19.05.2015 18:19:49
odcinek czwarty...
Zawsze wozimy ze sobą tak zwany „dziennik pokładowy”, czyli zwykły kajet w kratkę. I w trasie, i na miejscu notujemy w nim najbardziej prozaiczne spostrzeżenia i praktyczne informacje: ceny, adresy, lokalizacje (na przykład banków i bankomatów), czasy przejazdów, różne nazwy...
Jest to bardzo przydatne, a co więcej – bezcenne. Naprawdę, lepiej zapomnieć mapy, niż owego dziennika.
Do domu przywozimy słoneczne wspomnienia i pojemniki wszelkiej maści wypełnione tradycyjnymi, bułgarskimi produktami wysokoprocentowymi, zwłaszcza domaszną rakiją (która jest znakomitej klasy napitkiem, niesłusznie porównywanym do bimbru). Inne alkohole tamże zakupione - mam tu na myśli przede wszystkim wina - także cieszą podniebienie i rozweselają.
Bywam nieraz zdziwiony, w jak szybkim tempie znikają z domowego barku po powrocie...
Właściwie mamy 3 zdecydowanie ulubione miejscowości.
1. Czernomorec.
2. Łozeniec
3. Obzor
Jakże nam znany ryneczek w Czernomorcu, tym razem w samo południe.
W tym samym czasie słynne już schody w Czernomorcu.
I choć nie za każdym razem mieszkamy w Czernomorcu to prawie za każdym razem tam zaglądamy, czasami tylko na plażę, czasami do znajomych, czasami do hurtowni procentażowej, czasami do jednej z ulubionych knajpek.
O Bułgarii rozmawiamy w domu bardzo często, zarówno wspominając dawne wyjazdy, jak i snując plany pod kątem kolejnych.
Niektórzy przykleili do nas etykietkę „bułgarofile”, ale do końca tak nie jest, albowiem nie unikamy i lubimy wszystkie kraje na trasie, poczynając od leżącej po sąsiedzku Słowacji.
Zawsze wozimy ze sobą tak zwany „dziennik pokładowy”, czyli zwykły kajet w kratkę. I w trasie, i na miejscu notujemy w nim najbardziej prozaiczne spostrzeżenia i praktyczne informacje: ceny, adresy, lokalizacje (na przykład banków i bankomatów), czasy przejazdów, różne nazwy...
Jest to bardzo przydatne, a co więcej – bezcenne. Naprawdę, lepiej zapomnieć mapy, niż owego dziennika.
Do domu przywozimy słoneczne wspomnienia i pojemniki wszelkiej maści wypełnione tradycyjnymi, bułgarskimi produktami wysokoprocentowymi, zwłaszcza domaszną rakiją (która jest znakomitej klasy napitkiem, niesłusznie porównywanym do bimbru). Inne alkohole tamże zakupione - mam tu na myśli przede wszystkim wina - także cieszą podniebienie i rozweselają.
Bywam nieraz zdziwiony, w jak szybkim tempie znikają z domowego barku po powrocie...
Właściwie mamy 3 zdecydowanie ulubione miejscowości.
1. Czernomorec.
2. Łozeniec
3. Obzor
Jakże nam znany ryneczek w Czernomorcu, tym razem w samo południe.
W tym samym czasie słynne już schody w Czernomorcu.
I choć nie za każdym razem mieszkamy w Czernomorcu to prawie za każdym razem tam zaglądamy, czasami tylko na plażę, czasami do znajomych, czasami do hurtowni procentażowej, czasami do jednej z ulubionych knajpek.
O Bułgarii rozmawiamy w domu bardzo często, zarówno wspominając dawne wyjazdy, jak i snując plany pod kątem kolejnych.
Niektórzy przykleili do nas etykietkę „bułgarofile”, ale do końca tak nie jest, albowiem nie unikamy i lubimy wszystkie kraje na trasie, poczynając od leżącej po sąsiedzku Słowacji.
to przyjemne żyć marzeniami twardo stąpając po ziemi....

