Wakacje Bulgaricusa – Bułgaria 2015
Trzy dni,
tutaj jechaliśmy.
Nocleg na Węgrzech,
mieć musieliśmy.
Potem w Kisvardzie,
szpitala szukałem.
Gdyż całe auto,
zrzygane miałem.
Pan doktor zbadał,
moje maleństwo.
Uznał, że dalsza jazda,
to jest szaleństwo.
Ja jednak mocno,
się upierałem.
No i córeczkę,
stamtąd zabrałem.
Do Kluj Napoki,
dojechaliśmy.
I znowu auto,
zrzygane mieliśmy.
W aptece w Romkach,
w końcu kupiłem.
Lekarstwo które,
jej zaleciłem.
No i już nocka,
się mocno zbliżała.
Moja rodzinka,
położyć się chciała.
Córcia zmęczona,
tak mocno była.
Że w samochodzie,
mi już usnęła.
Szybko pensjonat
znaleźć musiałem.
Za nocleg w euro
zapłacić chciałem.
Niestety płacić
w euro nie można.
Karty też przyjąć,
nie chciał
ów gość nam.
Z nerwów kupiłem,
sobie Ursusa.
no i poszukać bankomat,
żem musiał.
Potem przez Transfogarską,
sobie jechałem.
Bo źle nawigację,
ustawić musiałem.
Córka mi znowu,
wymiotowała.
Żona z nerwów,
torsji dostała.
Serki, kiełbaski,
sobie kupiłem.
Przez dalszą drogę,
się nimi cieszyłem.
Przejście z Bułgarią
w Ruse mijałem.
Jedną godzinkę,
tutaj odstałem.
W Kamchiji Peter,
już na mnie czekał.
Nocleg mi szybko,
chłopak zaklepał.
Zagórką także,
mnie poczęstował.
No i rakiję,
dla mnie zachował.
Na drugi dzionek,
się spotkaliśmy.
No i zagórkę,
wspólnie piliśmy.
Zdjęcie także z
nim sobie zrobiłem.
No i na forum,
do wątku wrzuciłem.
Peter pojechał,
sam tu zostałem.
Z córeczką moją,
kąpać się chciałem.
Niestety biedna,
zachorowała.
I całą nockę,
mocno kaszlała.
Temperatura także,
wysoka była.
I całą noc się,
biedna męczyła.
Z rana pogotowie,
po nią przyjechało.
I do szpitala,
do Warny zabrało.
Tam krew jej pobrali,
zdjęcie zrobili i
zapalenie oskrzeli,
stwierdzili.
Kroplówek kilka,
jej podłączyli.
No i na nockę,
ją zostawili.
Ja ze szpitala,
taksówką wracałem.
Ponieważ swego pojazdu,
nie miałem.
Pięćdziesiąt lewa,
mu zapłaciłem.
I do hotelu,
w godzinę wróciłem.
Na drugi dzionek,
autem jechałem.
No i wieczorem,
ją stamtąd zabrałem.
No i na koniec,
morał króciutki.
Zażyję leki,
będę zdrowiutki.
Najpierw córka
mi chorowała.
Do szpitala pojechała.
Dwa dni biedna,
tam spędziła.
Czym tatusia,
zasmuciła.
Ja się od niej,
zaraziłem.
Mocno w nocy,
się pociłem.
Do lekarza,
pojechałem.
Antybiotyk,
już dostałem.
Teraz Peter,
mi doradza.
Pij rakiję,
to pomaga.
Peter powiada mi,
pij rakiję.
Kto jej nie pije,
ten krótko żyje.
Zobaczymy mój drogi Piotrze,
czy jak ją zażyję
poczuję
się dobrze.
Teraz już kończę,
moje wywody.
Idę na basen,
zamoczyć nogi.
Napiję się również,
domasznej rakiji.
By nie chorować
w tej Bułgaryji.
tutaj jechaliśmy.
Nocleg na Węgrzech,
mieć musieliśmy.
Potem w Kisvardzie,
szpitala szukałem.
Gdyż całe auto,
zrzygane miałem.
Pan doktor zbadał,
moje maleństwo.
Uznał, że dalsza jazda,
to jest szaleństwo.
Ja jednak mocno,
się upierałem.
No i córeczkę,
stamtąd zabrałem.
Do Kluj Napoki,
dojechaliśmy.
I znowu auto,
zrzygane mieliśmy.
W aptece w Romkach,
w końcu kupiłem.
Lekarstwo które,
jej zaleciłem.
No i już nocka,
się mocno zbliżała.
Moja rodzinka,
położyć się chciała.
Córcia zmęczona,
tak mocno była.
Że w samochodzie,
mi już usnęła.
Szybko pensjonat
znaleźć musiałem.
Za nocleg w euro
zapłacić chciałem.
Niestety płacić
w euro nie można.
Karty też przyjąć,
nie chciał
ów gość nam.
Z nerwów kupiłem,
sobie Ursusa.
no i poszukać bankomat,
żem musiał.
Potem przez Transfogarską,
sobie jechałem.
Bo źle nawigację,
ustawić musiałem.
Córka mi znowu,
wymiotowała.
Żona z nerwów,
torsji dostała.
Serki, kiełbaski,
sobie kupiłem.
Przez dalszą drogę,
się nimi cieszyłem.
Przejście z Bułgarią
w Ruse mijałem.
Jedną godzinkę,
tutaj odstałem.
W Kamchiji Peter,
już na mnie czekał.
Nocleg mi szybko,
chłopak zaklepał.
Zagórką także,
mnie poczęstował.
No i rakiję,
dla mnie zachował.
Na drugi dzionek,
się spotkaliśmy.
No i zagórkę,
wspólnie piliśmy.
Zdjęcie także z
nim sobie zrobiłem.
No i na forum,
do wątku wrzuciłem.
Peter pojechał,
sam tu zostałem.
Z córeczką moją,
kąpać się chciałem.
Niestety biedna,
zachorowała.
I całą nockę,
mocno kaszlała.
Temperatura także,
wysoka była.
I całą noc się,
biedna męczyła.
Z rana pogotowie,
po nią przyjechało.
I do szpitala,
do Warny zabrało.
Tam krew jej pobrali,
zdjęcie zrobili i
zapalenie oskrzeli,
stwierdzili.
Kroplówek kilka,
jej podłączyli.
No i na nockę,
ją zostawili.
Ja ze szpitala,
taksówką wracałem.
Ponieważ swego pojazdu,
nie miałem.
Pięćdziesiąt lewa,
mu zapłaciłem.
I do hotelu,
w godzinę wróciłem.
Na drugi dzionek,
autem jechałem.
No i wieczorem,
ją stamtąd zabrałem.
No i na koniec,
morał króciutki.
Zażyję leki,
będę zdrowiutki.
Najpierw córka
mi chorowała.
Do szpitala pojechała.
Dwa dni biedna,
tam spędziła.
Czym tatusia,
zasmuciła.
Ja się od niej,
zaraziłem.
Mocno w nocy,
się pociłem.
Do lekarza,
pojechałem.
Antybiotyk,
już dostałem.
Teraz Peter,
mi doradza.
Pij rakiję,
to pomaga.
Peter powiada mi,
pij rakiję.
Kto jej nie pije,
ten krótko żyje.
Zobaczymy mój drogi Piotrze,
czy jak ją zażyję
poczuję
się dobrze.
Teraz już kończę,
moje wywody.
Idę na basen,
zamoczyć nogi.
Napiję się również,
domasznej rakiji.
By nie chorować
w tej Bułgaryji.
Bulgaricus

