Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Sandanski / Сандански
#1
Kolejnym miastem, z którego od zachodu można wyruszyć w Pirin jest Sandanski, położony na południe od Kresnej.
Sandanski to bodajże największe uzdrowisko w bułgarskich górach.
Autobus z Sofii do Sandanski jedzie 3 godziny.
Jest rok 2006.
Jesteśmy w Sandanski, gdy już jest ciemno. Trudno o informację ale znajdujemy bardzo przyzwoity, nawet luksusowy hotel Sokol. Za 24 leva dostajemy dość luksusowy pokój 2-osobowy z łazienką i telewizorem.
Rano idziemy na dworzec autobusowy szukać autobusu do wsi Popina Luka, koło schroniska Sandanski – stamtąd mamy iść w góry.

[Obrazek: Wielcy%20Podroznicy%20w%20Bulgarii%20003.jpg]



[Obrazek: Wielcy%20Podroznicy%20w%20Bulgarii%20005.jpg]



W okienku biletowym trudno się porozumieć. Młoda dziewczyna jest niesympatyczna, gdy mówi się po rosyjsku, a usta wykrzywiają jej się w mało wdzięcznym nieśmiałym uśmiechu, gdy słyszy angielski. Różne oblicza i zderzenia lepszych i gorszych światów. Jest bardzo mało pomocna, a przez tę nieśmiałość wręcz niemiła i bezsensowna. Teraz już ledwo podnosi głowę znad gazety, by spróbować udzielić jakiejkolwiek odpowiedzi. Na dworcu nie ma żadnego rozkładu jazdy.
Mamy kłopoty z porozumiewaniem się. Bułgarzy słabo znają, jak się okazuje, rosyjski, a może nie chcą go tylko używać. Deklarują natomiast, że znają angielski. Gdy jednak zaczynam mówić po angielsku, w ogóle nie rozumieją. Staram się wtedy mówić wolno i ‘mniej’ po angielsku, z celowo niepoprawnym akcentem, wyostrzając ‘r’ i wyraźnie wymawiając wszystkie samogłoski. Efekt jest dość komiczny.
W okienku obok pojawia się jakiś mężczyzna, który okazuje się na szczęście uprzejmy i pomocny, w dodatku mówi dobrze po rosyjsku. Za 15 leva oferuje nam transport własnym samochodem, ale będzie wolny dopiero za półtorej godziny. Odpowiada nam to, tym bardziej że po zeszłorocznych przykrych doświadczeniach trzymamy się z dala od taksówkarzy. Niestety tu, w Bułgarii wyglądamy jak bogaci turyści i łatwo możemy stać się ofiarą przygodnych wyzyskiwaczy. Idziemy na kawę. Dobra, parzona, gęsta, w czystym plastikowym kubeczku. Podchodzi do nas jakiś biedny staruszek. Chce papierosa. Nie mamy, częstujemy go za to suchą kiełbasą parmeńską, którą kupiliśmy w Polsce. Niestety nie może jej zjeść, jest zbyt twarda. Siedzący obok młody człowiek zagaduje po angielsku, skąd jesteśmy. Odpowiadamy, że z Polski, okazuje się, że dobrze zna nasz język. Ładna polszczyzna w ustach innego Słowianina brzmi dla nas w tym momencie niemalże jak oksfordzki angielski. Kończymy kawę, idziemy do samochodu człowieka z okienka.



[Obrazek: Wielcy%20Podroznicy%20w%20Bulgarii%20001.jpg]



W drodze opowiada nam, że jest właścicielem firmy autobusowej, w której dowiadywaliśmy się o transport. Firma jest prywatna, wziął kredyt. Mówi, że to tak samo jak w Holandii, Niemczech, czy Austrii. Pyta, czy w Polsce można już płacić w sklepach w euro. Dziwi się, że nie, bo przecież jesteśmy już w Sojuzie, jak to nazywają Bułgarzy. Kapitalizm, Europa – te słowa brzmią tu zupełnie inaczej niż już w samej „Europie” czy w Polsce. Wciąż jeszcze przywoływane są jako „certyfikat jakości”. Na wszelkie skargi zresztą Bułgarzy lubią odpowiadać „To nie Europa, to Bułgaria”.
Jedziemy asfaltową drogą przez las. Asfalt momentami jest tak wykruszony, że wąski pasek, który pozostał na środku, nie starcza na szerokość samochodu. Nasz kierowca pyta też o Wałęsę. Co on teraz robi? Bez Wałęsy, jak mówi, nie byłoby tych wszystkich zmian na wschodzie.
Bułgaria to raj dla górskich wędrowców
Odpowiedz
#2
Jest rok 2008
Nie możemy się nadziwić, jak bardzo zmieniło się to miasto odkąd byliśmy tu 2 lata temu. Przed dworcem autobusowym wyrósł wielki hipermarket Billa, a tym samym zlikwidował małe kafejki, w których siedzieliśmy czekając na autobus. Mamy za 1,5 godz. autobus, więc idziemy na bazar z warzywami i owocami. Prowadzi tam ulica, wzdłuż której sprzedawcy wystawiają swoje produkty: mnóstwo gatunków wspaniale aromatycznych papryk i pomidorów, arbuzów i melonów, cebuli, winogron, domowej roboty serów. Kupujemy sobie winogrona, pytam sprzedawcę, czy to winogrona bułgarskie, na co on odpowiada zdziwiony, że jego! winogrona. Do torby wędrują też jabłka, pomidory malinowe, cebula, świeżo suszona czubrica, melon i brzoskwinie, czyli wszystko to, za czym człowiek żyjący przez kilka dni o chlebie i suszonej kiełbasie najbardziej tęskni. Próbujemy sera owczego, ale dla Taty i Grażynki jest za mało słony. Mnie tam odpowiada, jestem fanką wszelkich nabiałów, ale rzeczywiście, nigdy nie wiadomo jak zareagowałby na taki dopływ świeżości żołądek. Obok bazaru wpadamy też na banice, które popijamy piwem w barze na głównym deptaku. Wracamy na dworzec – tu spotykamy Petara- szefa całego obiektu, który 2 lata temu zawiózł nas swoim samochodem do Popina Luka. Poznaje nas, choć ma początkowo z tym pewne kłopoty. My go natomiast pamiętamy świetnie.
Bułgaria to raj dla górskich wędrowców
Odpowiedz
#3
Przez Sandanski ja przejeżdżałem tylko podczas wypadu do Melnika i Rupite
Арка беееее .... зашто ми не вдигаш ?! :-)))))
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości