Gdy jechaliśmy pierwszy raz do Bułgarii Malutka miała właśnie 1,5 roku.
Co do flory bakteryjnej znajomy lekarz (z bułgarskim doświadczeniem kulinarnym) potwierdził nam, że flora bakteryjna różni się od naszej, coś tam więcej z tłuszczami.
Z tego też powodu nie szukaliśmy wtedy małych spokojnych miejscowości, lecz czegoś z marketami. Wybór padł na pogranicze Sł. Brzegu i Nessebar. Mieliśmy info (1-wszy raz wtedy w Bułgarii), że markety większe są, a w razie czego blisko Burgas.
Było to w 2011 r. i nie pamiętam czy gerbera, ale zupki dla dzieci na pewno były (w końcu tam też się rodzą i mieszkają) i wtedy w każdym średnim i większym markecie dostępne.
Bulgaricus, zresztą sam sobie odpowiedziałeś, że Bułgaria to nie stepy, a nie zauważałeś, bo wtedy nie było Ci to potrzebne.
Co do knajp, to ulubiona pomidorowa i rosołki chyba wiele się nie różniły, bo zjadała je ze smakiem (no i frytki niestety). Najważniejsze żeby nie podawać czegoś co i dla nas jest nowością, a zestawy dziecięce np. z paluszkami z kurczaka, frytkami i sałatką są też ogólnodostępne (ostatnio wyjadłem Malutkiej taki jak nie chciała już jeść a mnie się małże znudziły).
Tak więc dostępne jedzonko i zupki są, a i w knajpce jak nie eksperymentujesz, to dziecko spokojnie wyżywisz.
Nam i głównie Malutkiej tamten pierwszy wyjazd jakoś kulinarnie in minus na szczęście nie wbił się w pamięci.
Smacznego Wam i Dzieciątku.
Co do flory bakteryjnej znajomy lekarz (z bułgarskim doświadczeniem kulinarnym) potwierdził nam, że flora bakteryjna różni się od naszej, coś tam więcej z tłuszczami.
Z tego też powodu nie szukaliśmy wtedy małych spokojnych miejscowości, lecz czegoś z marketami. Wybór padł na pogranicze Sł. Brzegu i Nessebar. Mieliśmy info (1-wszy raz wtedy w Bułgarii), że markety większe są, a w razie czego blisko Burgas.
Było to w 2011 r. i nie pamiętam czy gerbera, ale zupki dla dzieci na pewno były (w końcu tam też się rodzą i mieszkają) i wtedy w każdym średnim i większym markecie dostępne.
Bulgaricus, zresztą sam sobie odpowiedziałeś, że Bułgaria to nie stepy, a nie zauważałeś, bo wtedy nie było Ci to potrzebne.
Co do knajp, to ulubiona pomidorowa i rosołki chyba wiele się nie różniły, bo zjadała je ze smakiem (no i frytki niestety). Najważniejsze żeby nie podawać czegoś co i dla nas jest nowością, a zestawy dziecięce np. z paluszkami z kurczaka, frytkami i sałatką są też ogólnodostępne (ostatnio wyjadłem Malutkiej taki jak nie chciała już jeść a mnie się małże znudziły).
Tak więc dostępne jedzonko i zupki są, a i w knajpce jak nie eksperymentujesz, to dziecko spokojnie wyżywisz.
Nam i głównie Malutkiej tamten pierwszy wyjazd jakoś kulinarnie in minus na szczęście nie wbił się w pamięci.
Smacznego Wam i Dzieciątku.

