16.08.2015 21:27:40
Po uciszeniu trzewi przychodzi czas na dokonanie zakupów pamiątkarskich. Interesuje nas ceramika.
Mnóstwo stoisk wychodzi klientowi naprzeciw, to znaczy tarasuje trasy spacerowe. Dylematów można mieć sporo, więc dreptamy... zaglądamy ... a wiemy dobrze, czego szukać, bo od kilku lat kupujemy gliniane naczynia do zapiekania potraw należących do rodziny gjuweczy.
Gjuwecze znane są już od Rumunii – prawie pod tą samą nazwą - i dalej, na południe od Bułgarii, na całych Bałkanach.
Ideologia tej metody sporządzania posiłku to długotrwałe trzymanie w cieple do czasu, aż strudzony pracą członek rodziny dotrze do domowych pieleszy, gdzie powinna oczekiwać na niego strawa godna jego pracy. Gjuwecz jest też sprawdzianem umiejętności kulinarnych kapłanki domowego ogniska. Zawsze zawiera mięso i kompozycję warzyw tudzież przypraw, bywa też niekiedy przyrządzany z ryżem lub ziemniakami.
Zestaw przypraw i dodatków w rodzaju jajek, jogurtu, czy sera to rzecz po pierwsze – regionalnej tradycji, po drugie zaś – talentu gospodyni i zasobów jej spiżarni.
W jednych gjuweczach można więc znaleźć selera i marchew, w innych fasolę w ziarnach lub pieczarki, w jeszcze innych fasolkę szparagową, cukinię czy bakłażany. Co zaś do bukietu przypraw, to poza pieprzem i papryką w proszku gjuwecze można doprawiać miętą, cząbrem, czosnkiem, natką i czym kto lubi (acz raczej nie cynamonem).
Powiem jeszcze, że ten, kto posmakował owego dania, podanego w słynnym „skorupiaku”, zawsze będzie miał je na myśli w chwilach głodu - nie tylko podczas bałkańskich podróży.
My, jako wielcy amatorzy gjuweczy, już kilka lat temu przywieźliśmy sobie do Polski stosowne naczynia, pomimo iż w naszym gospodarstwie domowym znajdują się porządne, żaroodporne „arkoroki”.
Ale to są naczynia wieloosobowe, raczej do zapiekanek, natomiast gjuwecz jest potrawą zadedykowaną indywidualistom.
Wyszukujemy różne cacuszka.
Ja tradycyjnie fedruję w samym kącie, tam, gdzie czasami znajdują się niepozorne dla laickiego oka rupiecie.
Doradzamy Marcie i Marcinowi jak wybierać praktycznie, jakie kształty, jak uformowane uszka, żeby było łatwo wyciągać z piekarnika, i żeby była dziurka w dekielku pozwalająca ujść nadwyżce wilgotności.
Mnóstwo stoisk wychodzi klientowi naprzeciw, to znaczy tarasuje trasy spacerowe. Dylematów można mieć sporo, więc dreptamy... zaglądamy ... a wiemy dobrze, czego szukać, bo od kilku lat kupujemy gliniane naczynia do zapiekania potraw należących do rodziny gjuweczy.
Gjuwecze znane są już od Rumunii – prawie pod tą samą nazwą - i dalej, na południe od Bułgarii, na całych Bałkanach.
Ideologia tej metody sporządzania posiłku to długotrwałe trzymanie w cieple do czasu, aż strudzony pracą członek rodziny dotrze do domowych pieleszy, gdzie powinna oczekiwać na niego strawa godna jego pracy. Gjuwecz jest też sprawdzianem umiejętności kulinarnych kapłanki domowego ogniska. Zawsze zawiera mięso i kompozycję warzyw tudzież przypraw, bywa też niekiedy przyrządzany z ryżem lub ziemniakami.
Zestaw przypraw i dodatków w rodzaju jajek, jogurtu, czy sera to rzecz po pierwsze – regionalnej tradycji, po drugie zaś – talentu gospodyni i zasobów jej spiżarni.
W jednych gjuweczach można więc znaleźć selera i marchew, w innych fasolę w ziarnach lub pieczarki, w jeszcze innych fasolkę szparagową, cukinię czy bakłażany. Co zaś do bukietu przypraw, to poza pieprzem i papryką w proszku gjuwecze można doprawiać miętą, cząbrem, czosnkiem, natką i czym kto lubi (acz raczej nie cynamonem).
Powiem jeszcze, że ten, kto posmakował owego dania, podanego w słynnym „skorupiaku”, zawsze będzie miał je na myśli w chwilach głodu - nie tylko podczas bałkańskich podróży.
My, jako wielcy amatorzy gjuweczy, już kilka lat temu przywieźliśmy sobie do Polski stosowne naczynia, pomimo iż w naszym gospodarstwie domowym znajdują się porządne, żaroodporne „arkoroki”.
Ale to są naczynia wieloosobowe, raczej do zapiekanek, natomiast gjuwecz jest potrawą zadedykowaną indywidualistom.
Wyszukujemy różne cacuszka.
Ja tradycyjnie fedruję w samym kącie, tam, gdzie czasami znajdują się niepozorne dla laickiego oka rupiecie.
Doradzamy Marcie i Marcinowi jak wybierać praktycznie, jakie kształty, jak uformowane uszka, żeby było łatwo wyciągać z piekarnika, i żeby była dziurka w dekielku pozwalająca ujść nadwyżce wilgotności.
to przyjemne żyć marzeniami twardo stąpając po ziemi....

