Forum Bulgaricus
Kraje nadbałtyckie w czasach wirusa - Wersja do druku

+- Forum Bulgaricus (https://bulgaricus.pl/forum)
+-- Dział: Tematy inne (https://bulgaricus.pl/forum/forumdisplay.php?fid=11)
+--- Dział: Jeśli nie Bułgaria i Bałkany to... (https://bulgaricus.pl/forum/forumdisplay.php?fid=60)
+--- Wątek: Kraje nadbałtyckie w czasach wirusa (/showthread.php?tid=1319)

Strony: 1 2 3 4 5 6


RE: Kraje nadbałtyckie w czasach wirusa - wkrak - 01.09.2020

w bonusie Finlandia - Helsinki


Prom płynie dwie godziny.

Cena za prom – minimum 100 zł w jedną stronę. Jeżeli wracacie tego samego dnia i tą samą linią, to dostajecie „minus 50%”. Czyli można obrócić w obydwie strony za minimum stówkę, 100-130 zł. Kupujemy bilet przez internet, odprawiamy się i przykładamy QR code przy wejściu do poczekalni w porcie. Lub kupujemy bilet w terminalu – są maszyny i jest kasa (tu dostajemy kartkę, a nie bilet), odprawiamy się w maszynie, dostajemy bilet i z nim wchodzimy. Wejście na prom 40-20 minut przed odpłynięciem. Na początku wszyscy się pchają, żeby zająć dobre miejsca na pokładzie. Przy wysiadaniu też się pchają i też mają rację, bo na nabrzeżu są tylko dwa automaty z biletami na komunikację miejską. Zanim kupicie bilet, tramwaj Wam ucieknie.

Bilet na komunikację miejską w Helsinkach: 2,8 euro za 60 minut lub 8,0 euro za 24 godziny. Czy musimy korzystać z komunikacji miejskiej? I TAK i NIE. Uważam, że tak, ponieważ jest coś, co w Helsinkach trzeba zobaczyć – wyspa Suomenlinna. Pływają na nią stateczki, które są częścią komunikacji miejskiej. Więc płynąc na wyspę i z powrotem, już skasujemy dwa bilety. Prawie warto kupić bilet 24-godzinny.

Trzy linie promowe na tej trasie.
Terminal A – firma Vicking i Eckerö – mają wadę: kursują rzadko, trzeba wstać cholernie wcześnie, żeby zdążyć na pierwszy kurs, a drugi kurs do Helsinek to już jest za późno.
Terminal D – firma Tallink – kursują często. Będziecie w Helsinkach 6 lub 9 lub 12 godzin (odliczyłem godzinę, bo trzeba być w porcie odpowiednio wcześniej przed odpłynięciem).
Tak to wygląda w Tallinie, a problem macie w Helsinkach, bo tutaj promy przypływają w różne miejsca. Z terminala A prom przypływa do terminala wschodniego w Helsinkach – 1,2 km od centralnego Placu Senackiego (na piechotę). Natomiast z terminala D prom przypływa do terminala zachodniego, a stąd są 3 km do centrum. Czyli tam i powrotem 6 km plus zwiedzanie miasta i macie za dużo tych kilometrów w nogach. Lub linia tramwajowa nr 7 do centrum, bilet w automacie na przystanku.

Czyli wybierając linię Tallink i wyspę Suomenlinna opłaca się kupić bilet dzienny na miasto.
Jeżeli odpuszczacie wyspę, to możecie płynąć innym promem i nie wydacie kasy na komunikację miejską.

Ja jednak polecam Suomenlinnę.


RE: Kraje nadbałtyckie w czasach wirusa - wkrak - 02.09.2020

Finlandia - Helsinki

Przypłynęliśmy promem Tallink. Coś o promie, który ma 9 pokładów. Najpierw pokłady dla ciężarówek, wyżej dla osobowych i trzy pokłady pasażerskie. Tylko z tyłu mamy kawałek otwartego pokładu, ale przychodzą tu palacze. Wewnątrz z tyłu i z boku można siedzieć bez zamawiania czegokolwiek, ale nie można leżeć i przysypiać. Z przodu są restauracje, w których trzeba coś zamówić, żeby tam posiedzieć. Gastronomia jest droga.
Sklepy – ceny jak w Estonii, czyli są atrakcyjne dla tych ze Skandynawii. Popularne są dwudziestoczteropaki (wiadomo – alkohol na północy jest drogi). Podczas wysiadania w Helsinkach sporo ludzi niesie dwudziestoczteropaki piwa po 0,33 l. Musi to ważyć ponad 10 kg.
[Obrazek: DSC09856.jpg]

Dopłynęliśmy, wsiadamy w tramwaj nr 7 i jedziemy do centrum, wysiadamy przy Senaatintori (Plac Senacki), na który później wrócimy. Stąd na południe nad wodę, do hali targowej Kauppahalli.
[Obrazek: DSC09861.jpg]

Można kupić m. in. konserwę z renifera za 18 euro, z niedźwiedzia za 28 euro. No… rozumiem rarytasy, więc niech kosztują. Ale jak zobaczyłem konserwę rybną za 8 euro …

Kawa od 3 euro, kanapka za 5 euro, a reszta cen gastronomicznych jest tutaj (tzn. to są raczej ceny minimalne).
[Obrazek: DSC09866.jpg]

[Obrazek: DSC09867.jpg]

[Obrazek: DSC09869.jpg]

Dalej plac targowy Kauppatori – połowa to owoce i trochę gastronomii, druga połowa to wyroby rzemieślników, pamiątki.
[Obrazek: DSC09860.jpg]

Za tym targiem odpływa prom na wyspę Suomenlinna. Niezła kolejka…
[Obrazek: DSC09872.jpg]

Tu trzeba wiedzieć dwie rzeczy – kiedyś tu rządzili Szwedzi, a później Rosjanie. Szwedzi zbudowali twierdzę na tej wyspie, a z kolei Rosjanie przenieśli stolicę z Turku do Helsinek. I w tej starej stolicy jest więcej do zobaczenia i tam też latają tanie linie. Helsinki bez tej wyspy są takie sobie.

Wyspa Suomenlinna
Bilet na prom kupujemy w automacie albo już wcześniej kupiliśmy bilet dzienny. Prom pływa co 20 minut i płynie może 15 minut. Szwedzi przekształcili wyspę na olbrzymią twierdzę, więc jest to naprawdę coś dla miłośników militariów. Poza tym jest tu kilka muzeów i łódź podwodna – wejścia wszędzie po 7 euro. Jest jakiś bilet łączony, ważny tylko w sezonie. Ale przede wszystkim jest to obszar rekreacyjny dla stolicy. Jest dużo zielonego przy tych obiektach obronnych. Te budowle obronne to też rekreacja. Jeżeli mieszkaniec ma bilet miesięczny, to może tu sobie przypłynąć bez dodatkowego kosztu. Jest sporo ludzi z wózkami, ale dla nich warunki nie są dobre, bo jest dużo nawierzchni kamiennej. Jest trochę gastronomii.

Takie przyczepy mają w Finlandii, a u nas nie.
[Obrazek: DSC09878.jpg]

Są dwie duże wyspy połączone mostem i dwie małe też z mostem. Na początku po lewej darmowa mapa w informacji turystycznej. Stąd można iść w prawo na dwie małe wyspy, ale to na koniec, jak będziecie mieli czas. A główna trasa (idziemy za większością) prowadzi przez dwie duże wyspy – to 1,5 km w jedną stronę i później z powrotem jakąś inną trasą, pewnie dłuższą. Na końcu jest restauracja i pizzeria: pizza 14-17 euro, pozostałych cen na szczęście nie pamiętam.
[Obrazek: DSC09882.jpg]

[Obrazek: DSC09883.jpg]

[Obrazek: DSC09887.jpg]

[Obrazek: DSC09888.jpg]

[Obrazek: DSC09889.jpg]

[Obrazek: DSC09896.jpg]

[Obrazek: DSC09897.jpg]


RE: Kraje nadbałtyckie w czasach wirusa - wkrak - 02.09.2020

Finlandia - Helsinki

Wracamy z wyspy. Po prawej na górce Sobór Uspienski.
[Obrazek: DSC09901.jpg]

Idziemy na Senaatintori (Plac Senacki). Po lewej katedra luterańska, po prawej siedziba premiera, na środku pomnik cara Aleksandra II (kiedyś tu rządzili) i na całym placu zrobili stoliki z żarciem. Na prawo od siedziby premiera darmowe Muzeum Miasta.
[Obrazek: DSC09904.jpg]

Tu wysiedliśmy z tramwaju.
[Obrazek: DSC09905.jpg]

Ulica Esplanadi – w środku szeroki zieleniec z deptakiem, ludzie siedzą na trawie, na ławeczkach, jedzonko uliczne.
[Obrazek: DSC09909.jpg]

Stąd idziemy na północny zachód. Po drodze ciekawy dworzec kolejowy.
[Obrazek: DSC09858.jpg]

Ale celem jest kościół wykuty w skale Temppeliaukio, trzeba go zobaczyć. Po drodze nie ma turystów, sklepy z pamiątkami zamykają o 17-tej, chociaż kościół jest czynny do 19-tej. Wejście 4 euro za dorosłego, a dziecko za darmo.

Jakby ktoś nie widział kościoła, to wygląda to tak:
[Obrazek: DSC09911.jpg]

I w środku:
[Obrazek: DSC09921.jpg]

I to by było na tyle.
Niedużo jest do zobaczenia w stolicy Finlandii. Wyspa jak najbardziej tak, zwłaszcza, że to będzie odskocznia od zwiedzania miast (budynków). Bez tej wyspy to chyba bym tu nie przyjechał. Warto się wybrać, bo to jest też odpoczynek od prowadzenia samochodu (2 godziny na promie w jedną stronę). I jeszcze trzeba coś zjeść. Na styk wystarczy na to 6 godzin, lepiej 9, ale przez 12 to już nie wiedziałbym, co tu robić. Trzeba by się ostro postarać i jeszcze coś znaleźć. Jeżeli pojedziecie na 12 godzin, to razem z promem zajmie to 17 godzin, a to już będzie duży wysiłek.


RE: Kraje nadbałtyckie w czasach wirusa - wkrak - 06.09.2020

W temacie wyjazdu był koronawirus.

Przy tej okazji można było zrobić zdjęcia, jak nigdy wcześniej.

W jaki sposób kościoły sobie poradziły.

[Obrazek: DSC09528.jpg]

[Obrazek: DSC09662.jpg]

[Obrazek: DSC09746.jpg]

Przy okazji można było się poduczyć języków obcych.

Na Łotwie wszystko w trzech jezykach: łotewski, rosyjski i angielski.
[Obrazek: DSC09696.jpg]

W Estonii: estoński, rosyjski i angielski.
[Obrazek: DSC09821.jpg]

W Finlandii; fiński, szwedzki i angielski.
[Obrazek: DSC09902.jpg]


RE: Kraje nadbałtyckie w czasach wirusa - wkrak - 06.09.2020

PODSUMOWANIE

Docelowo zwiedzanie powinno zająć:
Estonia – ponad tydzień
Litwa – prawie tydzień
Łotwa – parę dni

Do tego odpoczynek – wychodzą w sumie dwa urlopy po dwa tygodnie.

Dziękuję za uwagę.

Macie coś w tym temacie, to piszcie!


RE: Kraje nadbałtyckie w czasach wirusa - dżek - 06.09.2020

Brawo za wzorową relację!


RE: Kraje nadbałtyckie w czasach wirusa - Bulgarius - 08.09.2020

Plusik jest za wkład i poświęcony czas


RE: Kraje nadbałtyckie w czasach wirusa - lisek - 10.09.2020

Plusior i to ogromniasty .


RE: Kraje nadbałtyckie w czasach wirusa - mahum - 28.09.2020

Co do idei i kierunku wyjazdu, to godne pochwały, bo również mojeSmile
Jeśli mogę, to dołączę swoje trzy zdania do tego tematu i podzielę się swoimi retrospekcjami.

Wyjazd ten, ze względu na covid, stanowił dla nas niestety nieoczywistą alternatywę dla planowanych wcześniej Chorwacji i Włoch. Nie spodziewałem się niczego wielkiego po Litwie i Łotwie i niestety okazało się, że miałem rację, chociaż rodzina była zadowolona z wakacji. Ulokowaliśmy się w całkiem przyzwoitym domku na terenie ośrodka leżącego na przedmieściach Palangi czy Połęgi jak w Polsce nazywamy to miasto. Zachodnia część Litwy okazała się być krajobrazowo przedłużeniem Suwalszczyzny, czyli trochę lasów pomiędzy rozpościerającymi się wokół polami, większe połacie lasów spotkaliśmy między Wilnem a Mariampolem oraz na Łotwie. Jeśli chodzi o miasta to Palanga okazała się być bardzo ładnym nadbałtyckim kurortem, taką hybrydą Sopotu i Krynicy Zdrój, zaś Wilno bardzo ciekawym architektonicznie acz zaniedbanym miastem z wieloma zabytkami głównie okresu baroku. Plaże i okolice samego Bałtyku były moim zdaniem ładniejsze niż w Polsce, oczywiście zdecydowanie bardziej puste, ale woda tak samo zimna i pogoda identyczna jak u nas. Jeśli chodzi o lipiec to ok. tygodnia było ciepło i słonecznie, później na ok. 10 dni ciepło wróciło w sierpniu, nie będę ukrywał, że my trafiliśmy akurat w ten zimny okres z jedynie dwoma dniami plażowymi. Przypomniały mi się wakacje w naszych górach i sprawdzanie prognoz pogody oraz notoryczne patrzenie w niebo w poszukiwaniu słońca.
Z pozytywnych rzeczy zaskoczył mnie jeszcze jedynie bardzo przyzwoity stan dróg na Litwie oraz całkiem spore odcinki autostrad (odcinek Kłajpeda - Kowno to ok. 200 km autostrady za wyjątkiem kilkuset metrowego odcinka tzw. zawrotki). Poza tym nowa autostrada jest z Mariampola do Kowna, a na ukończeniu modernizacja 100 km ekspresówki pomiędzy Kownem a Wilnem. Jeśli chodzi o miasta takie jak: Kłajpeda, Możejki, Kretinga czy Mariampol to jest to w zasadzie uosobienie brzydoty i w zasadzie na tym mogę poprzestać. Jedyne co cechuje każde z litewskich miast i co można odnotować in plus to piękne, zadbane parki w praktycznie każdym z miast i miasteczek na Litwie. Jeśli chodzi zaś o Łotwę, to Ryga zdecydowanie nas zawiodła. Miasto jest dużo bardziej zadbane od Wilna, ale ma zdecydowanie mniej zabytków i nie posiada tego czegoś, co powoduje, ze chce się do niego wrócić. Starówka bardzo podobno jak dla mnie do toruńskiej, na której byłem wielokrotnie więc może dlatego nie poczuliśmy się jakoś oczarowani. Rzeczą charakterystyczną na Łotwie jest urbanizacja, a w zasadzie kompletny jej brak. W żadnym kraju nie spotkałem tak małej liczby miast, miasteczek czy nawet wsi, a jest to kraj obszarowo większy od Chorwacji, większy niż Słowenia i Macedonia Północna razem wzięte. To co mijaliśmy po drodze jadąc od strony Palangi oczywiście drogami krajowymi to nie były nawet wioski, a porozrzucane pojedyncze domy pośrodku niczego.
Z takich ciekawostek, to na Litwie nie kupimy alkoholu na stacji benzynowej (nawet Orlen), a w niedzielę po godzinie 18.00 na wynos nie kupimy go nigdzie. Co jeszcze nas zaskoczyło? Ludzie. Bardzo dziwni, jacyś posępni, będący przeciwnością wesołych, spontanicznych, muzykalnych, przyjaźnie nastawionych południowych Słowina, Greków czy Włochów. No bo czy jakieś "sveiki" może zastąpić " Kalimera", "Buongiorno" czy "Dobre jutro"?


RE: Kraje nadbałtyckie w czasach wirusa - wolffer - 28.09.2020

Mahum, niestety poza stolicą, czyli Wilnem, a także kurortowo nadmorską Pałangą, to na Litwie z autostrady niewiele widać.
Może dlatego pałętając się po niej, często szutrowymi trasami, mam zupełnie inne wrażenia, z czego bardzo akurat się cieszę (a już o kuchni nie wspomnę, mniemmniamaśna).
Mały kraj, ale i tydzień to mało, o ile się nie jedzie autostradą.
No, ale każdy ma swoje odmienne ulubione smaczki i dzięki temu nie gnieździmy się w jednym miejscu.