Ocena wątku:
  • 8 głosów - średnia: 4.38
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Na bułgarskim szlaku jacky @ maryla od lat !
BUŁGARSKIE BYCZKOWANIE
czerwiec/lipiec 2008


Tym razem w drodze do i z Bułgarii przewiduję degustację wina w Tokaju, kąpiele w madziarskich termach Berekfürdő, Nyíregyháza i Csokonyavisonta oraz zwiedzanie Rumunii, to znaczy Braszowa i Hunedoary.

Planowym elementem ryzyka i nowości ma być jazda z Hunedoary przez Craiovą, Bechet (tu prom), Wracę (tu zwiedzanie jaskini Ledenika), termy w Bułgarii i bułgarskie monastyry z opcją noclegową.

Rzecz jasna, są to tylko plany, a nie cyrograf z Lucyferem, więc wszystko może ulec zmianie w zależności od tego, co się wyklaruje po drodze.

Docelowe jest, oczywiście, tradycyjne byczenie się nad morzem, którego nigdy dość. W rodzinnej dyskusji nad miejscem ulokowania naszych kości prowadzi Łozenec, kolejne miejsca zajmują Obzor i Primorsko.
to przyjemne żyć marzeniami twardo stąpając po ziemi....Big Grin
Odpowiedz
A relacja 2015 po powrocie, czy jakieś plany nam zdradzisz przed wyjazdem ?
...:::Bbbuuulllgggaaarrriiiaaa Rrruuullleeezzz:::...
96 97 98 99 00 01 02 03 04 05 06 07 08 09 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22
Odpowiedz
(27.08.2015 19:55:06)Wawo napisał(a): A relacja 2015 po powrocie, czy jakieś plany nam zdradzisz przed wyjazdem ?

tak -będzie...
w części czysto bakańskiej najprawdopodobniej tutaj...
ale to będzie tylko fragment przypadajacy na BG...
osoby połączone ze mną na FB będą mogły i tam bardziej na żywo obserwować moje trasy ...

celem jest TR...
a start za 8 dni :-)
to przyjemne żyć marzeniami twardo stąpając po ziemi....Big Grin
Odpowiedz
No to Jacky, pakuj się a relację wstawiaj na bieżąco!
Odpowiedz
(27.08.2015 20:29:47)dżek napisał(a): No to Jacky, pakuj się a relację wstawiaj na bieżąco!

Póki co ładuję stare dzieje.
Nowe będzie się tworzyć.
Dzisiaj nowy a istotny segment z przygotowań zrealizowany - odbiór i rejestracja "kia rio" po programie demo z sporym upustem.
Nowy agent ubezpieczeniowy umówiony na wykup Vojażera w ostatnim dniu pracy - biuro jego jest vis a vis mojego.
Zatem powracam do wspomnień.
...
27 czerwca 2008

Nasza wyprawa na szlak bałkański rozpoczyna się o 3:20 w nocy.
Trochę zaspany sunę autostradą na Kraków, w Muszynie macham Komarowi (śpi pewnikiem), przejeżdżając kilkanaście metrów od jego chałupy.
Przejście w Leluchowie wymarłe.
Wcześniej na Orlenie za Krakowem wstrętnie skaleczyłem się w ichniej sralni, obsługując drzwi do WC zamykane na metalowy skobel – dla nich wstyd, dla mnie długotrwały ból (jeszcze do tej pory mam bliznę).
Migają kolejne miasta i kraje – słowackie Nowe Mesto, potem madziarski Tokaj (teraz nie degustujemy), Nyíregyháza (teraz się nie moczymy), małe kółeczko w Debreczynie (omijamy jednak termy), kociołkowy gulasz na trasie (palce lizać), dalej Gyula, Arad...
W Gothatea zjeżdżamy z trasy na nocleg.

[Obrazek: 332t9xz.jpg]

Gospodarz cazare chce 30 euro za dwójkę, ale staje na 25.

[Obrazek: vdwf5.jpg]

Podpuszczony, stawia nam jeszcze flaszkę domowej, aromatycznej tuicy (czyli śliwowicy), żeby fajnie siedziało się przed domem w towarzystwie kolorowych pelargonii pod fikusem.

Mogę polecić w ciemno ten pensjonat - w ostatnich kilku latach spaliśmy w nim kilkakrotnie...
Ostatni raz w 2012.
Na razie na ten rok nie przewiduję tej trasy ale jest mi znana bardzo dobrze - poza odcinkiem autostrady między Sibiu a Sebes.


to przyjemne żyć marzeniami twardo stąpając po ziemi....Big Grin
Odpowiedz
28 czerwca 2008

Wyjeżdżamy z cazare w kierunku Deva.
Podróżuje się płynnie, autko wsuwa kilometry jak odkurzacz.
Przed nami ciągle poznana na forum ( swego czasu .com ) Agacik, jesteśmy w stałym kontakcie przez mobile – mamy razem zwiedzać rumuńskie zamki na trasie.
Ich wyprzedzenie czasowe jest stałe i wynosi 6 godzin.
Wkrótce zatrzymujemy się pod zamkiem w Deva.
Trochę szkoda czasu... pewną frajdą może być wyjazd kolejką na górę, ale same ruiny twierdzy są jeszcze niedostępne.

[Obrazek: i4ixbq.jpg]

A to widok z zamku w Devie...

Agacik esemesuje, pyta gdzie jesteśmy, bo ona zwiedza zamek w Hunedoarze. A mnie się po prostu pomyliły te zamki!
Prujemy do Hunedoary.

[Obrazek: htij28.jpg]

Agacik jeszcze czeka pod murami, gadamy dłuższą chwilę, po czym oni śpieszą na trasę transfogaraską, a my idziemy zwiedzać zamek.

[Obrazek: 4uxrwk.jpg]

Jest wspaniały, potężny - to ponoć najlepiej zachowany zamek w tej części Europy, w dodatku arcydzieło gotyku... węgierskiego.
Podczas wędrówki po krużgankach nachodzą mnie rozmaite refleksje - ot, choćby o znacznej utracie wartości tudzież czaru ekspozycji.
Do utraty tej doszło nie tylko za sprawą szpetnego sąsiedztwa zakładów przemysłowych (raczej w ruinie), wybudowanych z inicjatywy "słońca Karpat".
Przyczynkiem jest też zajęcie kilku komnat przez stoiska trudniące się handelkiem prymitywnymi pamiątkami na poziomie odpustowym.
Magazyny Muzeum Narodowego w Bukareszcie pękają od świetnych eksponatów, a na zamku w Hunedoarze gołe ściany i duperele...
Chyba już lepiej jest z tym tematem na zamku w naszym Będzinie.
to przyjemne żyć marzeniami twardo stąpając po ziemi....Big Grin
Odpowiedz
Ostatnie kliknięcie fotki zamku i ruszamy przez Karpaty.
Pogoda – jak to w górach - się zbiesiła, czasami kropi deszczyk, po drodze widzimy dziwne zakłady energetyczne i dzikie połoniny, jak w Bieszczadach.
Pod Craiovą gubimy się, niezrozumiałe oznakowanie wyprowadza nas poza miasto, ale wracamy i ciągniemy w stronę przeprawy promowej Bechet-Orjachowo.
Droga jest kompletnie pusta, żadnej szansy na złapanie noclegu, ale nawierzchnia bez zarzutu.
Przed przystanią promową sznur tirów, pchamy się poza kolejką na chama, uiszczamy opłatę 6 euro sami nie wiedząc za co i oglądamy się za kasą biletową, której jakoś nie widać.
Szukając jej trafiamy do samej przystani, gdzie bramkarze sprowadzają nas na ziemię: bez kwitu nie pojedziesz.
Pedałuję zatem per pedes do kasy, i to dwakroć, bo za mało zabrałem kasiora.
Pełna opłata przewozowa uiszczona w okienku wynosi dla naszego kombika aż 26 euro. To kupa szmalu, ale wyboru nie mamy.

[Obrazek: dym9sx.jpg]

Czekamy na następną turę, na prom pakują nas dopiero, gdy ruinę i rdzę skrywa mocny półmrok.
Jesteśmy jedyną osobówką.

Do bułgarskiego nabrzeża dobijamy „po ćmoku”.

Straż graniczna spokojnie kieruje mnie do okienka, coby zakupić bułgarską winietkę. Natomiast bułgarski celnik dostaje amoku, gdy przejeżdżam pod okienkiem i, nie widząc żywej duszy, chcę jechać dalej...
Trzaska mi drzwiami, wyszarpuje paszporty do kontroli, pokazuje kto tu jest panem.
Sprowadzam go do parteru, zapowiadając bezrobocie celników i pograniczników po wejściu Bułgarii do Schengen...
Jakoś to jednak długo trwa, może i lepiej...

Ech, szkoda gadać...
to przyjemne żyć marzeniami twardo stąpając po ziemi....Big Grin
Odpowiedz
Na noc zatrzymujemy się we Wracy, targujemy cenę do 40 lewa za fajny apartamencik i szybko doń zmykamy, bo restauracyjka hotelowa na parterze wkrótce - czyli o północy - zamyka swoje podwoje, a nam głodno.



29 czerwca 2008



Wraca jest miastem na przedgórzu Bałkanów, w którym uprawia się morwy i hoduje jedwabniki.

Mówi się, że to najbardziej malownicze miasto Bułgarii i rzeczywiście nie jest szpetne, zabudowania ładnie się komponują z pobliskimi skałkami.



[Obrazek: 30n7lon.jpg]



Co poświadcza widok z motelowego balkonu.



Jest tu wiele możliwości rekreacji (wędrówki górskimi szlakami, wędkowanie, moczenie się w licznych basenach, a w zimie narciarstwo), można się też naładować adrenalinką na paralotni lub w motocrosie.

W tutejszym Muzeum Etnograficznym można obejrzeć wspaniałą kolekcję folk-szmatek z całej Bułgarii, jeśli to kogoś wciąga.

Ciekawe są też wieże mieszkalne przy głównym placu, wybudowane trzy stulecia wstecz dla kupieckich rodzin z okolicy.

Niespokojne czasy okupacji tureckiej sprawiły, że budynki te, pomyślane jako mieszkalne, wyglądają rychtyk jak fortece.

Zaś najbardziej znaną atrakcją turystyczną z gatunku przyrodniczych jest grota Ledenika.





[Obrazek: e9tbvt.jpg]



Co poświadczam stojąc osobiście przed wejściem do owej jaskini.
to przyjemne żyć marzeniami twardo stąpając po ziemi....Big Grin
Odpowiedz
Po szybkim śniadanku kierujemy się więc do owej groty - naszego głównego celu w tym rejonie.
Na wejście czekamy całą godzinę - jest niedziela, więc spory ruch.
Wejściówka kosztuje grosze i – uwaga! - nie ma już zróżnicowania na Bułgarię i resztę świata.
Przewodnik stara się mówić po angielsku, lecz wychodzi mu to jakoś dziwnie.
Prezentuje nam podziemne jeziorko - jeśli dobrze go zrozumieliśmy, jest to „jeziorko miłości”.

[Obrazek: rrmdqt.jpg]

Żeby tam wrócić i być kochanym, trzeba – jak w większości tego typu miejsc - wrzucić monetę.

[Obrazek: wsho4.jpg]

Niektórzy najwyraźniej są bardzo spragnieni miłości, bo banknoty sfruwają w toń niczym jesienne liście.

Co poza tym?
Temperatura ujemna, tysiącletnie stalaktyty i stalagmity, trochę nadtopionych wytworów lodowych... w sumie słowackie jaskinie są ciekawsze.

[Obrazek: 15q89xw.jpg]

...


[Obrazek: 2uiyzk3.jpg]

...


[Obrazek: 206hqag.jpg]

Zwiedzanie trwa prawie godzinę, tyle że łazi się wkoło Wojtuś wokół Sali Koncertowej... Wychodzimy zmarznięci, a na zewnątrz trwa piknik.

Otacza nas ciepło i słońce.
to przyjemne żyć marzeniami twardo stąpając po ziemi....Big Grin
Odpowiedz
Jacky6 jeżeli mogę - temperatura ujemna napisałeś w takich miejscach zazwyczaj jest od 8 do 12 stopni. Za tym też przemawia nie zamarznięte jezioro. Pisząc temperatura ujemna miałeś chyba na myśli dużo niższa niż na zewnątrz - pytam z czystej ciekawości bo nigdy nie zdarzyło mi się aby w takim miejscu było poniżej zera. Chyba, że woda słona w jeziorku to może i nie zamarza.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości