Forum Bulgaricus
Po raz pierwszy w Bułgarii 2017 - Wersja do druku

+- Forum Bulgaricus (https://bulgaricus.pl/forum)
+-- Dział: Wszystko o Bułgarii (https://bulgaricus.pl/forum/forumdisplay.php?fid=1)
+--- Dział: Relacje z pobytu i podróży (https://bulgaricus.pl/forum/forumdisplay.php?fid=17)
+--- Wątek: Po raz pierwszy w Bułgarii 2017 (/showthread.php?tid=125)

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22 23 24 25 26 27 28


Po raz pierwszy w Bułgarii 2017 - Wawo - 20.05.2015

Od dawna nosiłem się z zamiarem napisania takiego podsumowania, choć dwadzieścia lat jeszcze nie minęło, to już wyłania się za zakrętu.

Lepiej, że następuje to teraz, gdyż wszelkie zapiski z forum .com poszły by na marne. Choć część udało mi się już odratować to nadal nie wszystko. Na szczęście oprócz słowa pisanego, jest jeszcze to wszystko co siedzi w głowie. Wspomnienia.

Dziś pewnie niewiele pamiętam z pierwszych wyjazdów, ciężko pamiętać coś co było prawie 20 lat temu, kiedy wiek mój ledwie przekroczył siedem wiosen. 1996.

Wtedy zaczęła się przygoda, podróż, która trwa do dziś. Dziś, tak jak już wspomniałem mam puzzle w głowie z brakującymi elementami. Ale i z tego można co nie co odtworzyć. Mając dodatkowo relacje wideo z każdego wyjazdu, mając zdjęcia, daje nam to pokaźną bazę informacji, które można przelać w jedną całość. Z czasem pojawiły się zapiski w formie, zapożyczonego od forumowego kolegi od lat - "dziennika pokładowego". Z czasem też skończyły się relacje wideo.

Jednakże, co najważniejsze z danego roku gdzieś tam jest. Wiele sytuacji jest do dziś wspominanych podczas rodzinnych spotkań, także jest o czym pisać. Fajnie byłoby każdy post, epizod, odcinek wesprzeć zdjęciami, ale póki co lata 96-05 mam tylko "analogowo".

Stąd też relacja nie może być chronologicznie. Ale nie tylko, bo przecież kolejny wyjazd przede mną. Więc będzie powrót do przeszłości, by wrócić do przyszłości, teraz!


Zapraszam!

[Obrazek: e8bf448069f8d8d0gen.jpg]



21 raz Bulgaria 2017! - jacky6 - 20.05.2015

wydaje mi się, że bardzo liczy się SŁOWO - nieraz lakoniczne i nie koniecznie artystyczna fotografia...

PS - autkiem jadąc wyprzedziłem Cię rok, koleją wiecej niż 18 lat...
ale nie ma sensu się licytować - nasze wspomnienia wzmacniać mogą aktualne odczucia...



RE: 20 lat minęło jak...[odpowiedź znajdziesz w środku] - Wawo - 23.05.2015

Prolog mamy za sobą. Wstępny zarys wątku wszystkim czytającym znany, wiec zaczynamy.

Odcinek 1 - Zrób to sam

Tak jak długo zastanawiałem się czy w ogóle otwierać taki temat podsumowujący, tak długo zastanawiałem się od czego tak naprawdę zacząć, jeśli już założyłem, że chronologicznie nie będzie łatwo podsumować. Oprócz argumentów za brakiem chronologii, które wymieniłem w prologu, dodać trzeba coś z czego zdałem sobie sprawę myśląc od czego zacząć. Otóż wiele sytuacji nie pamiętam dziś, z czasem mi się coś przypomina i właśnie gdy coś mi się przypomni wrzucam tutaj, gdybym pisał chronologicznie zapewne wiele faktów mogłoby zostać pominiętych. Do rzeczy.

Musimy z roku 2015 zrobić skok w przeszłość, dokładnie 30 lipca 2005. W tym roku ostatni raz pojechaliśmy Fiatem Brava, ostatni raz też pojechał z nami mój brat. Jechaliśmy chyba nasza ulubioną trasą czyli standard Korbielów, Bańska, Lucenec, Salgotarjan, Szolnok, Szarvas.
Do tego roku w zwyczaju mieliśmy robić nocleg tranzytowy(w drodze do i z) w jednym i tym samym miejscu, tj. na Węgrzech w miejscowości Mezohegyes. Tuż przy granicy z Rumunią. Hotel Nonius. "Odkryty" podczas dziewiczego wypadu 96, ale o tym innym razem.
Nie pamiętam dokładnie dlaczego w tym roku postanowiliśmy zmienić miejsce noclegu. Wybraliśmy Gyule i tamtejszy Thermal Camping-Motel. W sumie to kiepsko dobrana trasa jeśli celem pierwszego dnia była Gyula. Na kemping dotarliśmy ok. 16:30, pokój 4 osoby mieliśmy zarezerwowany. Jak się później okazało nie mieliśmy. Zaproponowano nam co prawda dwa pokoje dwuosobowe ale nie wiedzieć w sumie czemu nie wzięliśmy ich. Postanowiliśmy jechać do Mezohegyes. Gdzie godzinę później się znaleźliśmy. Pokój był, koszt 16600 ft. Na miejscu okazało się, że w naszej Bravie czegoś brakuje. Elementem brakującym była tylna tablica rejestracyjna. Co robić? Chwila zastanowienia gdzie mogliśmy ją stracić, było to gdzieś na odcinku Medgyesegyhaza-Mezokovacshaza. Na pobliskiej stacji Mol zrobiliśmy małe dotankowanie i pojechaliśmy na poszukiwania.
Po dwóch godzinach tablicy nie udało się znaleźć. Wróciliśmy do Mezohegyes. Co robić dalej? Bez tablicy przejechać kolejne 1000 kilometrów i potem wrócić do Polski może nie być łatwo. Zgłoszenie na węgierskiej policji raczej też by nic nie pomogło.
Zróbmy ją sami! Na wzór mamy przednią. Na stacji dostaliśmy tylko taśmę izolacyjną czarną i czerwoną. Potrzebny był jeszcze niebieski długopis, czarny marker, biała kartka, przezroczysta taśma klejąca. To miałem w plecaku Smile
Po około 1,5 godziny powstała zastępcza tablica rejestracyjna do naszego autka. Dojechaliśmy na niej do celu. Na miejscu zrobiliśmy nową plus jedną na zapas.
Swoją drogą dobrze, że to nie był czas tablic z flagą UE, gwiazdek już tak łatwo by się nie zrobiło.
Poniżej zamieszczam zdjęcia oryginału i podrabiańca!
[Obrazek: 83f5a63962ae4642gen.jpg][Obrazek: e8a618af31d00918gen.jpg]



RE: 20 lat minęło jak...[odpowiedź znajdziesz w środku] - peter - 23.05.2015

Polak potrafi Smile


RE: 20 lat minęło jak...[odpowiedź znajdziesz w środku] - Wawo - 09.06.2015

Trochę mnie nie było, mały wypadek, szpital, L4, zmęczenie. Wracam dziś z kolejnym odcinkiem.

Odcinek 2 - Autostrada widmo - Awaria

Rok 2009, czternasty raz w kierunku Morza Czarnego. Nie pierwszy i nie ostatni raz zdarzyła Nam się awaria podczas podróży. Tym razem wykazaliśmy się lekką paniką spowodowaną ówczesną niewiedzą. Dziś na tyle ogarnąłem mechanikę samochodową, że raczej panika byłaby zbędna. Ale do rzeczy.

Pamiętam, że podróż tamtego lata przebiegała dość sprawnie, jechaliśmy Fiatem Stilo, 4 latek. Do celu pozostało nam niewiele, bo 60 km. Także Varna była tuż tuż. Zatrzymaliśmy się na stacji OMV na ostatni już postój przed celem. Szybka kawa, rozprostowanie kości i jedziemy dalej.
Kilometr, sygnał (podobny do tego przy zapalaniu się rezerwy). Na desce pojawia się kontrolka silnika "Check Engine".
Akurat po kilometrze od OMV jest stacja Shell. Toczymy się awaryjnym pasem , gasimy silnik. Po chwili odpalamy ponownie, kontrolka nadal świeci, a raczej nie gaśnie.
Samochód nie wykazuje żadnych objawów, silnik chodzi równo, nie kopci, tylko ta kontrolka.
Sprawdzam co oznacza kontrolka. Panika, usterka silnika. (Dziś: "sratytaty")
Mamy assistance, dzwonimy. Pani Konsultantka prosi o wszystkie potrzebne dane, numery polisy, itp itd. Po czym każe czekać na telefon zwrotny.
W międzyczasie, wychodzi do nas Pan ze stacji, pyta czy może w czymś pomóc itp.
Oddzwania assistance, mamy udzielić informacji gdzie dokładnie się znajdujemy.
A2-60 km przed Varną, stacja Shell w kierunku Varny (jedyna stacja tego koncernu po tej stronie autostrady), jak udaje się ustalić od Pana ze stacji, miejscowość: Enevo.
Mamy nadal czekać konsultantka z Polski będzie przesyłać dane do bułgarskiego konsultanta.
Po jakimś czasie Pani znowu oddzwania. Informacja jaką uzyskaliśmy była dość szokująca w tamtym momencie, w momencie gdy oczekiwaliśmy dość szybkiej pomocy, po kilkunastu już godzinach w podróży, 2 dnia.
Otóż Pani stwierdziła, że otrzymała z Bułgarii informację, że autostrada A2 na której rzekomo się znajdujemy nie istnieje.
Po chwili Pani znowu oddzwoniła z informacją, że sprawdziła sama na Google Maps - autostrada jednak istnieje! HURA!!! Big Grin
Czekamy na telefon od bułgarskiego konsultanta. Ustaliłem z nim szczegóły i po ok 40 minutach pojawia się laweta. Dziadek i wnuczek chyba Tongue W każdym bądź razie załadowali Stilo, nas do Stilo i jedziemy do Varny.
Dojechaliśmy około 24, laweciarze sami nie wiedzieli gdzie mają nas zostawić. Była to Niedziela wiec wszystko i tak zamknięte na cztery spusty. Zresztą ta godzina.
W końcu zostawili nas pod budynkiem z szyldem Fiat, ni to salon ni to serwis. Na ulicy Slivnitsa. Kobiety (Mame i Ciocie) taksówką odwiozłem do Sv. Konstantyna, sam wróciłem do Taty i spędziliśmy noc ( de facto 6 godzin) w aucie, gdyż samochód nie stał na żadnych parkingu, po prostu na poboczu, koło jakiejś budowy i tego budynku z szyldem Fiata.
Około 7:30 pojawił się gość z tego budynku, spytał co się stało i powiedział, że nie reprezentują Fiata. Narysował nam mape dojazdu do autoryzowanego serwisu. Odpaliliśmy, kontrolka pojawiła się, pojechaliśmy do serwisu, w sumie było to dwie ulice dalej.
Po chwili przyjechała też córka zaprzyjaźnionego Bułgara, jako nasza tłumaczka Big Grin
Podłączyli auto pod jakieś urządzenie, oczywiście nic nie wykazało, skasowali 36 lv. Mechanik, który zna się na fiatach bedzie za 2 tygodnie (po swoim urlopie) wtedy możemy podjechać bo dokładniejsza ekspertyzę, póki co możemy jeździć nie eksploatując zbytnio silnika. Świetnie, a do Polski to będzie zbytnia eksploatacja, czy nie?!
Jadąc już z powrotem na wylotówce z Varny w kierunku Złotych Piasków natknęliśmy się na blokadę policyjną. Szukali złodziei którzy nad ranem ukradli 100 000 lv z banku przy ulicy Slivnitsa Smile Postaliśmy godzinkę na blokadzie, przy okazji kontrolka zgasła.

W czasie urlopu poczytałem trochę o tym check engine, popytałem znajomego który trochę ogarniał, rzucił telefonicznie diagnozę "pewnie syf w lpg przytkał jeden z wtryskiwaczy"

Kontrolka nie zaświeciła się już do końca pobytu, choć mało jeździliśmy. Podczas powrotu pojawiła się ponownie pod Budapesztem.
Dzień po powrocie Stilo pojechało na przegląd w polskim serwisie Fiata, okazało się, że rzeczywiście jeden z wtryskiwaczy był zasyfiony.

Po dwóch latach jechałem do Bułgarii Daewoo Lanosem, tam co jakiś czas pojawiał się Check Engine, nauczyłem się nawet sczytywać kody błędów. Większość tych błędów nie są na krótką metę groźne dla silnika. Ale z Lanosem to były inne historie, nie koniecznie po drodze do Bułgarii, chociaz w 2011 na Transfogarskiej dolewałem mu oleju Big Grin

Dziś bez foto-potwierdzenia.


RE: 20 lat minęło jak...[odpowiedź znajdziesz w środku] - Wawo - 13.06.2015

Odcinek 3 - Po raz dwudziesty!

Odcinek trzeci krótki o przyszłości, w sumie niedalekiej. 1 sierpnia 2015 wybiorę się po raz dwudziesty. Cel ten sam, co za każdym razem (z małymi wyjątkami - o tym innym razem). Jadę Fiatem Pandą przez Słowację, Węgry, Rumunię - chyba tylko. Po drodze może pierwszy raz Transalpina, jak pogoda pozwoli. Nocleg w drodze "do" prawdopodobnie za Sebes, przed Sibiu w Motel Comfort - w razie Transalpiny będzie trzeba się "cofnąć" 17 km. Ewentualnie chyba, że coś znajdę na Transalpinie (ale tylko jej początek za Sebes wchodzi w grę). Bo w sumie ciężko mi określić o której będę w Sebes wyjeżdżając z Gliwic o 2 w nocy z piątku na sobotę. Moje "kajetowe" wyliczenia wydają się zbyt optymistyczne.
Z powrotem - Mezohegyes, czyli tam gdzie zwykle - Hotel Nonius.

Póki co tyle w tym krótkim trzecim odcinku. Na zakończenie ostatnie spojrzenie na Morze Czarne 2014.


[Obrazek: 1c0ead7be3203ff3gen.jpg]



RE: 20 lat minęło jak...[odpowiedź znajdziesz w środku] - igi123 - 13.06.2015

ano i tak sie zdaża
Transapline mam też na rozkładzie koło 18.07 jak Bóg da i pogoda pozowli
Dam znać


RE: 20 lat minęło jak...[odpowiedź znajdziesz w środku] - mierzey - 14.06.2015

No właśnie jeszcze Transalpina, no i wesoły cmentarz. No ale najpierw muszę znajomym TT pokazać. Transalpina w przyszłym roku .... może
Smile


RE: 20 lat minęło jak...[odpowiedź znajdziesz w środku] - Wawo - 17.06.2015

Odcinek 4 - Transfer

2014 rok - podzieliliśmy wyjazd na dwie części, pierwsza to tydzień w Grecji, druga w sumie 5 dni w Sv. Konstantynie. Dziś wracam do momentu transferu do Sv. Konstantyna. Kwaterę na Halkidiki opuściliśmy w Niedziele 6 lipca nieco po 9 rano. Było znowu bardzo upalnie, jak zresztą przez cały pobyt w Grecji. Dlaczego tak wcześnie, skoro mogliśmy plażować cały dzień a jechać nocą do Varny. Taki też był zamiar, ale plażowanie miało odbyć się w Salonikach.
Najpierw po drodze odwiedzamy jaskinie Petralona. Znana na całym świecie z odkrycia w niej szczątków człowieka pierwotnego żyjącego 700 tys lat temu oraz odkrytych w niej szczątków wymarłych zwierząt - spoko.

Odwiedziłem co najmniej kilkanaście jaskiń Czech i Słowacji. Nie udało mi się póki co dotrzeć do Rumuńskiej Lodowej i Niedźwiedziej. W Węgierskiej w Aggtelek pocałowałem klamkę, a raczej nie przygotowałem funduszy swego czasu podczas podróży do BG.

Wracając do Petralony. Parkujemy na parkingu, do samego wejścia do jaskini jest może kilometr, może dwa, pod górkę. Można iść piechotą, można jechać kolejką za 2 ojro od osoby. Na górze kupujemy bilet wstępu do jaskini 5 ojro od osoby, w którym oprócz jaskini mamy wstęp do muzemum archeologicznego, mieszczącego się tuż obok. Cała wycieczka po jaskini trwa może 20, może 30 minut. Na opisie przy kasie jest wizyta godzinna. W sumie nie wiem co miałbym tam przez godzinę oglądać. Oprócz miejsca w którym rzekomo znaleziono tego człeka, w jaskini nie ma niczego nadzwyczajnego. Czego bym już nie widział w innych. Ale czego ja się w sumie spodziewałem. Dodatkowym minusem jest przewodnik, który szprecha tylko po grecku. Może akurat mnie taki się trafił.
Muzeum, to kilkanaście gablot, plus ta najważniejsza z rzekomą czaszka ów człeka.

Po około godzinnej wizycie na terytorium Petralony (liczone wraz z oczekiwaniem na przewodnika oraz muzeum) udajemy się znów kolejką na dół i odjeżdżamy w kierunku Salonik.

Główne atrakcje Salonik, spisane przed przyjazdem do obejścia w godzinkę. Także jak ktoś chce poświęcić pół dnia na to miasto, tak jak my, trzeba sobie darować.
Co po roku zapamiętałem z wizyty w Salonikach? Otóż zapamiętałem śpiących żuli, cyganów, ćpunów itp na trawnikach z całym swoim dobytkiem.
Swoją drogą miesiąc temu byłem w Salonikach przejazdem, ów trawniki nadal były zajęte...

Do plaży w Salonikach jeśli takowa istnieje, w centrum raczej jej nie ma, już nie dotarliśmy. Jakoś koło godziny 13, może 14 byliśmy na wylotówce w kierunku Bułgarii. Jakoś koło 3 w nocy zmogło mnie 60 kilometrów przed Varną, dokładnie na tej samej stacji na której kilka lat wcześniej mieliśmy awarie Stilo. Tym razem zrobiliśmy tam postój w celu regeneracji. Mniej więcej do 7.
Później wymiana kasy w Varnie, zakupy i na kwaterę. Morze przywitaliśmy zimną lana Kamenitzą.

Z tego co pamiętam rok temu miałem zrobić małe podsumowanie wyjazdu grecko/bułgarskiego, którego oczywiście nie zrobiłem. Ale nadrobię. Niech ten odcinek będzie jego częścią.
Grecja bije Bułgarskie wybrzeże na głowę widokami i wodą. Tego Grecji zabrać nie można. Minusem dla przeciętnego turysty przyzwyczajonego do jazdy na własną rękę do Bułgarii są na pewno ceny. Produkt podstawowy jakim jest lane zimne piwo na plaży w Grecji to koszt od 2 ojro w górę. W Bułgarii zaczynamy od 2 lv, a zdarza się jeszcze po 1,8 lv. I mniej więcej ze wszystkim jest podobnie. Sałatka grecka 5 ojro. Szopska w BG od 4,2 (jeśli dobrze pamiętam). Kebs z frytakmi 2,5 ojro/2,0 lv. To taka podstawa która zapamiętałem, po resztę musiałbym sięgnąć do kajetu. Bo przykładów jest więcej. Nie chodzi mi tu o przeliczanie czegokolwiek, a ni zniechęcanie, bo szczerze polecam Grecję przede wszystkim chcącym świetne plaże widokowo oraz mega wodę.
Kwatery w Grecji mieliśmy po 30 ojro za dwójkę i z taką ceną trzeba się liczyć.
Szczerze po takim tygodniu w Grecji gdzie wszystko było co najmniej dwa razy droższe jak w BG, to w BG czułem się co najmniej dziwnie, jakby mi dawali wszystko za pół darmo Tongue

Takie te polaki cebulaki!

[Obrazek: e4615d47ec1d195dgen.jpg]
[Obrazek: c399ec610a7b9ea2gen.jpg]
[Obrazek: a715bc26ad4eed1fgen.jpg]
[Obrazek: a9ce7e38e326411dgen.jpg]
[Obrazek: 8fd590de2bc30120gen.jpg]
[Obrazek: e73d452f20ae0dcegen.jpg]
[Obrazek: 93ed52cfec14decegen.jpg]
[Obrazek: bca82cdb8b0d024agen.jpg]

I na koniec ta zimna Kamenitza!
[Obrazek: 6913257fae05e957gen.jpg]


RE: 20 lat minęło jak...[odpowiedź znajdziesz w środku] - Bulgarius - 17.06.2015

Wawo nie masz sumienia - chodzi o zimną Kamenitzę.Smile