Harkány.
Czujemy ogromną sympatię do tego miasteczka. Pierwszy raz byliśmy tam 18 lat temu, ostatni raz łońskiego roku...
Rankiem (znaczy się przed południem, bośmy nieźle zaspali po konsumpcji winka w Villánach), zaliczamy tutejsze fűrdő po raz kolejny.
(Niechaj nikogo nie zwodzi słaba frekwencja przed wejściem!)
Jest nadzwyczaj upalnie, wszyscy zainteresowani już się moczą, dołączamy się z niekłamaną przyjemnością.
Wieczorem udajemy się na tradycyjny przegląd „harkáńskich” knajpek, w których wymieniamy więcej aniżeli serdeczne życzenia z szefami kuchni.
Nasz „harkáński” domek zastajemy tym razem rozświetlony, w znakomitej formie.
W dalszej, powrotnej drodze, projektujemy sobie Bułgarię na kolejny wyjazd.
Pierwsza wersja przewiduje przełom czerwca i lipca.
Pomimo wstępnie negatywnej oceny, ten termin chyba stał się naszą tradycją.
Nie ma wprawdzie jeszcze owoców, ale zastępują je inne produkty, rzecz jasna importowane.
Jest już wystarczająco ciepło - i na trasie, i na miejscu pobytu.
Owszem, co poniektórzy straszą zwyżką cen, ale niedoczekanie ich, przy stosownej inflacji w Polsce Bułgaria jeszcze długo pozostanie atrakcyjna...
Na rynkach zwanych światowymi finansjerskie przewałki, ale my nieświatowi, nam, Wiślanom, mieszkającym na "zielonej wyspie" zawierucha finansowa - jak Naczelny Tuskolud powiada - nie zagraża, więc zbierajmy się powoli na Bułgarskie Byczkowanie 20.. ileś tam.
W tym miejscu pozwolę sobie jeszcze na sformułowanie tezy, że gdyby Bułgarzy spróbowali podnieść ceny, to kompletnie stracą klientelę.
Potwierdziły to nasze kolejne wojaże, wypad do TR jest droższy o koszt paliwa.
Pozostałe składniki kosztowe od noclegów po żarełko już podobne, za wyjątkiem napoi rozweselających.
Ale to już inna bajka którą opisuję na innej "tapecie".
Czujemy ogromną sympatię do tego miasteczka. Pierwszy raz byliśmy tam 18 lat temu, ostatni raz łońskiego roku...
Rankiem (znaczy się przed południem, bośmy nieźle zaspali po konsumpcji winka w Villánach), zaliczamy tutejsze fűrdő po raz kolejny.
(Niechaj nikogo nie zwodzi słaba frekwencja przed wejściem!)
Jest nadzwyczaj upalnie, wszyscy zainteresowani już się moczą, dołączamy się z niekłamaną przyjemnością.
Wieczorem udajemy się na tradycyjny przegląd „harkáńskich” knajpek, w których wymieniamy więcej aniżeli serdeczne życzenia z szefami kuchni.
Nasz „harkáński” domek zastajemy tym razem rozświetlony, w znakomitej formie.
W dalszej, powrotnej drodze, projektujemy sobie Bułgarię na kolejny wyjazd.
Pierwsza wersja przewiduje przełom czerwca i lipca.
Pomimo wstępnie negatywnej oceny, ten termin chyba stał się naszą tradycją.
Nie ma wprawdzie jeszcze owoców, ale zastępują je inne produkty, rzecz jasna importowane.
Jest już wystarczająco ciepło - i na trasie, i na miejscu pobytu.
Owszem, co poniektórzy straszą zwyżką cen, ale niedoczekanie ich, przy stosownej inflacji w Polsce Bułgaria jeszcze długo pozostanie atrakcyjna...
Na rynkach zwanych światowymi finansjerskie przewałki, ale my nieświatowi, nam, Wiślanom, mieszkającym na "zielonej wyspie" zawierucha finansowa - jak Naczelny Tuskolud powiada - nie zagraża, więc zbierajmy się powoli na Bułgarskie Byczkowanie 20.. ileś tam.
W tym miejscu pozwolę sobie jeszcze na sformułowanie tezy, że gdyby Bułgarzy spróbowali podnieść ceny, to kompletnie stracą klientelę.
Potwierdziły to nasze kolejne wojaże, wypad do TR jest droższy o koszt paliwa.
Pozostałe składniki kosztowe od noclegów po żarełko już podobne, za wyjątkiem napoi rozweselających.
Ale to już inna bajka którą opisuję na innej "tapecie".
to przyjemne żyć marzeniami twardo stąpając po ziemi....

