21.08.2015 13:57:52
Kizkalesi śniadaniowo - werandowo...
no to jeszcze kilka fotek coby domknąć tematu
...
lecz dla nas owe samodzielne przygotowane śniadanka - jedzonego w ciszy porannej - są bardziej warte niż te na all inclusive w Bocianowie ( jak nazywam krainę faraonów )...
![[Obrazek: 497.jpg]](http://turcjawsandalach.pl/files/u508/497.jpg)
oczywiście oprócz tego płaskiego chlebka były jeszcze francuzy vel lengi...
a przed śniadankiem był spacer na plażę i kąpiel w pierwszych promieniach słońca...
jeszcze tylko dwa spojrzenia...
z balkonu...
![[Obrazek: 498.jpg]](http://turcjawsandalach.pl/files/u508/498.jpg)
najpierw na prawo...
![[Obrazek: 499.jpg]](http://turcjawsandalach.pl/files/u508/499.jpg)
i na lewo - strona w kierunku do plaży...
po cieniu słonecznym szacuję, że było około godziny 8:30, można było sobie jeszcze chwilę delektować się chłodkiem...
nad głową szumiały klimatyzatory...
w niektóre dni rankiem lub przed południem ulicą przejeżdżał handlarz świeżą rybą, woził ją w koszyku na rowerze, kilka razy przymierzaliśmy się do zakupu i smażenia - ale jakoś ...
- zapamiętaliśmy jego głos niosący się po ulicy - "balik, balik, balik..."
może następnym razem ?
no to jeszcze kilka fotek coby domknąć tematu
...lecz dla nas owe samodzielne przygotowane śniadanka - jedzonego w ciszy porannej - są bardziej warte niż te na all inclusive w Bocianowie ( jak nazywam krainę faraonów )...
![[Obrazek: 497.jpg]](http://turcjawsandalach.pl/files/u508/497.jpg)
oczywiście oprócz tego płaskiego chlebka były jeszcze francuzy vel lengi...
a przed śniadankiem był spacer na plażę i kąpiel w pierwszych promieniach słońca...
jeszcze tylko dwa spojrzenia...
z balkonu...
![[Obrazek: 498.jpg]](http://turcjawsandalach.pl/files/u508/498.jpg)
najpierw na prawo...
![[Obrazek: 499.jpg]](http://turcjawsandalach.pl/files/u508/499.jpg)
i na lewo - strona w kierunku do plaży...
po cieniu słonecznym szacuję, że było około godziny 8:30, można było sobie jeszcze chwilę delektować się chłodkiem...
nad głową szumiały klimatyzatory...
w niektóre dni rankiem lub przed południem ulicą przejeżdżał handlarz świeżą rybą, woził ją w koszyku na rowerze, kilka razy przymierzaliśmy się do zakupu i smażenia - ale jakoś ...
- zapamiętaliśmy jego głos niosący się po ulicy - "balik, balik, balik..."
może następnym razem ?
to przyjemne żyć marzeniami twardo stąpając po ziemi....

