wywieszona informacja i godziny odjazdu, żółta kartka A4 niepozorna. A zatem wniosek, nie do końca polegać na tubylcach, dobrze czasem wiedzieć więcej i drążyć, pytać kilka razy o to samo i w różnych źródłach, a nawet na własną rękę wbrew wszystkiemu zgłębiać.

[Obrazek: BULGARIA%202009%20115.JPG]

Cena biletu wynosi 6 lewa na osobę.
Jazda trwa około pół godziny przez schronisko Bynderica.

Btw
Dworzec autobusowy w Bansku to dziwoląg na miarę światową. Wielki piętrowy budynek, na pierwszym piętrze nie ma nic, a na parterze wielka pusta sala. Nigdzie żadnego rozkładu jazdy, ani na zewnątrz ani wewnątrz. W sali na parterze na wprost wejścia jest jedno okienko, w którym siedzi pani z wąsami, zajęta robótką na drutach. Poza bułgarskim nie zna żadnego języka, a informacje odnośnie kursów autobusów, które komunikuje cudzoziemcom za pomocą kartki i długopisu, są w dodatku błędne. W ciągu 5-ciu lat zawsze ją tam widziałem. To z jej niedoinformowania wynikła cała heca jaka zdarzyła nam się w 2005 r. w Sofii z taksówką, bo wsiedliśmy do autobusu jadącego na dworzec Owcza Kupiel zamiast do centrum.
W następnych latach dowiedziałem się, że autobusy z Banska do Centralna Awtogara w Sofii: są o 5:10, 7:20, 15:10, 15:30, 16:20. Pozostałe autobusy jadą na Awtogara Owcza Kupeł. Bilety warto kupić przedtem w budce z odzieżą koło poczty, bo tam jest punkt przewoźnika „Popow”, nie wiem, czy można je kupić u wąsatej.

[Obrazek: BULGARIA%202009%20257.JPG]

To jest właśnie autobus "Popow".
Bułgaria to raj dla górskich wędrowców
Odpowiedz
#13
Do hiży Demianica nie kursują busy, bo dojazd jest tam niemożliwy. Czytałem tu że zbudowano piekielnie drogą kolejkę.
Wiedzie tam z Banska szlak niebieski.
Tylko raz tym szlakiem szliśmy w 2006 roku z Demianicy do Banska
Droga według przewodnika trwa 3 godziny.
Zachowałem takie wspomnienie Małgosi.
Schodzimy szeroką drogą wzdłuż potoku Demianica, aż trafiamy na dwóch wędkarzy łowiących pstrągi. Postanawiamy, że podejdziemy bliżej i staniemy im za plecami, a jeżeli coś złowią, to znaczy, że będziemy mieli szczęście. Brzmi banalnie, ale gdy nagle na poderwanym do góry haczyku pojawia się lśniąca, srebrzysta rybka, uśmiechy jaśnieją na wszystkich czterech twarzach. Wędkarze są przekonani, że to dzięki naszemu pojawieniu się odnieśli sukces, więc dają mi rybkę do pocałowania. Ja się brzydzę, więc szybko przekierowuję rybkę do taty, który nie ma oporów.
Bułgaria to raj dla górskich wędrowców
Odpowiedz
#14
Ja się załapałem na ten busik do Hiży Wichren! Opcja najbardziej opłacalna.
A na Damianice miałem okazje wjechać tym drogim górskim wyciągiem latem! Uruchomili go z powodu festiwalu jazzowego.
/relacja jest w moim temacie na temat Banska/
Арка беееее .... зашто ми не вдигаш ?! :-)))))
Odpowiedz
#15
O ile schroniska Bynderica i Wichren leżą blisko siebie, to do Demianicy jest już kawałek drogi, bo to jest po drugiej stronie przełęczy. Przełęcz nazywa się Тодоринa Пoрта (2550 m).
Między schroniskami prowadzi szlak zielony, stanowiąc w ten sposób trzeci bok trójkąta.
My szliśmy tą drogą w 2005, 2006 , 2007 (rozpoznawczo) i w 2008 roku.

Rok 2005
Wyruszamy ze schroniska Bynderica. Najpierw szosą do schroniska Wichren, mijamy je, pobieżnie tylko oglądając i bez problemu trafiamy na zielony szlak i przechodzimy przez mostek. Dalej docieramy na przełęcz Todorina Porta i idziemy wokół jezior Bynderiszkich, a potem Wasiłaszkich. Cała droga jest bardzo piękna, można podziwiać rzeźbę polodowcową i meandrujący wśród traw w dolinie potok.

Rok 2006
Nie pamiętaliśmy z zeszłego roku, którędy należy wejść na zielony szlak.
I pogoda była całkiem inna.
I dlatego Małgosia tak opisała tę drogę,
Kolejna noc dość kiepsko przeze mnie przespana w schronisku Wichren. Głowa ciężka, gdy ją podnoszę z poduszki, boli. Jest tak już trzeci dzień, boję się, że to objaw jakiejś łagodnej choroby wysokościowej, a może po prostu kwestia migreny, z którą miewam kłopoty. Wstajemy po 7-mej. Pogoda paskudna. Wieje, nad głowami ciężkie ciemnoszare chmury. Do schroniska Demianica, naszego dzisiejszego celu, 4 godziny. Trzeba będzie wpierw wspiąć się na przełęcz, potem pewien odcinek granią, a dalej już w dół. Wyruszamy, bo nie mamy innego wyjścia. Mamy tylko nadzieję, że nas bardzo nie zmoczy. Zaraz po wyjściu czeka nas przeprawa po kamieniach przez potok. Jest dość skomplikowana. Potok płynie porywiście, kamienie są śliskie i ruchome. Mamy ciężkie plecaki, a tata w wodzie od razu traci równowagę i o mało się nie przewraca, bo plecak przeważa. Postanawiam poświęcić jedną nogę, wchodzę do wody, drugą sięgam do najbliższego kamienia i chwiejąc się z ciężkim plecakiem, przechodzę. Zostawiam plecak i wracam po plecak taty. Na koniec przechodzi sam tata. Po przejściu paru metrów spotykamy na drugim brzegu bułgarskich przewodników, z którymi wcześniej dotarliśmy do Spano Pole. To bardzo miłe spotkanie. Wyruszyli z samego rana z Sinanicy i już są prawie w Wichrenie. Reszta grupy jeszcze smacznie śpi hen daleko za przełęczą. Pytamy ich o pogodę na górze. Mówią, że są ciężkie chmury, ale póki co nie ma burzy. Może padać, może być grad. Może być wszystko dobrze. Wolimy się trzymać tego ostatniego. Widać na skale pierwsze oznaczenia naszego szlaku, wcześniej oznakowania były niejasne bądź ich nie było. Teraz wspinamy się bardzo ładnie oznakowanym trawersem, od czasu do czasu wychodzimy na małą halę bądź siodełko, gdzie strasznie wieje. Silny wiatr i coraz gęstsze szare chmury wywołują we mnie uczucie niepokoju i strach. Stopniowo robię się też głodna i zmęczona. Nie ma jednak czasu na postój, trzeba jak najszybciej dotrzeć na przełęcz, zanim pogoda zepsuje się na dobre. Wyciągam znad głowy przygotowanego w plecaku batonika musli. Idąc, przeżuwam go i połykam między wdechami, starając się nie zakłócać oddechu. Po drodze spotykamy parę Duńczyków, którzy potem jednak znikają gdzieś daleko w tyle. Dalej na zmianę mijamy się z grupą trzech Bułgarów. Rozmawia się dobrze po angielsku. Idziemy w niedalekiej od siebie odległości, to dobrze, czuję się przez to trochę bezpieczniej. Dlaczego? Chyba liczę na ewentualny przyrost mądrości, zdrowego rozsądku, doświadczenia i fizycznej siły w większej grupie. Niestety z tyłu zaczyna być już słychać pierwsze grzmoty gdzieś na szczytach po drugiej stronie doliny. Jest za późno żeby się teraz cofać do schroniska, burza ściga nas przecież od tyłu, trzeba więc jak najszybciej przejść przez przełęcz a potem uciekać w dół, żeby burza nie złapała nas na grani, co byłoby niebezpieczne. Przełęcz okazuje się niespodziewanie blisko. Widoki z niej są piękne - na Jeziora Bynderiszkie i główną grań - ale huśtające się nad nami bałwany zakłócają ich podziwianie. Trzeba jak najszybciej zejść na dół i zanurzyć się w kosodrzewinie, by nie prowokować grzmotów, które z pewnością szybciej niż później do nas dotrą. Udaje nam się zejść z grani suchą stopą, ale wędrówka po niższych partiach wcale nie okazuje się taka prosta, głównie ze względu na niewyraźne oznakowania. Schodzimy razem z trójką Bułgarów. Z czasem dogania nas deszcz i zaczyna huczeć nad naszymi głowami. Idziemy już głównie lasem, ale często wychodzimy też na polany, czyli płaską otwartą przestrzeń, a dokoła nas wciąż błyska. Bez względu na obiektywną ocenę niebezpieczeństwa w takiej sytuacji marsz w ulewnym deszczu i wśród silnych grzmotów nie jest doświadczeniem przyjemnym. Mimo że idziemy już stosunkowo nisko i prawie cały czas zanurzeni w lesie, droga dłuży się w nieskończoność. Gdzieś niedaleko powinno już być schronisko, a my wciąż trawersujemy przez las i kolejne zakręty nie odsłaniają nic nowego oprócz gęstwiny drzew. Wreszcie gubimy szlak. Choć szliśmy cały czas wydawałoby się jedyną możliwą drogą, już jakiś czas temu przestały się pojawiać na drzewach oznakowania. Cofamy się pospiesznie, cali już przemoczeni, i szukamy ostatniego oznakowania. Powtarzamy tę samą drogę w dół, ale nic się nie zmienia. Trójka Bułgarów jest tak samo zdezorientowana jak my. Idziemy dalej do przodu uważnie się rozglądając. Nagle wychodzimy na usłaną wielkimi głazami drogę-rynnę. Droga, którą przyszliśmy przecina ją i wiedzie w górę, i tam na drzewach pojawiają się wreszcie dawno już niewidziane przez nas oznakowania. Nieustający deszcz i grzmoty nad nami utrudniają komunikację i nie pozwalają się skoncentrować nad wyborem drogi. Bułgarzy i tata od razu pchają się pod górę. Mi tymczasem nie chce się wierzyć, żebyśmy teraz jeszcze mieli się wspinać. Na kamienistej drodze-rynnie dostrzegam końskie odchody. Nagle przypomina mi się, że w schronisku Demianica, w którym byliśmy w zeszłym roku, gospodarze mieli konia pociągowego. To zatem musi być właściwa droga do schroniska. Mam jednak kłopoty z przekonaniem czterech zdecydowanych facetów, że to moja droga jest dobra, a nie ich. Nie wiem co robić, ale jestem zdeterminowana, żeby jednak iść po kamieniach w dół. Mówię więc, żeby robili co chcą, ja idę sama. I szybko zaczynam gnać drogą w dół, nie oglądając się na nich, marząc o tym, żeby wreszcie już dotrzeć do schroniska. Tata nie może mnie przecież zostawić, idzie ze mną. Po około 5 minutach odsłaniają się wreszcie przed nami spadziste dachy, wyczekiwane schronisko. Wbiegamy do budynku wymęczeni i przemoczeni, czym prędzej zrzucamy z siebie cieknące wodą kurtki i plecaki. Parę minut po nas dociera trójka Bułgarów.
Bułgaria to raj dla górskich wędrowców
Odpowiedz
#16
Zacna relacja!
Арка беееее .... зашто ми не вдигаш ?! :-)))))
Odpowiedz
#17
Rok 2007
Którędy naprawdę idzie szlak z Wichrena do Demianicy?
Dlaczego zbłądziliśmy w zeszłym roku?
Postanowiliśmy to zbadać.
I doszliśmy do takiego wniosku.
Konia z rzędem temu, kto potrafi kierując się drogowskazami przy schronisku Wichren trafić na szlak do schroniska Demianica. Mieliśmy z tym spore problemy w zeszłym roku, nie umiemy się połapać także w tym roku „na sucho” czysto teoretycznie. Na słupie wszystkie strzałki z oznakowaniami wskazują prosto,

[Obrazek: DSC_7380.jpg]

lecz później na kamieniach widać już tylko szlak żółty i niebieski. Tymczasem do Demianicy powinno się iść szlakiem zielonym i wpierw przeprawić się na drugą stronę rzeki czyli kierować się w lewo. Początek szlaku zielonego po długich poszukiwaniach znaleźliśmy na schodku przy kawiarni. Prowadzi w górę , a zaraz potem mostem przez rzekę. Nasza ogólna refleksja nie tylko z tego miejsca jest taka, że oznaczenia te montowane były przez kogoś zezowatego.

Rok 2008
Z punktu widzenia Małgosi.
Droga ze schroniska Wichren do schroniska Demianica jest przepiękna widokowo przy dobrej pogodzie. Szliśmy nią 2 i 3 lata temu, ale gęste chmur, mgła i wreszcie burza zakłóciły nam podziwianie widoków. O 6 rano niebo jest częściowo zachmurzone, prognozy zapowiadały na dziś „przejaśnienia”. To bardzo ciekawy sposób podawania informacji o stanie rzeczy, widzenie szklanki do połowy pełnej a nie pustej. Wyruszyliśmy więc pełni dobrych myśli, że dojdziemy do celu suchą stopą. Wyjście na szlak ze schroniska nie sprawia nam problemu, zbadaliśmy go rok temu. Obchodzimy budkę z kawiarnią i zaraz widać mostek,

[Obrazek: P7250097.JPG]

przez który przechodzimy i już jesteśmy na szlaku. Robimy krótką sesję zdjęciową z górami w tle.

[Obrazek: P7250099.JPG]

[Obrazek: P7250100.JPG]

[Obrazek: P7250103.JPG]

Po ok. 2 godzinach jesteśmy na rozwidleniu szlaków czerwonego i zielonego. Krótki postój na drugie śniadanie, i nagle słyszymy znajomy głos – Tomek z Małgosią wracają z przełęczy Winiarska Porta. Małgosi typ urody – blondynka, duże błyszczące oczy i szeroki wyraźny uśmiech – to ideał urody Taty.
Robimy sobie wszyscy jeszcze jedno pamiątkowe zdjęcie na tle znaku wskazującego rozwidlenie szlaków i jeszcze raz żegnamy się, życząc sobie szerokiej drogi.
Bułgaria to raj dla górskich wędrowców
Odpowiedz
#18
Rok 2008 ciąg dalszy.
Wspinamy się na przełęcz, wraz z wysokością zagęszcza się też mgła, wzmaga wiatr. Niebo całe w szarych chmurach, gdzieniegdzie rzeczywiście zdarzają się przejaśnienia. Udaje nam się załapać na ładne widoki na Wichren, Hwojnati Wrych i Graniten. Podejście na przełęcz jest dość ciężkie, bo strome, w dodatku dziś idziemy z całym dobytkiem na plecach. Z każdym zakosem wydaje się nam, że już za chwilę dojdziemy na przełęcz, ale za jednym wzniesieniem odkrywa się następne i następne. Wreszcie jednak dochodzimy, na przełęczy wieje lodowaty wiatr, nacierają chmury. Robimy szybko zdjęcia, zrzucamy z siebie na chwilę plecaki, żeby plecy odpoczęły, i zaraz potem ruszamy dalej bo jest tu zimno. Za przełęczą idziemy jeszcze jakiś czas granią, a potem już, dosyć stromo, w dół. Po drodze mamy piękne widoki na Jeziora Bynderiszkie w dole, a jakiś czas później przechodzimy obok jez. Górnego i Rybnego.

[Obrazek: P7250105.JPG]

[Obrazek: P7250108.JPG]

[Obrazek: P7250117.JPG]

[Obrazek: P7250119.JPG]

Przy jeziorze jakiś turysta stoi z wędką, mówi jednak, że nie biorą. Okolica jest tu przepiękna, jakby jakiś tajemniczy mikroświat odcięty od świata. Jeziora, potoki snujące się meandrami między soczystym zielonym mchem i trawą. Kosodrzewina, limby (5 igieł z jednego krótkopędu), bogactwo górskich odmian kwiatów. W powietrzu mieszają się aromaty ziół. Z niebieskich kwiatuszków rosnących tu w górach można przyrządzić pyszny czaj. Tym całym pięknym i soczystym krajobrazem nie mogliśmy się cieszyć dwa lata temu, gdy gnaliśmy przed burzą, ale cieszyliśmy się 3 lata temu.

[Obrazek: P7250126.JPG]

[Obrazek: P7250128.JPG]

[Obrazek: P7250135.JPG]

[Obrazek: P7250143.JPG]

Do Demianicy dochodzimy suchutką stopą przed 16-tą. Konstatujemy, że szlak jest bardzo dobrze oznakowany.
Bułgaria to raj dla górskich wędrowców
Odpowiedz
#19
Hiża Безбог

Można do niej dojść z hiży Demianca i z Dobriniszte.
My szliśmy tą drogą z Demianicy w roku 2005.
Jako że jest to rok 2005 nie mam zdjęć – gdyby ktoś znalazł w galerii starego.com proszę wkleić.
Oddaję głos córce.
Wędrówkę zaczynamy przy ładnej, słonecznej pogodzie. Idziemy w kierunku jeziora Tewno szlakiem żółto-zielono-niebieskim, potem odbijamy żółtym do schroniska Bezbog. Przechodzimy przez wąską przełęcz Samodiwska Porta, a potem rozległe siodło Bezbożki Prewał. Cały czas mamy piękne widoki na poszarpane granie i jeziora. Za jeziorem Bezbog widać już wielkie schronisko, z góry przypominające piramidę. Dochodzimy tam dość późno, zmęczeni i bardzo głodni. Dostajemy pokój w budynku. Na parterze odkrywamy dużą salę restauracyjną, w niej nakryte stoły, ale nic się poza tym nie dzieje. Pukamy do drewnianego okienka, z którego wychyla się kucharz i mówi, że teraz będzie jadła wycieczka, i żebyśmy przyszli za pół godziny. Przychodzimy za pół godziny, a ten znowu nas odsyła, więc zaczynamy się niecierpliwić. Gdy po raz kolejny próbuje nas zbyć, robimy raban u gospodarza schroniska, ale ten mówi, że nic na to nie poradzi, wycieczka ma pierwszeństwo. Po pewnym czasie dowiadujemy się od innych turystów, że 100 metrów dalej znajdziemy bar z grillem. Prawie biegniemy, a tam szeroki wybór grillowanych mięs - parżoła, kebapcze, kjufte, no i nieodzowna sałatka szopska oraz zimne piwo, a wszystko to bez kolejki, po ludzku, kapitalistycznie. Niczego więcej nam w tej chwili nie potrzeba. Rano zjeżdżamy wyciągiem krzesełkowym do schroniska Goce Dełczew.
Bułgaria to raj dla górskich wędrowców
Odpowiedz
#20
(13-01-2016, 09:26:21)zdzicho napisał(a): Hiża Безбог  

Można do niej dojść z hiży Demianca i z Dobriniszte.
My szliśmy tą  drogą z Demianicy  w roku 2005.
Jako że jest to rok 2005 nie mam zdjęć – gdyby ktoś znalazł w galerii starego.com proszę wkleić.
[Obrazek: 2u6199l.jpg]
ze swojego zbioru - roku 2009 - na razie jedna testowa fotka ...
czy szukać więcej ?
ponoć istnieje skopiowany stary zbiór .com ale czy komuś będzie chciało się grzebać w archiwum X ?
pozdrawiam serduchno...


[Obrazek: 710d92.jpg]

pierwszy i jak do tej pory ostatni raz w życiu byłem tak wysoko nad poziomem morza ( nie licząc lotu samolotem )...
to przyjemne żyć marzeniami twardo stąpając po ziemi....Big Grin
Odpowiedz


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Маршрути czyli wędrówki górskie zdzicho 11 3,651 22-01-2016, 11:30:38
Ostatni post: zdzicho

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 2 gości