![]() |
|
Рила планина / Rila Planina - Wersja do druku +- Forum Bulgaricus (https://bulgaricus.pl/forum) +-- Dział: Wszystko o Bułgarii (https://bulgaricus.pl/forum/forumdisplay.php?fid=1) +--- Dział: Bułgaria mniej znana (https://bulgaricus.pl/forum/forumdisplay.php?fid=3) +--- Wątek: Рила планина / Rila Planina (/showthread.php?tid=612) |
Рила планина / Rila Planina - zdzicho - 22.01.2016 Postanowiłem nie dzielić tak w przypadku Pirinu na schroniska i wycieczki, tylko opisać Riłę kompleksowo, aby nie pominąć szczegółów, które mogą być dla wielu z Was istotne i przydatne. Góry Riła leżą na północ od Pirinu. Mają mniej alpejski charakter od Pirinu, ale moim zdaniem są bardziej dzikie i mniej zagospodarowane. O ile do każdego punktu wyjściowego w góry Pirin można dojechać autobusem bezpośrednio z Central Awtogara w Sofii, o tyle w Rile tak nie jest. A nawet wręcz przeciwnie. Do żadnego miejsca w górach Riła nie można dojechać bez przesiadki (przynajmniej wtedy, kiedy ja jechałem, może teraz już można). Na przedgórzach Riły leżą miasta, z których dopiero można dojechać w Riłę. I tak na północy jest Dupnica, Samokow i Kostenec. Na zachodzie Riła. Na południu Razłog, Belica, Jakoruda i Jundoła. A od wschodu są Rodopy - a to już inna bajka. Zacznijmy zatem opis tych miejscowości wraz z dojazdami do nich i z nich. Sofia –Дупница (Dupnica). Dupnica w czasach demoludów zwała się Stanke Dimitrow, a teraz zmieniono na nazwę brzmiąca dla Polaka bardziej swojsko. Zresztą dupka to po bułgarsku dziura Do Dupnicy z Sofii można dojechać koleją i autobusem. Niedawno zbudowali w Dupnicy centralny dworzec autobusowy koło dworca kolejowego, ale kiedyś było tych dworców więcej – podobnie jak w Sofii, nie wiem czy one jeszcze są. Nie jestem pewny czy autobusy jadące przez Dupnicę tranzytem zatrzymują się na dworcu centralnym - chyba nie. Rok 2007. Z Sofii do Dupnicy jedziemy autobusem o 15:00 za 5 lewa od osoby, ciekawe że nie ma tego autokaru na stronie internetowej Centralnej Avtogary. Kierowca wysadza nas gdzieś i pokazuje którędy iść na jeden z lokalnych dworców. Rok 2008. Docieramy z gór autobusem do Dupnicy. Tu szukamy autobusu bądź pociągu do Sofii. Niestety jedyny dojazd jest do Sofia Owcza Kupiel! - strajk autobusów. Będziemy tam o 12-tej według planu. Z przerażeniem jednak myślimy o tym jak się dostaniemy do centrum w ciągu godziny żeby zdążyć na nasz autokar do Warszawy i czy znowu nie będzie chciał nas oszukać jakiś taksówkarz. Mężczyzna w kolejce do kasy uspokaja nas, że też będzie się chciał dostać do centrum i że weźmiemy razem taksówkę. Wszystko jako tako dobrze się kończy. Bułgar skorzystał, bo zapłaciliśmy za niego. Docieramy przed 13-tą na Avtogara Central w Sofii. Rok 2009. Gdy przejeżdżaliśmy przez Saparewą Banię pogoda zaczęła się robić do bani. A w Dupnicy totalna dupnica. Zaczęło cholernie lać i grzmieć. Najbliższy autobus do Riły za 3 godziny, o 19:40. Dworzec autobusowy w Dupnicy. RE: Рила планина - zdzicho - 23.01.2016 Dupnica -Сапарева баня (Saparewa Bania) Rok 2007. W Dupnicy już czeka na nas autobus do Saparewej Bani za 1.10 lewa od osoby. W Saparewej Bani dość szybko znajdujemy nocleg za 15 lewa od osoby. W przewodnikach o Saparewej Bani jest napisane, że jest to duży kurort, że są udostępnione dla zwiedzających wykopaliska z czasów rzymskich, że jest zabytkowa cerkiew z XII w., a także lecznicze źródła mineralne i gejzer tryskający na wysokość 10 m. wodą o temperaturze 103.8 st. C. i „turisticzeskaja spalnia Weriła” 300 m. od Saparewej Bani. Z tych wszystkich atrakcji zwiedziliśmy tylko gejzer z ładnym dużym parkiem dookoła. Na resztę byliśmy zbyt zmęczeni. Być może kąpiele mineralne by nam dobrze zrobiły, ale już było późno, a musieliśmy jeszcze znaleźć początek jutrzejszej trasy. Gejzer tak wyglada. ![]() ![]() . ![]()
RE: Рила планина - zdzicho - 24.01.2016 Warszawa - Sofia – Kostenec - Borowec – Musała – Hiża Grynczar - Jakoruda Z góry uprzedzam, że zdjęć nie będzie, były tylko w galerii staregobulgaricusa.com. W 2005 roku wyruszliśmy z Warszawy do Sofii pierwszy raz w cyklu naszych wędrówek. O 8:30 wyjeżdżamy autokarem bułgarskiej firmy Group z Dworca Zachodniego w Warszawie. Autokar jest japoński 20-letni. Jaki jest stan mechanizmów wewnętrznych to się dopiero okaże, póki co jedziemy sprawnie. W Częstochowie dosiadają się dwie dziewczyny, mają na sobie górskie buty, więc postanawiam do nich zagadać przy najbliższej okazji. W Krakowie wsiada znajoma z starybulgaricus.com – Kajsijka, z młodszą siostrą i przeogromną walizą - jadą nad morze. Nie jest to dla mnie zaskoczeniem, zgadaliśmy się wszak wcześniej na forum. Zgłaszam się do niej zaraz po odjeździe z Krakowa, witamy się, po raz pierwszy rozmawiamy „na żywo”. Okazuje się, że ma miejsce zaraz koło dziewczyn z Częstochowy. W miłym towarzystwie podróż mija szybko. Wieczorem przekraczamy granicę Chyżne- Trstena Noc była ciężka ze względu na ciągłe kontrole graniczne. Budzę się ostatecznie na postoju w Serbii. Zagaduję do dziewczyn z Częstochowy. Rzeczywiście jadą w góry Riła i Pirin, a ich pierwszym celem jest Musała. To się pokrywa z naszymi planami. Udaje mi się przekonać dziewczyny, a zwłaszcza tę mniejszą, która, jak mniemam, jest kierowniczką wyprawy, aby z Sofii nie jechały autobusem do Samokowa, tylko pociągiem do Kostenca, tak jak my to zaplanowaliśmy.. Zabawne jest, że wszystkie dziewczyny mają na imię Agnieszka. Do Sofii przyjeżdżamy około 16:00. Agnieszki górskie mają zamiar wymienić dolary na lewa, więc Agnieszka morska szybko obiega wszystkie okoliczne budki, ale kantoru nigdzie nie ma. Decyduję się pożyczyć im na bilety, bo przezornie wzięliśmy 80 lewa gotówką. Resztę lewa wypłacimy z bankomatu w Kostencu. Sofijski dworzec kolejowy wyglądał jak ten sprzed 20 lat, gdy byłem w Sofii po raz pierwszy jadąc do Grecji (teraz jest już nowy, ale nie miałem okazji go zwiedzić). Był zorganizowany w sposób całkowicie kuriozalny. Bilety w kierunku północnym sprzedawali na pierwszym piętrze, a w południowym w podziemiach. Polecieliśmy więc do podziemi. Zdecydowaliśmy się na pociąg do Kostenca o 16.55, cena biletu 3 lewa. Była 16.30. Pobiegliśmy szukać peronu 11G, znaleźliśmy go gdzieś daleko na peryferiach dworca. Na jednym torze stały 2 pociągi i każdy miał jechać w przeciwną stronę, a między nimi była tylko mała przerwa, na wagonach zaś nie było żadnych tabliczek z informacją o kierunku jazdy. Podobne sytuacje pamiętałem z lat 80-tych. Ten horror jeszcze teraz mi się czasami śni. Dopytaliśmy o właściwy pociąg i wsiedliśmy w ostatniej chwili. W trakcie podróży po wagonie przechadzają się Cyganie i usiłują nam coś sprzedać – owoce, patelnie, garnki. Wysiadają całą grupą na stacji Ichtiman, miejscowości zamieszkiwanej głównie przez ludność romską. Szacuje się, że Romowie stanowią około 8-9 procent społeczeństwa Bułgarii. Niestety, nie cieszą się wśród Bułgarów szacunkiem. Jeśli ktoś kogoś chce tu obrazić, nazywa go „cyganem”. Tutejsi Romowie są społecznością dosyć hermetyczną, jak wszędzie zresztą. Stereotypem jest, że kradną i łobuzują. My natomiast mamy dla tej mniejszości dużo sympatii - z natury jesteśmy ksenofilami. Ci ludzie wiele wycierpieli na przestrzeni historii, zarówno w państwach tak zwanego bloku wschodniego, jak i na Zachodzie. Zabroniono im koczownictwa – to jeszcze można zrozumieć, lepiej gdy obywatele mają stały adres niż kiedy uprawiają włóczęgostwo i w razie potrzeby nie daje się ich odnaleźć, nawet pisma urzędowego nie można wysłać. Poza tym Europa, zwłaszcza zachodnia, jest dość gęsto zaludniona, więc kolejna kwestia to dostępność miejsca wędrowania i obozowania tak, by nikomu nie przeszkadzać. Ale już zakaz używania języka romskiego, zakaz noszenia tradycyjnych strojów, zakaz zawierania małżeństw pomiędzy dwoma osobami romskiego pochodzenia, albo praktykowane w Europie Zachodniej banicje – to były po prostu szykany. Jak dodamy do tego jeszcze utrzymującą się do dziś ogólnospołeczną nieżyczliwość, plucie nie-romskich dzieci na te romskie, wyzywanie od nierobów i złodziei na sam widok Cygana, nie przyjmowanie do pracy – robi się przykro. Ich los jest smutny, a właściwie dlaczego? Że są taką a nie inną grupą etniczną? Że mają własne prawo, własną kulturę i nie chcą się asymilować? Że są narodem bez państwa? Cyganom zarzuca się na przykład, że w ogóle nie chcą pracować, tylko wyciągają rękę po cudze – żebrzą albo kradną. To nieprawda. Zdarzają się wśród nich złodzieje i żebracy, ale romska tradycja, oparta na hinduskim systemie kastowym i zwyczajach nabytych podczas wędrówek po świecie, zakłada wykonywanie tylko pewnych wybranych zawodów – to prawo tych ludzi. Tradycja każe im klepać patelnie, handlować końmi, kuć żelazo, pokazywać sztuczki cyrkowe, wróżyć, grać na skrzypkach, zbierać surowce wtórne. Nie uprawiają natomiast ziemi - to nie jest dobre zajęcie dla ludów wędrownych. I mają do tego prawo. Ich problemem jest jedynie to, że obecnie nie ma na tego typu pracę zapotrzebowania gwarantującego im utrzymanie na godnym poziomie. Romowie powinni więc dostosować się trochę do dzisiejszego świata i wierzę, że to wkrótce nastąpi. Po około dwóch godzinach dojeżdżamy do Kostenca. RE: Рила планина - zdzicho - 24.01.2016 Przy stacji kolejowej w Kostencu jest budka z piwem, mały rynek, a niedaleko bankomat. Wypijam pierwsze piwo w Bułgarii – Szumensko, jest niestety nie bardzo zimne. Wypłacam lewa z bankomatu, dowiaduję się, o której będzie jutro rano autobus do Borowca i zaczynam załatwiać nocleg. Pytam w kiosku, pytam taksówkarzy. Jeden z nich mówi, że może nas zawieźć za 6 lewa do Kostenca -Wieś odległego o kilka kilometrów, znaleźć tam dla nas miejsce i jeszcze rano po nas przyjechać. Decydujemy się. Nocleg wypada w hotelu „Romantika” - przyzwoitym, dwupiętrowym pensjonacie. Płacimy po 10 lewa od osoby. Agnieszkom przez cały czas pożyczam pieniądze – oddadzą mi w Borowcu po wizycie w kantorze. Kolację robimy z zapasów z Polski, my z córką mamy jeszcze kanapki z autokaru, Agnieszki mają pasztet. Rano taksówkarz rzeczywiście po nas przyjeżdża o umówionej godzinie. Jedziemy do Kostenca-Miasto, skąd zaraz mamy autobus do Borowca. Komunikacja autobusowa jest tu tania. Bilet z Kostenca do Borowca kosztuje na przykład 2,50 lewa, a jest to 30-kilometrowy przejazd. Borowiec jest podobno wielkim ośrodkiem wypoczynkowym, ale go nie zwiedzamy, bo spieszymy się w góry. Udaje nam się ominąć centrum, zaopatrujemy się tylko w jakimś malutkim sklepiku na peryferiach w kiełbasę oraz ser i ruszamy szybko w kierunku Musały, bo droga daleka. Kolejka na Jastrebec jest w remoncie, więc cóż, trzeba iść pieszo. Gdy w pewnym momencie przekraczamy górski potok, duża Agnieszka traci równowagę i wpada do wody, na co mała śmiejąc się mówi, że duża chodzi tak, jakby jej błędnik wlókł się kilka metrów za nią. Łatwo jej mówić, sama w zeszłym roku pracowała w Morskim Oku i wchodziła codziennie na Rysy. Po około pięciu godzinach dochodzimy do schroniska Musała. Później znalazłem dni i godziny kursowania kolejki. Borowec – Jastrebec Śr.-Cz. 8:45-ca.16, Pt. -Nd. 8:45-ca.18, bilety w dwie strony 10 lewa. A to był wtorek, czyli kolejka po po prostu miała wolne. RE: Рила планина - zdzicho - 25.01.2016 Po dotarciu do hiży Musała idziemy załatwiać nocleg, Agnieszki mają namiot. Budynek schroniska jest już zajęty przez wycieczkę, toteż dostajemy nocleg w domku dwuosobowym (po 9 lewa za łóżko). Kupuję piwo Ariana – zimne, smaczne, trochę gazowane, w litrowej plastikowej butelce. Agnieszki tymczasem zdążyły się poznać z Arturem – Polakiem samotnie wędrującym po górach już od dwóch tygodni. Opalamy się na kamieniach i miło spędzamy czas słuchając opowieści Artura. Po kolacji, gdy już robi się ciemno i zimno, idziemy do lokalu. Tu siedzą bułgarscy turyści (w liczbie kilkunastu) z kimś, kogo należałoby chyba nazwać „kaowcem” (tak się w Polsce Ludowej mówiło na speców od „kultury i oświaty”). Siedzą przy jednym wielkim stole, przed każdym talerz i na każdym talerzu to samo. Pod dyktando „kaowca” wyśpiewują bułgarskie piosenki, chyba ludowe i raczej smutne. Kupujemy u barmana 3 rakijki (setki) w plastikowych buteleczkach, dosyć często wznosimy toasty za Musałę, krążą następne buteleczki. Z czasem wycieczka się wynosi. Barman przysiada się do nas i ugaszcza dodatkową butelką rakii, a na zakąskę przyrządza nam jeszcze sałatkę szopską. Jest właścicielem tego lokalu, na imię ma Mario, jest uroczy. Wznosimy toasty razem. Mario zwraca nam uwagę, że w słowie „Musała” akcent pada na ostatnie „a”. Ucztowanie kończymy o trzeciej nad ranem. Artur układa się do snu w płachcie namiotowej obok naszego domku. Ja kładę się w ubraniu i w butach na łóżko, córa bez butów, za to pod kocami, Agnieszki rozbijają namioty „na płasko” koło naszych łóżek, bo noc jest zimna i nie chce im się wychodzić z naszego domku. Budzimy się dopiero przed dziesiątą. Mario nie daje nam wyjść bez pożegnania, całuje każdą dziewczynę. Wyruszamy na szczyt Musała. W drodze mijamy schronisko Ledenoto Ezero z pięknym dormitorium w kształcie półokręgu, w okolicy podziwiamy zamarznięte przy brzegach jezioro Ledenoto. Leży ono na wysokości 2730 metrów i jest najwyżej położonym jeziorem Riły. Przez większą część roku pokrywa je lód, często jeszcze w czerwcu można zobaczyć je całe zalodzone. Jak podają przewodniki, powyżej 2000 metrów śnieg utrzymuje się na tym obszarze przez 200–220 dni w roku. Najniższa zanotowana temperatura na szczycie Musała wyniosła –31,2 stopnia, a najwyższa 18,7 stopnia Celsjusza. Droga na Musałę jest łatwa, w końcowej fazie podejście ułatwia dodatkowo stalowa lina, której można się przytrzymać. Pod samym szczytem drogę wyznaczają wysokie, czarno-żółte słupki. Ścigamy się, kto wejdzie pierwszy. Pierwsza jest Małgosia, potem mała Agnieszka, duża Agnieszka, ja i wreszcie Artur ze swoim bardzo ciężkim plecakiem. Wszyscy jesteśmy zadowoleni z odniesionego sukcesu. Na szczycie znajdują się dwa budynki stacji meteorologicznej. Można tu napić się herbaty, a nawet przenocować. Tablica umieszczona na murowanym obelisku informuje, że jesteśmy na szczycie Musała, na wysokości 2925 metrów nad poziomem morza, w najwyższym punkcie całego Półwyspu Bałkańskiego. Widoki ze szczytu robią wielkie wrażenie. Przy dobrej pogodzie (a nam szczęśliwie dopisuje) widać stąd całe pasmo Riły, na dalszym planie widoczne są szczyty Riły Wschodniej, a także masyw Rodopów i góry Witosza, zaś jeszcze dalej widać Starą Płaninę. Chyba właśnie w tym momencie, podziwiając widoki z Musały, zakochałem się w bułgarskich górach i postanowiłem, że będę tu wracał. Niebo było czyste jak łza i ze wszystkich stron otoczeni byliśmy pasmami górskimi wychylającymi się zza siebie jedno po drugim, od planu bliższego po coraz dalsze, jakby cała kula ziemska pokryta była górami. Z okazji zdobycia Musały ułożyłem wiersz. Z dwiema Agnieszkami Wędrowaliśmy górskimi ścieżkami. Poznaliśmy je w autokarze, Wybrały się w góry w parze. Weszliśmy na Musałę we czwórkę, Wyprzedziły moją córkę, A było ostro pod górkę. Jest tu pewna nieścisłość merytoryczna.... ale licentia poetica Droga w dół też jest łatwa, schodzimy pagórkami przypominającymi nasze Tatry Zachodnie. Artur gna do przodu, duża Agnieszka zostaje w tyle. Dochodzimy do rozległej polany z drogowskazem, to przełęcz Dżanka. Czekamy na dużą Agnieszkę, która dobija do nas po pewnym czasie, zmęczona, z całymi nogami brudnymi, chyba trochę niedomaga. Skręcamy w lewo i po paru krokach widzimy Artura myjącego się nago w jeziorze. Pewnie wiedział, że będzie jezioro i poleciał, by być w odosobnieniu - nie spodziewał się, że go podejrzymy. Czekamy na niego i razem idziemy do schroniska Grynczar. RE: Рила планина - zdzicho - 25.01.2016 W hiży Grynczar można dostać nocleg w głównym budynku, w domkach kempingowych, bądź – za drobną opłatą - na polu namiotowym należącym do schroniska. Jesteśmy wszyscy bardzo głodni i zmęczeni. Artur zamawia dla wszystkich jedzenie i picie, ja z Małgosią dostajemy nocleg w jednym z domków nad jeziorem. Na moje pytanie, czy domek się zamyka, właścicielka odpowiada, że nie ma takiej potrzeby, bo w góry przyjeżdżają sami dobrzy i uczciwi ludzie. Idziemy do restauracji, a tam już Artur stawia przed nami kebapcze, szopskie, grillowane pieczywo i butelkę dobrego wina. Tymczasem duża Agnieszka rozchorowała się na dobre, leży na ławie i nie chce jeść, pewnie grypa albo jakieś kobiece dolegliwości. Pożywiamy się pysznie, popijamy, a chora Agnieszka idzie do naszego domku się położyć. Wieczorem, gdy jest już ciemno, Artur z małą Agnieszką przeprowadzają zmyślny fortel. Idą w kierunku pola namiotowego, lecz Agnieszka potem zawraca i wierząc, że właścicielka jej nie zobaczy, przychodzi do naszego domku. Chora Agnieszka już śpi na jednym z łóżek, więc rozbijamy namiot (na płasko) w pokoju. Tymczasem rano gospodyni już na mnie czeka pod domkiem. Podejrzała chyba, że Agnieszki nie rozbijały namiotu na polu. W świetle naszej wczorajszej rozmowy jest mi bardzo głupio, wiem że tłumaczenie, że jedna była chora, jest niewiele warte. Agnieszki muszą zapłacić za spanie w domku. Poranna toaleta odbywa się w jeziorze, potem szybkie śniadanie. Musimy się rozstać. Agnieszki i Artur idą w kierunku Monastyru Rilskiego, będą po drodze rozbijać namiot. Wymieniamy się numerami komórek, umawiamy się z Agnieszkami za parę dni w schronisku Bynderica i odchodzimy pierwsi. Schodzimy szeroką drogą w kierunku Tresztenika. Za tym schroniskiem biegnie szosa do Jakorudy. Udaje nam się złapać stopa i dojeżdżamy do stacji kolejki wąskotorowej. W Jakorudzie jest wczesne popołudnie i upał, a kolejka dopiero wieczorem, idziemy więc do wsi. Wypijamy piwo na stacji benzynowej i popatrujemy na życie miasteczka. Sprawdzamy, kiedy odjeżdża autobus do Banska. Będzie dopiero za kilka godzin, więc chronimy się przed upałem w tutejszej szkole, która dumnie nosi imię Cyryla i Metodego, i w banicarni - rodzaju piekarni, gdzie sprzedają charakterystyczną dla Bułgarii banicę, czyli ciasto składające się z kilku cieniutkich warstw, przekładane nadzieniem na ostro (na przykład szpinakiem), na słodko (na przykład cynamonem), lub tradycyjnym - sirenem (słonym serem białym). RE: Рила планина - zdzicho - 26.01.2016 Samokow – Kompleks Maliowica – Hiża Maliowica - Maliowica- Rilski Monastryr. W Samokowie wsiadamy w busik i jedziemy nim do Kompleksu Maliowica. Wyjazd jest o 16:15. Jazda trwa około 45 minut. ![]() To właśnie ten busik. Kierowca pali papieroska. Budynek dworca jest po prawej stronie zdjęcia. ![]() Ośrodek naukowy, najtańszy z czterech obiektów noclegowych Kompleksu, elegancki pokój z łazienką, szafą i TV za 15 lewa/os. Przy nim zatrzymuje się busik, a ostatni przystanek jest przy hotelu Maliowica. Przynajmniej tak było w roku 2008. Droga do hiży Maliowica trwa godzinę. RE: Рила планина - zdzicho - 26.01.2016 Хижа Мальовица Wspomnienie Małgosi. W schronisku znajdujemy stoły do ping-ponga. Rozgrywamy z Grażynką kilka meczy, potem dołącza Tata. Okazuje się, że ma umiejętność gry w genach. Choć nigdy nie miał rakietki w rękach, już po dziesięciu minutach ładnie i szybko nią wymachuje, czasem nawet podkręcając piłeczkę. ![]() Schronisko Maliowica wewnątrz: Sypialnia. Bufet. Jadalnia. Kominek w jadalni. RE: Рила планина - zdzicho - 27.01.2016 Wejście na Maljowicę. Celowo piszę raz Maliowica a raz Maljowica, bo są te dwie pisownie. Oj, to był długi dzień. W przeciwieństwie do dotychczasowych tras, gdzie zawsze mieliśmy jako takie rozeznanie co do stopnia trudności (albo sami już je częściowo przechodziliśmy, albo mieliśmy relacje z drugiej ręki) dzisiejsza wyprawa była i dużym przedsięwzięciem w sensie odległości i wielką niewiadomą. Cel: wspiąć się na Maljowicę i zejść do Monastyru Rylskiego. Nasze dzisiejsze aktywa to dobra pogoda i mocno już wyćwiczone nogi i ramiona, no i dużo lżejsze już plecaki. Pasywa to pytania: Którędy dokładnie prowadzi szlak: czy wchodzimy na szczyt Maljowicy, czy omijamy go sąsiednią granią? Ta kwestia nie jest jasna. Stary wyga w schronisku bardzo długo tłumaczy mi coś po bułgarsku, pokazuje na mapie, wychodzi przed schronisko i palcem wędruje po górach – z tego wszystkiego wynika, że Maljowicę raczej zostawiamy po prawej. Tymczasem przewodnik pisze ‘osiągamy najwyższy punkt Maljowicy’, bardzo wyraźnie sugerując, że szlak przechodzi szczytem. Drugie pytanie dotyczy zejścia do monastyru. Przez cały pobyt tu słyszeliśmy od różnych podróżników, że zejście to jest koszmarem dla kolan. Przewodnik pisze, że wrażenie jest oszałamiające, zaś przy deszczowej pogodzie jest niebezpiecznie. Całe to zamieszanie wokół zwykłej ścieżki prowadzącej przez porośnięte trawą wzgórza. Jej niezwykłość polega na tym, że na przestrzeni 1000 metrów obniża się w dół o 1600 metrów. Łatwo policzyć, że kąt nachylenia to więcej niż 45°. Oczywiście są tam jakieś zakosy, ale… Nie możemy też sobie do końca wyobrazić, jak taka niepozorna ścieżka po trawie może budzić aż takie emocje, i jak w ogóle może stać się w określonych warunkach niebezpieczna. Z otwartymi pytaniami w głowie wyruszamy bardzo wczesnym rankiem, posiliwszy się solidnym śniadaniem. Ni chmury na niebie, słońce wprawia w optymistyczne nastroje, ale to nie przeszkadza, że szczelnie obsmarowaliśmy się filtrami, żeby nie dopadły nas jego promienie. Maljowicę widzimy daleko przed sobą, kierujemy się wprost na nią. Póki co, jej kształt jeszcze odróżnia się od okolicznych szczytów, jej bryła jest obrazem dość namacalnym. Ale w miarę gdy nabieramy wysokości, zanurza się wśród innych podobnych brył, a my otoczeni przez głazy, mniejsze i większe tymczasowe wzniesienia, tracimy ją z oczu, bądź jesteśmy nieświadomi jej widoku. Widoki rzeczywiście przepiękne. Widoczność wspaniała, wymarzona!, więc na kilku planach odsłaniają się przed nami kolejne pasma górskie. RE: Рила планина - zdzicho - 27.01.2016 Od hiży Maliowica szliśmy szlakiem czerwonym z niebieskim. Tu szlak niebieski odchodzi w lewo i potem się kończy, a my idziemy dalej czerwonym. Same zdjęcia chyba mówią same za siebie i opis jest niepotrzebny. |