28.08.2015 13:07:47
(27.08.2015 20:29:47)dżek napisał(a): No to Jacky, pakuj się a relację wstawiaj na bieżąco!
Póki co ładuję stare dzieje.
Nowe będzie się tworzyć.
Dzisiaj nowy a istotny segment z przygotowań zrealizowany - odbiór i rejestracja "kia rio" po programie demo z sporym upustem.
Nowy agent ubezpieczeniowy umówiony na wykup Vojażera w ostatnim dniu pracy - biuro jego jest vis a vis mojego.
Zatem powracam do wspomnień.
...
27 czerwca 2008
Nasza wyprawa na szlak bałkański rozpoczyna się o 3:20 w nocy.
Trochę zaspany sunę autostradą na Kraków, w Muszynie macham Komarowi (śpi pewnikiem), przejeżdżając kilkanaście metrów od jego chałupy.
Przejście w Leluchowie wymarłe.
Wcześniej na Orlenie za Krakowem wstrętnie skaleczyłem się w ichniej sralni, obsługując drzwi do WC zamykane na metalowy skobel – dla nich wstyd, dla mnie długotrwały ból (jeszcze do tej pory mam bliznę).
Migają kolejne miasta i kraje – słowackie Nowe Mesto, potem madziarski Tokaj (teraz nie degustujemy), Nyíregyháza (teraz się nie moczymy), małe kółeczko w Debreczynie (omijamy jednak termy), kociołkowy gulasz na trasie (palce lizać), dalej Gyula, Arad...
W Gothatea zjeżdżamy z trasy na nocleg.
Gospodarz cazare chce 30 euro za dwójkę, ale staje na 25.
Podpuszczony, stawia nam jeszcze flaszkę domowej, aromatycznej tuicy (czyli śliwowicy), żeby fajnie siedziało się przed domem w towarzystwie kolorowych pelargonii pod fikusem.
Mogę polecić w ciemno ten pensjonat - w ostatnich kilku latach spaliśmy w nim kilkakrotnie...
Ostatni raz w 2012.
Na razie na ten rok nie przewiduję tej trasy ale jest mi znana bardzo dobrze - poza odcinkiem autostrady między Sibiu a Sebes.
to przyjemne żyć marzeniami twardo stąpając po ziemi....

