22.05.2015 22:36:52
25 maja 2006, piątek
O 5:40 rano startujemy z Dąbrowy Górniczej.
W Przemyślu zjeżdżam na targowisko i kupuję 185 hrywien.
Na granicy w Medyce meldujemy się o 11:40. Pojawia się tu umówiony z nami na przelotne spotkanie forumowicz Rysiek, wymieniamy się dobrami materialnymi - ja daję mu kompakt z bułgarską czałgą, on podaje mi torebkę z drożdżówkami.
Ustawiamy się w kolejce dla obywateli Unii. W kolejce obok tłok, Ukraińcy wracają z zakupami, niektórzy mają po dwie lodówki na bagażniku dachowym, ja bym się tak bał.
Z naprzeciwka ciągnie sporo autobusów z pielgrzymami na spotkanie z Papieżem Benedyktem.
Tak, to był czas I-szej i ostatniej - jak do tej pory pielgrzymki BXVI do naszego kraju.
I nareszcie - wysiadać, pobierać karty tranzytowe, wypisywać... jakieś pierońsko małe te bukwy, ledwo odczytuję, ale wypisuję, oddaję. Stoimy – a czas leci. Ukraińcy wpuszczają nas łaskawie na swoje terytorium o 14:00.
W Mostiskach czeka pierwsze nieoznakowane skrzyżowanie. Ale spokojnie, zabraliśmy ze sobą na łebka ukraińskiego szeregowego pogranicznika, więc nie przegapimy odjazdu. Mamy jechać w prawo, na Sambor – tak mnie poinstruował Rysiek z Przemyśla.
Dziur w drodze nie brakuje, dałoby się nimi obdzielić jeszcze jedno takie państwo jak Ukraina.
Prędkość, o czym tu pisać, jedynka, co najwyżej dwójka... makabra.
Rezygnuję z wjazdu do leżącego u podnóża Gorganów Truskawca.
Jest to uznany ośrodek sanatoryjny ze zdrojem mineralnym, a my, jako mieszkańcy Śląska, lubimy minerały, więc chcieliśmy rzucić okiem, by ocenić ukraińskie ( drzewiej polskie ) uzdrowisko. A miałem przygotowanych sporo materiałów.
Myślałem sobie, że to jakby nasza Krynica ale sprzed wielu lat. Cóż - chęci trzeba było odłożyć w czasie.
Po drodze nabywam w sklepiku (takim ukraińskim sprywatyzowanym GS-ie) butelczynę pieprzówki i lokalne piwo.
Wieczorem widzę przy drodze zajazd „Lisova Kazka”.
Idę, oglądam, negocjuję cenę z 20 na 18 euro za elegancką dwójkę.
Autko wjeżdża na wewnętrzne podwórko na noc zamykane na kłódkę. Robimy sobie kolację z domowych wiktuałów, oglądamy telewizję, no i spać.
Zakupione napoje wyskokowe pozwalają mi wyluzować się po stresującej jeździe.
to przyjemne żyć marzeniami twardo stąpając po ziemi....

