14.09.2015 11:28:18
Dla urozmaicenia urządzamy sobie wypad na jeden dzień do Sinemorca.
Tak się składa, że w terminie naszego pobytu nad Morzem Czarnym wałkoni się tam moja serdeczna przyjaciółka Joasia.
To śmieszne, bo z Joasią znamy się już parę ładnych latek, ale jak do tej pory jedynie przez internet i ździebko telefonicznie...
To chyba znak dzisiejszych czasów.
Dla Joasi Bułgaria jest jakby drugim krajem ojczystym.
Gdy tylko dowiedziałem się, że będzie wypoczywać w Sinemorcu, wplotłem w nasz gry plan wypad do tego miasteczka (także po to, żeby zweryfikować swoją o nim opinię, żeby zobaczyć, co w ostatnich latach tam się zmieniło).
Pierwsze wrażenie - znacznie poszerzono drogę dojazdową od Achtopolu, już nie trzeba się obawiać o utratę lusterek.
Aczkolwiek podczas manewru wymijania lepiej zjechać na pobocze...
W chwilę po przyjeździe, przywitaniu i rozłożeniu leżaków na plaży "pod skałami", jak nazwała to Joasia, chmurzy się i po prostu przegania nas. Znaczy się - przegania nas pogoda a nie Joasia
Pakujemy się w try miga i korzystamy z zaproszenia Joasi na kawę w jej apartamencie.
Ledwie łyknęliśmy tego czarnego napoju, znów wychodzi słońce, więc korzystamy z kolejnego zaproszenia do kąpieli w basenie apartamentowym.
W ciepłej i czystej, prawie że krystalicznej wodzie jest bajecznie... skąd na takiej prowincji apartamenty na tak wysokim poziomie?
Joasia korzysta z nich na zasadzie grzecznościowej, po znajomości, ale zasadniczo nie dowiadujemy się niczego konkretnego o postaci wynajmu.
Wracamy na plażę, niestety delektowanie się jej pięknem tak mocno kiedyś zadenuncjowanym przez forumowicza o nicku "Niezawodny" zafascynowanym ( na starym bulgaricusie ) Sinemorcem zmącone jest wybudowanym ( w tle widocznym ) potężnym hotelem znanej marki...
Tak się składa, że w terminie naszego pobytu nad Morzem Czarnym wałkoni się tam moja serdeczna przyjaciółka Joasia.
To śmieszne, bo z Joasią znamy się już parę ładnych latek, ale jak do tej pory jedynie przez internet i ździebko telefonicznie...
To chyba znak dzisiejszych czasów.
Dla Joasi Bułgaria jest jakby drugim krajem ojczystym.
Gdy tylko dowiedziałem się, że będzie wypoczywać w Sinemorcu, wplotłem w nasz gry plan wypad do tego miasteczka (także po to, żeby zweryfikować swoją o nim opinię, żeby zobaczyć, co w ostatnich latach tam się zmieniło).
Pierwsze wrażenie - znacznie poszerzono drogę dojazdową od Achtopolu, już nie trzeba się obawiać o utratę lusterek.
Aczkolwiek podczas manewru wymijania lepiej zjechać na pobocze...
W chwilę po przyjeździe, przywitaniu i rozłożeniu leżaków na plaży "pod skałami", jak nazwała to Joasia, chmurzy się i po prostu przegania nas. Znaczy się - przegania nas pogoda a nie Joasia
Pakujemy się w try miga i korzystamy z zaproszenia Joasi na kawę w jej apartamencie.
Ledwie łyknęliśmy tego czarnego napoju, znów wychodzi słońce, więc korzystamy z kolejnego zaproszenia do kąpieli w basenie apartamentowym.
W ciepłej i czystej, prawie że krystalicznej wodzie jest bajecznie... skąd na takiej prowincji apartamenty na tak wysokim poziomie?
Joasia korzysta z nich na zasadzie grzecznościowej, po znajomości, ale zasadniczo nie dowiadujemy się niczego konkretnego o postaci wynajmu.
Wracamy na plażę, niestety delektowanie się jej pięknem tak mocno kiedyś zadenuncjowanym przez forumowicza o nicku "Niezawodny" zafascynowanym ( na starym bulgaricusie ) Sinemorcem zmącone jest wybudowanym ( w tle widocznym ) potężnym hotelem znanej marki...
to przyjemne żyć marzeniami twardo stąpając po ziemi....

