Ponieważ z powodów niezależnych (j...ł je pies i małe pieski tyż) w okresie przed i świątecznym byłem poza siecią, pozwólcie, że teraz jako pierwszy złożę Wam życzenia noworoczne.
Drodzy moi, życzę Wam zdarzeń i spraw oczywistych – dobrych dni, tygodni, miesięcy roku 2016. Niech Wasze Żony /Mężowie/ lekkimi Wam będą a dzieci nie przeginają w badaniu progów Waszej tolerancji. Niech troski finansowe omijają Was, jak ja kościelne kadzidło. Niech, niech, niech…
Ale przede wszystkim życzę Wam, abyście się nie zmieniali, byli, jacy jesteście. Wszyscy macie swoje problemy. Zawodowe, rodzinne, osobiste. Ale wszyscy znaleźliście czas, aby sięgać dalej, ponad codzienność, ponad własne zmęczenie. Dlatego jesteście tutaj, pośród innych, ogarniętych podobną pasją. Dzielicie się, oddajecie innym swoje własne wspomnienia, zachwycenia, podróż, drewniane wioski i rytm nadmorskich knajpek. Oddajecie innym cząstkę siebie, z ufnością, że otrzymacie to samo.
Zatem bądźcie tacy dalej, niech Wam towarzyszy ten słodko-cierpki smak planowanej wędrówki, przeczucie radości spotkań planowanych i niezwyczajnych. Bądźcie, jacy jesteście – wiedzący, że „nie musi się z mieszkaniem i w mieszkaniu kończyć dzień”. Kiedyś o podobnych sprawach coś bełkotałem:
Obok nas przeszło układanie do snu w ciepłe i mimowolne powodzie piernatów
Obok nas ktoś się potknął niezdarnie o próg, choć ciche miał już oczy i spłacone raty.
Chciał papieros zgasić pośrodku półmiska na dostojnym, rodzinnym, skłamanym przyjęciu,
Ale zbrakło mu siebie. Była popielniczka a za stołem uczona dyskusja o szczęściu.
Przeto też dyskutował. Cytował cytaty – jak ogłupiałe woły ciągnął je do rzeźni.
Tylko raz mu się wpadło – zmylił ‘Powrót taty’ z stareńkiego Plutarcha dumkami o śmierci.
Ale to nic, wszak przecież Mickiewicz jest wieszczem a wódki nie ubywa, więc pijmy, więc pijmy.
Od dni tylu, lat tylu, świtem, nocą, zmierzchem nie znaleźliśmy w oczach swoich żadnej winy…
Gorzko nam, gdy nas mija. To tak, jakby ptaki lecące dotąd z nami zawróciły z drogi.
Jak gdyby ktoś się potknął pośrodku ballady, w której przy brudnych trampkach wciąż świecą ostrogi.
Gorzko nam. Mądre księgi czytamy nocami i uśmiechy składamy w pokojach dziecinnych.
Czasami ktoś nie wróci z alpejskiej wyprawy. Ktoś w środku nocy krzyknie. Bez przyczyny…
Taką piosenkę, wiersz prawie rzucam wam pod nogi - w zapamiętaniu pamięci podobny.
Wciąż sam siebie niepewny, znaleziony po latach w stawie półwyschniętym
ledwo kartka zatarta o zapachu mięty.
Ale to nic, wszak przecież Mickiewicz jest wieszczem…
I jeszcze dwa słowa: chciałbym moimi życzeniami objąć też tych, których w wyznaczonej na nowo przestrzeni zabrakło, szczególnie Joannę i Krali Marko. Chciałbym również życzyć dobrych dni – co zapewne niektórych zaskoczy – Ewie i Edwardowi Rejmerom, twórcom poprzedniego bulgaricusa. Mój żal pozostanie, pewnie też nigdy nie zrozumiem, dlaczego stało się tak, jak się stało. Nie sposób jednak nie pochylić się z pełną szacunku pamięcią, nad tym, co przez wiele lat w bułgarskich sprawach robili. I – w końcu – dzięki nim wszyscy się spotkaliśmy, wciąż, choć pod innym adresem, jesteśmy razem.
Zaś jeżeli będziecie patrzeć w sylwestrowe niebo, pośród gwiazd poszukajcie tego, który był z nami – do końca Jego dni, do ostatnich chwil nieomal. I wspomnijcie pośród noworocznego szaleństw o Łysym, choćby jednym mgnieniem powiek...
Dobrych dni 2016
Kocurowaty
PS. No i oczywiście PPN (publiczne postanowienie noworoczne). Postanawiam, że – bez względu na okoliczności – nie przestanę palić!
Drodzy moi, życzę Wam zdarzeń i spraw oczywistych – dobrych dni, tygodni, miesięcy roku 2016. Niech Wasze Żony /Mężowie/ lekkimi Wam będą a dzieci nie przeginają w badaniu progów Waszej tolerancji. Niech troski finansowe omijają Was, jak ja kościelne kadzidło. Niech, niech, niech…
Ale przede wszystkim życzę Wam, abyście się nie zmieniali, byli, jacy jesteście. Wszyscy macie swoje problemy. Zawodowe, rodzinne, osobiste. Ale wszyscy znaleźliście czas, aby sięgać dalej, ponad codzienność, ponad własne zmęczenie. Dlatego jesteście tutaj, pośród innych, ogarniętych podobną pasją. Dzielicie się, oddajecie innym swoje własne wspomnienia, zachwycenia, podróż, drewniane wioski i rytm nadmorskich knajpek. Oddajecie innym cząstkę siebie, z ufnością, że otrzymacie to samo.
Zatem bądźcie tacy dalej, niech Wam towarzyszy ten słodko-cierpki smak planowanej wędrówki, przeczucie radości spotkań planowanych i niezwyczajnych. Bądźcie, jacy jesteście – wiedzący, że „nie musi się z mieszkaniem i w mieszkaniu kończyć dzień”. Kiedyś o podobnych sprawach coś bełkotałem:
Obok nas przeszło układanie do snu w ciepłe i mimowolne powodzie piernatów
Obok nas ktoś się potknął niezdarnie o próg, choć ciche miał już oczy i spłacone raty.
Chciał papieros zgasić pośrodku półmiska na dostojnym, rodzinnym, skłamanym przyjęciu,
Ale zbrakło mu siebie. Była popielniczka a za stołem uczona dyskusja o szczęściu.
Przeto też dyskutował. Cytował cytaty – jak ogłupiałe woły ciągnął je do rzeźni.
Tylko raz mu się wpadło – zmylił ‘Powrót taty’ z stareńkiego Plutarcha dumkami o śmierci.
Ale to nic, wszak przecież Mickiewicz jest wieszczem a wódki nie ubywa, więc pijmy, więc pijmy.
Od dni tylu, lat tylu, świtem, nocą, zmierzchem nie znaleźliśmy w oczach swoich żadnej winy…
Gorzko nam, gdy nas mija. To tak, jakby ptaki lecące dotąd z nami zawróciły z drogi.
Jak gdyby ktoś się potknął pośrodku ballady, w której przy brudnych trampkach wciąż świecą ostrogi.
Gorzko nam. Mądre księgi czytamy nocami i uśmiechy składamy w pokojach dziecinnych.
Czasami ktoś nie wróci z alpejskiej wyprawy. Ktoś w środku nocy krzyknie. Bez przyczyny…
Taką piosenkę, wiersz prawie rzucam wam pod nogi - w zapamiętaniu pamięci podobny.
Wciąż sam siebie niepewny, znaleziony po latach w stawie półwyschniętym
ledwo kartka zatarta o zapachu mięty.
Ale to nic, wszak przecież Mickiewicz jest wieszczem…
I jeszcze dwa słowa: chciałbym moimi życzeniami objąć też tych, których w wyznaczonej na nowo przestrzeni zabrakło, szczególnie Joannę i Krali Marko. Chciałbym również życzyć dobrych dni – co zapewne niektórych zaskoczy – Ewie i Edwardowi Rejmerom, twórcom poprzedniego bulgaricusa. Mój żal pozostanie, pewnie też nigdy nie zrozumiem, dlaczego stało się tak, jak się stało. Nie sposób jednak nie pochylić się z pełną szacunku pamięcią, nad tym, co przez wiele lat w bułgarskich sprawach robili. I – w końcu – dzięki nim wszyscy się spotkaliśmy, wciąż, choć pod innym adresem, jesteśmy razem.
Zaś jeżeli będziecie patrzeć w sylwestrowe niebo, pośród gwiazd poszukajcie tego, który był z nami – do końca Jego dni, do ostatnich chwil nieomal. I wspomnijcie pośród noworocznego szaleństw o Łysym, choćby jednym mgnieniem powiek...
Dobrych dni 2016
Kocurowaty
PS. No i oczywiście PPN (publiczne postanowienie noworoczne). Postanawiam, że – bez względu na okoliczności – nie przestanę palić!


