27.08.2015 07:52:19
21 września 2007, piątek
Smutnawy dzień... Z pościeli – powstań! Bambetle – spakuj! Kierunek – Bratysława!
Potem Zwardoń i już witamy się z gąską.
Nie, nie będziemy płakać – przywieźliśmy wszak tyle wspomnień, i tyle buteleczek z rakijką...
Na jakiś czas nam wystarczy.
***
Zastanówmy się teraz, jak sprawdziła się nam opcja „posezonowa”.
Ścisły sezon kończy się w ostatnich dniach sierpnia, jako że turyści z Europy Północnej mający dzieci w wieku szkolnym tudzież inne obowiązki usuwają się z wolna w cień domowych pieleszy.
Bułgarzy mają jeszcze wprawdzie wakacje do połowy września, ale to już nie jest letnia masówka, przynajmniej na wybrzeżu.
Na kurortowych „listach obecności” przybywa minusów, właściwie robi się coraz smutniej, chociaż na pocieszenie człowiekowi pozostają ceny kwater spadające na łeb i na szyję, oraz kuszące wyprzedaże w handelku ulicznym.
Z innej jednak strony niektóre knajpki są już zamykane, wskutek czego klientela przenosi się do tych pozostałych i ulubione potrawy „wychodzą” szybciej, niżby się człowiek spodziewał.
Kolejną kwestią – nie tylko losową - jest aura.
To prawda, że kilkudniowe załamanie pogody objawiające się silnym wiatrem sztormowym może zdarzyć się zawsze, ale posezonowe wieczory robią się już stanowczo zbyt chłodne.
I z pewnością częściej niż w pełni lata pogoda wygania wczasowiczów z plaży.
Wtedy wąskie uliczki zabytkowych miejscowości i co lepsze knajpki zapełniają się trochę gęściej, niż byśmy chcieli...
Smutnawy dzień... Z pościeli – powstań! Bambetle – spakuj! Kierunek – Bratysława!
Potem Zwardoń i już witamy się z gąską.
Nie, nie będziemy płakać – przywieźliśmy wszak tyle wspomnień, i tyle buteleczek z rakijką...
Na jakiś czas nam wystarczy.
***
Zastanówmy się teraz, jak sprawdziła się nam opcja „posezonowa”.
Ścisły sezon kończy się w ostatnich dniach sierpnia, jako że turyści z Europy Północnej mający dzieci w wieku szkolnym tudzież inne obowiązki usuwają się z wolna w cień domowych pieleszy.
Bułgarzy mają jeszcze wprawdzie wakacje do połowy września, ale to już nie jest letnia masówka, przynajmniej na wybrzeżu.
Na kurortowych „listach obecności” przybywa minusów, właściwie robi się coraz smutniej, chociaż na pocieszenie człowiekowi pozostają ceny kwater spadające na łeb i na szyję, oraz kuszące wyprzedaże w handelku ulicznym.
Z innej jednak strony niektóre knajpki są już zamykane, wskutek czego klientela przenosi się do tych pozostałych i ulubione potrawy „wychodzą” szybciej, niżby się człowiek spodziewał.
Kolejną kwestią – nie tylko losową - jest aura.
To prawda, że kilkudniowe załamanie pogody objawiające się silnym wiatrem sztormowym może zdarzyć się zawsze, ale posezonowe wieczory robią się już stanowczo zbyt chłodne.
I z pewnością częściej niż w pełni lata pogoda wygania wczasowiczów z plaży.
Wtedy wąskie uliczki zabytkowych miejscowości i co lepsze knajpki zapełniają się trochę gęściej, niż byśmy chcieli...
to przyjemne żyć marzeniami twardo stąpając po ziemi....

