20.05.2015 20:02:40
I wreszcie kwestia ostatnia – dla wielu zasadnicza. Każdy ma swoje dochody, konto i pewien budżet na wydatki wakacyjne, ma też zapewne co najmniej jedną kartę do bankomatu. Europa jest już taka mała, a bankomatów tak dużo... tym niemniej do czasu powszechnego wprowadzenia ogólnoeuropejskiej waluty trzeba posługiwać się walutami rodzimymi. Dlatego też zawczasu przygotowuję kilka portfelików, wypełnionych w sposób przemyślany. Oto one:
Portfelik numer 1 – waluta ogólnoeuropejska. Powiedzmy, że jest to 5 monet po 2 euro i tyleż samo po 1 euro, 10 banknotów po 5 Euro, 10 banknotów po 10 euro i 5 banknotów po 20 euro... wtedy sezon danego roku mam z głowy, nawet niespodziewany wyskok mnie nie zniszczy.
Portfelik numer 2 - waluta polska. Jeszcze nadal niezbyt szanowana na świecie, ale z gotówką w niewielkiej ilości wyruszam na trasę, żeby zatankować i mieć na drobne wydatki przed przekroczeniem granicy wyjazdowej i po powrocie.
Portfelik numer 3 – bywała w niej waluta słowacka. Najczęściej służyla do zakupu piwa „Złoty Bażant” i jakiejś chlip-zupki w motoreście, czasami trzeba dokupić kilka litrów paliwa, a resztówka zostaje na rozmnożenie (do granicy ze Słowacją mam niedaleko). Ale od 1 stycznia 2009 już się z koronkami rozstaliśmy. Portfelika nie wyrzucam, są jeszcze inne moniaki.
Na przykład, gdy trafiła się okazja mieć go załadowanego walutą znakowaną $ lub innego kraju tranzytowego - może nim być Serbia. Choć i w tym kraju € jest bardzo mile widziane.
Portfelik numer 4 - waluta rumuńska. Ilość przewidziana na jeden nocleg plus małe co nieco w sklepiku i w barze w drodze „do”. W drodze powrotnej przed granicą węgierską uzupełniam paliwo, jemy też z żoną posiłek, a za ostatnie leje kupujemy bardzo smaczne rumuńskie likiery po atrakcyjnych cenach. Świat idzie z postępem, ale w Rumunii nie wszędzie chętnie kasują „łojro”...
Portfelik numer 5 - waluta węgierska. Zawsze coś mamy, minimum na jeden tak zwany „niespodziewany nocleg” i śniadanko.
Porfelik numer 6 - waluta bułgarska. Minimum 20 lewa, coby do pierwszego bankomatu dojechać - a to jest, proszę państwa, aż kilkadziesiąt kilometrów od granicy. Co do lokalizacji bankomatów w bułgarskich regionach przygranicznych, to poza słynnym ruseńskim, pozostałe są regionami raczej polnymi. Jeśli się mylę, wyprowadźcie mnie... z baru.
Śmieszne, co? Europa zjednoczona, a podróżować trzeba z 6 portfelikami. Któregoś roku miałem ze sobą jeszcze portfelik siódmy – z pewną kwotą hrywien, jechałem bowiem do Bułgarii przez zielona Ukrainę. A resume finansowe każdej wyprawy jest następujące: wracam do ojczyzny bez lewków i lejków, za to przeważnie z forintami, koronkami i euro. Za rok są jak znalazł!
![[Obrazek: 205qems.jpg]](http://i60.tinypic.com/205qems.jpg)
Dylemat klienta przed bankomatem.
Jak widać maszynka do wypluwania pieniążków ulokowana w biurze gdzie i obsługowane są ubezpieczenia.
Ta fotka wykonana akurat w Kranevie.
W większości miejscowości letniskowych w okresie czerwiec - wrzesień uruchamianych jest co najmniej kilka ścian płaczu. Jesienią są zamykane.
Piszę raczej o małych miejscowościach, bo klasyki typu Słoneczny Brzeg czy Złote Piaski zasadniczo omijam obwodnicą.
Portfelik numer 1 – waluta ogólnoeuropejska. Powiedzmy, że jest to 5 monet po 2 euro i tyleż samo po 1 euro, 10 banknotów po 5 Euro, 10 banknotów po 10 euro i 5 banknotów po 20 euro... wtedy sezon danego roku mam z głowy, nawet niespodziewany wyskok mnie nie zniszczy.
Portfelik numer 2 - waluta polska. Jeszcze nadal niezbyt szanowana na świecie, ale z gotówką w niewielkiej ilości wyruszam na trasę, żeby zatankować i mieć na drobne wydatki przed przekroczeniem granicy wyjazdowej i po powrocie.
Portfelik numer 3 – bywała w niej waluta słowacka. Najczęściej służyla do zakupu piwa „Złoty Bażant” i jakiejś chlip-zupki w motoreście, czasami trzeba dokupić kilka litrów paliwa, a resztówka zostaje na rozmnożenie (do granicy ze Słowacją mam niedaleko). Ale od 1 stycznia 2009 już się z koronkami rozstaliśmy. Portfelika nie wyrzucam, są jeszcze inne moniaki.
Na przykład, gdy trafiła się okazja mieć go załadowanego walutą znakowaną $ lub innego kraju tranzytowego - może nim być Serbia. Choć i w tym kraju € jest bardzo mile widziane.
Portfelik numer 4 - waluta rumuńska. Ilość przewidziana na jeden nocleg plus małe co nieco w sklepiku i w barze w drodze „do”. W drodze powrotnej przed granicą węgierską uzupełniam paliwo, jemy też z żoną posiłek, a za ostatnie leje kupujemy bardzo smaczne rumuńskie likiery po atrakcyjnych cenach. Świat idzie z postępem, ale w Rumunii nie wszędzie chętnie kasują „łojro”...
Portfelik numer 5 - waluta węgierska. Zawsze coś mamy, minimum na jeden tak zwany „niespodziewany nocleg” i śniadanko.
Porfelik numer 6 - waluta bułgarska. Minimum 20 lewa, coby do pierwszego bankomatu dojechać - a to jest, proszę państwa, aż kilkadziesiąt kilometrów od granicy. Co do lokalizacji bankomatów w bułgarskich regionach przygranicznych, to poza słynnym ruseńskim, pozostałe są regionami raczej polnymi. Jeśli się mylę, wyprowadźcie mnie... z baru.
Śmieszne, co? Europa zjednoczona, a podróżować trzeba z 6 portfelikami. Któregoś roku miałem ze sobą jeszcze portfelik siódmy – z pewną kwotą hrywien, jechałem bowiem do Bułgarii przez zielona Ukrainę. A resume finansowe każdej wyprawy jest następujące: wracam do ojczyzny bez lewków i lejków, za to przeważnie z forintami, koronkami i euro. Za rok są jak znalazł!
![[Obrazek: 205qems.jpg]](http://i60.tinypic.com/205qems.jpg)
Dylemat klienta przed bankomatem.
Jak widać maszynka do wypluwania pieniążków ulokowana w biurze gdzie i obsługowane są ubezpieczenia.
Ta fotka wykonana akurat w Kranevie.
W większości miejscowości letniskowych w okresie czerwiec - wrzesień uruchamianych jest co najmniej kilka ścian płaczu. Jesienią są zamykane.
Piszę raczej o małych miejscowościach, bo klasyki typu Słoneczny Brzeg czy Złote Piaski zasadniczo omijam obwodnicą.
to przyjemne żyć marzeniami twardo stąpając po ziemi....

