Ocena wątku:
  • 8 głosów - średnia: 4.38
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Na bułgarskim szlaku jacky @ maryla od lat !
A ja myślałem, że Jacky już dzisiaj nic nie napisze, a tu proszę napisał poniżej Smile
Odpowiedz
Bułgaria wita nas dziurawymi drogami, przynajmniej w strefie przygranicznej. Oznakowanie też pozostawia wiele do życzenia. O 18:30 dojeżdżamy do Melnika. Kątem oka koduję starożytną uliczkę po prawej stronie.
Chwilowo celem jest Rożen, a raczej Rożenski Monastir, więc wkrótce stajemy na centralnym placyku w wiosce nieco większej niż Melnik. Tamże klasyczne stragany z duperelami religijnymi i produktami pszczelarskimi, czym z lekka oszołomieni czynimy pierwsze podejście i... omyłkowo bierzemy za monastyr położoną niżej cerkiewkę, akuratnie w remoncie.
Rozczarowani zjeżdżamy do centralnego placu, ale tam nas wyprowadzają z błędu, więc opiat’ pod górkę na jedynce...
Rożenski Monastir jest - nie da się ukryć - malowniczo położony, widać fragmenty słynnych skał, zwanych ponoć piramidami.
Wchodzimy na teren, obchodzimy wytreszen dwor (tak Bułgarzy zowią ponoć wewnętrzny podwórzec).
Prezentuje się skromnie, choć jedna z cel na pięterku ma klimę.
Kłaniamy się ikonostasowi i, niejako przy okazji, wycieczce oprowadzanej przez miejscowego mnicha.
Popadamy w zadumę nad posturą osoby duchownej, bowiem kojarzy nam się z habitem powieszonym na kiju od szczotki... „Habit” ów porusza ustami, opowiadając pewnikiem historię monasteru, ja zaś wyobrażam sobie go jako upiora szczękającego zębami... Obok stoi jakiś wymizerowany „eparcha” ze złotym łańcuchem na szyi, ciążącym niesamowicie - wręcz przygniatającym go do ziemi...
Zwykle w tego typu placówkach obowiązuje zakaz wstępu w szortach, więc na wseki słuczaj dzierżę w rękach długie spodnie od dresu, aż mi się dłonie pocą.
Jednak długie spodnie okazują się niepotrzebne - większość zwiedzających monastyr Bułgarów paraduje w szortach.
Ich szanowne, bułgarskie małżonki wykazują jednak więcej zainteresowania wypowiedziami mnicha niźli gołymi odnóżami mężów.


(12.07.2015 23:20:50)Bulgaricus napisał(a): A ja myślałem, że Jacky już dzisiaj nic nie napisze, a tu proszę .... nic nie napisał Smile. Jakiś problem chyba.

powolne zakończenie kuracji sanatoryjnej ...
:-(

jacky6 napisał(a):..

[Obrazek: 2wrm8m0.jpg]


przed sanatorium...


[Obrazek: rbd642.jpg]


wycieczka do słonecznej Italii...
oczywiście z tym budynkiem sanatoryjnym to    Tongue bo to jest wszystko w Ogrodzie Kapiasa ...
to przyjemne żyć marzeniami twardo stąpając po ziemi....Big Grin
Odpowiedz
z rożeńskich skałek zachowała się jedna fotka z komórkowca...

[Obrazek: 5x8v4l.jpg]

może ktoś ma już lepsze fotki z tamtej okolicy ...
to przyjemne żyć marzeniami twardo stąpając po ziemi....Big Grin
Odpowiedz
Opuszczamy ten duszny i ponury monastyr. Nad placem parkingowym wiszą skały z piaskowca, czy jak mu tam, a ich kolory mienią się barwą mijającego dnia.
Zjeżdżamy do osady i na upartego poszukujemy w Rożenie zakwaterowania.
W motelach wszystko zajęte (to znaczy zarezerwowane, bo parkingi świecą pustkami). Standardowa rozmowa w recepcji jednego z motelików, położonego jakby nad dawnym młynem wodnym, służy nam jako pretekst do skorzystania z wc.
Wracamy więc do Melnika, gdzie tuż przed centrum, w czymś jakby kiosk ruchu na rogu ulicy, widzę kogoś skorego do rozmowy.
Pada propozycja obejrzenia kwatery, idziemy zatem. Jest skromnie lecz sympatycznie, podstawowe standardy schludności, czystości i higieny zapewnione, negocjacje cenowe stają na wysokości bodajże 20 lewa za nockę, więc szybko parkujemy autko na podwórku wielkości autka, wyganiając stamtąd starego opelka zięcia gospodarza.
Po szybkiej ablucji i zmianie kostiumów udajemy się na spacer.
O, Melnik to jest już coś naprawdę fascynującego, główna uliczka - choć nieco zniekształcona współczesną modernizacją - tchnie starymi czasami... nie umiem opisywać starożytności...
Zachęceni klimatem, wyszukujemy z Marylą możliwie atrakcyjną tawernę, gdzie przysiadamy się do większego stolika i zamawiamy należną nam wieczerzę. Wkrótce pojawiają się przed naszymi dziobami talerze smakowitej, tradycyjnej czorby, drugie dania (jedno to biała ryba na zamówienie Maryli, drugie to drobczeta po sełski, czyli wątróbka po wiejsku) i dwa kielichy lokalnego wina.
Do kwatery wracamy odurzeni wieczorną gwarą dobiegającą z okolicznych tawern. Mijamy grupkę młodych turystów stojących na skwerze i oglądających się za miejscem do rozbicia namiotu, wciąż jeszcze zwisającego z plecaka.
W domu zasiadam na mikro-balkoniku i doprawiam się miarką lokalnej odmiany domasznej rakijki, dostarczonej chwilkę wcześniej przez gospodarza. To niewiarygodne – jesteśmy w górach, a wieczór tak ciepły...
Przed snem zerkam na ekran telewizora z prognozą pogody, czyli z ichnim "Wremieto".

Czeka nas kolejny dzień z temperaturą powyżej 34 stopni.      
to przyjemne żyć marzeniami twardo stąpając po ziemi....Big Grin
Odpowiedz
Jakie wrażenia z Melnika - jak Wam się podobało to najmniejsze miasteczko w Bułgarii.
Odpowiedz
Dziś była zagadka z Melnika na stronie i na naszym p3ofilu na FB. Zbieg okoliczności czy ki czort?
Odpowiedz
(13.07.2015 20:20:04)dżek napisał(a): Dziś była zagadka z Melnika na stronie i na naszym p3ofilu na FB. Zbieg okoliczności czy ki czort?

nie kontroluję wszystkich eventów ale łączy nas ulubienie Bułgariii...

15-21 lipca 2007

Rankiem gimnastykuję się wyjeżdżając z podwórka - bramka wąziutka jak ucho igielne. Startujemy o 8:45. Jest niedziela, ale trzeba zaopatrzyć się w większą ilość lokalnej waluty, więc zjeżdżamy z głównej trasy do Sandanski.

 
Parkujemy w okolicy centralnego placu z fontannami i z bankomatu banku Pireus podciągamy 200 lewa. Kupujemy tradycyjne baniczki rozmaitych smaków i jedziemy dalej, przez Strumjani i Błagojewgrad. 


 Wkrótce zjeżdżamy w boczną drogę do Monasteru Rilskiego. Po kilku minutach orientuję się, że zbiera się tam spora kolumienka autek: przede mną z pięć, za mną co najmniej dziewięć.
W okolicy monasteru szukamy parkingu. Droga jest zajęta przez pielgrzymów i turystów, luźniej robi się dopiero dwa kilometry za klasztorem, więc wracamy na centralny parking i mamy szczęście, bo akurat zwolniło się miejsce za 4 lewa.
W samym monasterze zwiedzamy wszystko do cna.


[Obrazek: 9708id.jpg] 


 Tamtejsze freski zdają się tak mocno uruchamiać skojarzenia z bardzo odległej historii.
Dziwię się cokolwiek wypowiedziom innych, którzy wyszli zeń rozczarowani - tam po prostu trzeba uruchomić wyobraźnię i uświadomić sobie, że kiedyś to miejsce pełniło taką funkcję jak nasza Jasna Góra.


[Obrazek: r8t7q0.jpg] 


 Te dwie fotki wykonane telefonem komórkowym ( jeszcze nie byłem posiadaczem cyfrowki ) wyszły być może dobrze dlatego, że było bardzo dużo słońca.
Teraz w każdą niedzielę przybywa tam bardzo dużo pielgrzymów (bo jakżeby inaczej nazwać Bułgarów? – na parkingu zagranicznych rejestracji poza własną nie zauważyłem).
Część muzealna pokazuje bardziej folklor, natomiast cerkiew jest w stylu tych malowanych z Rumunii.
Zastanawiające, ale panuje tam atmosfera skupienia - widać jest to godne miejsce, bo obrał je sobie za miejsce pochówku pierwszy car oswobodzonej Bułgarii.


(13.07.2015 16:34:45)Bulgaricus napisał(a): Jakie wrażenia z Melnika - jak Wam się podobało to najmniejsze miasteczko w Bułgarii.

jednym zdaniem - za krótko tam byliśmy...
chcemy tam powrócić ...
to przyjemne żyć marzeniami twardo stąpając po ziemi....Big Grin
Odpowiedz
Wyjeżdżamy o 12:50, zatem sporo czasu nam tam zeszło. W drodze powrotnej dokupujemy słoiczek miodu górskiego... mniam, mniam...
W Mursalewie tankuję, ale tylko 11 litrów, bo dwie dziouszki z obsługi nie umieją obsłużyć terminalu. Szwarne są, to fakt, tylko że najpierw ściągają mi z Visy 20 lewa, a dopiero potem leją. Trwa to całe wieki, nie chce mi się więc powtarzać manewru, żeby nalać do pełna.
W Dupnicy skręcamy w prawo, żeby na skróty pojechać w kierunku Płowdiw.
Zza okien miga nam Saparewa Banja, Klisura i Samokow.
Przed zjazdem do Pazardziku nawija się zespół barów i motel – tamże zjadamy smaczny obiadek. Za Nową Zagorą na placyku przydrożnym kupujemy owoce i jarzyny. (Potem okaże się, że na wybrzeżu są znacznie tańsze.)
Do Czarnomorca dojeżdżamy o 20:40, o jeden dzień wcześniej względem terminu umówionego z gospodynią, więc na jedną noc lądujemy w innym od zaklepanego pokoju.

Nareszcie zaczyna się właściwy wypoczynek: idę po sirene i piwo. Piwo jest chyba pierwsze i zarazem ostatnie w Bułgarii, bo do końca pobytu będziemy wlewać w siebie rozmaite wina, których teraz pojawiło się już i dużo, i w atrakcyjnej cenie.

Dni płyną bardzo szybko, jako że pogoda dopisuje.
Przez dwa pierwsze dni jeździmy na ulubioną Carską Plażę, rozbijając parasol koło „Litorala”.
Jednak dłuższy spacerek dla zdrowia owocuje odkryciem: niewiele dalej, a z lepszym dojazdem, istnieje znakomita miejscówka koło nowo wybudowanego hotelu „Royal Beach” (dziedzic nazwy plaży).
Od trzeciego dnia przeflancowujemy się tam z całą świadomością i całym sprzętem plażowym.
I od razu wita nas tam... Albania! – dziwne, lecz prawdziwe.
Kuzyn ratownika, inaczej opiekun płatnej plaży, atakuje nas i nagabuje o frycowe.
W pierwszym dniu spławiam acika, jako że nie potrafi wylegitymować się dokumentem uprawniającym do działań, z którymi się utożsamia.
Ale drugiego dnia drużyna atakujących kuzynów ratownika robi się tak upierdliwa, że odpuszczamy. Można sobie darować, w końcu miejsce nieodpłatne zdefiniowane zostało w odległości trzech metrów od ichnich parasoli... W try miga przemieszczam nasz dobytek i do końca plażujemy już w pełni słońca i spokoju, podziwiając klasyczny widok rysujących się w oddali domostw Sozopolu.
Byłoby bajkowo, gdyby nie to, że dopada nas przedstawiciel bakterii zwanej "zemstą faraona". Jego dokuczliwość kończy się na szczęście po zaaplikowaniu lokalnego i uniwersalnego lekarstwa o nazwie rakijka i kilku powszechnie znanych preparatów farmaceutycznych.
      

(14.07.2015 08:14:25)jacky6 napisał(a):    [Obrazek: 35cixc9.jpg]

pocztówka z Czarnomorca - macie takowe zabytki  ?

[Obrazek: 30acgaw.jpg]

i jeszcze słynna plaża carska z Sozopolem w tle :-)
to przyjemne żyć marzeniami twardo stąpając po ziemi....Big Grin
Odpowiedz
A to przy lewym parasolu to Wyspa Św. Ivana?
Odpowiedz
(14.07.2015 09:17:08)dżek napisał(a): A to przy lewym parasolu to Wyspa Św. Ivana?

dokładnie tak :-)
to przyjemne żyć marzeniami twardo stąpając po ziemi....Big Grin
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości