23.05.2015 19:37:06
odcinek ósmy...
27 maja 2006, sobota
Leniwa pobudka, śniadanko, kawusia, napełnianie dwóch termosów (kawa i herbata) - do naszego standardowego wyposażenia należy czajnik elektryczny.
Wyjazd o 7:00, pierońsko zimno (temperatura 7 stopni), no i pada deszcz...
W mijanej wsi za pozostałe hrywienki dokupuję chleb i wodę mineralną - zatem pozbywam się inteligentnie ukraińskiej waluty. Nawiasem mówiąc, zaopatrzenie tego prowincjonalnego sklepiku przypomina naszą "Żabkę", są nawet oliwki hiszpańskie.
Jedziemy przez Czerniowce, przekraczamy rzekę Prut - oj, ciągnie się to miasteczko, faktycznie, nieźle trzymają się tam przedwojenne polskie bruki i historyczne kamieniczki, ale leje i zimno, gdzie mi tam we łbie się zatrzymywać. Zresztą nawet gapić się przez okno nie powinienem, trzeba wachować marszrutę, coby się nie zgubić.
Na przejściu granicznym Tereblewe-Siret Rumuni koszą słone opłaty. Chwała Ci, Panie, żeś mnie natchnął, cobym się wcześniej zaopatrzył w leje. Dezynfekcja - 23 nowe leje. Chyba oszaleli? „Ekologia” - 35 lei. Brak słów, nawet nie chcę myśleć, czy tak samo koszą na innych granicach.
Trochę później nabyłem wiedzę, że owa eko-taksa była naliczana tylko przy wjeździe do Romkowa z krainy nieunijnej. Jeszcze później i tam została zniesiona.
Przykro mi bardzo, ale nie miałem wtedy żadnego fotoaparatu ( poza owym analogowym ) więc fotografii nie będzie.
Natomiast jeszcze później przeglądając kolejne przewodniki zrozumiałem, jakie atrakcje - wspomnienia starych czasów ominąłem. Być może za jakiś czas zmoblilizuję się do extra wojażu na same tylko ziemie ukraińskie ( czytać - drzewiej polskie ).
27 maja 2006, sobota
Leniwa pobudka, śniadanko, kawusia, napełnianie dwóch termosów (kawa i herbata) - do naszego standardowego wyposażenia należy czajnik elektryczny.
Wyjazd o 7:00, pierońsko zimno (temperatura 7 stopni), no i pada deszcz...
W mijanej wsi za pozostałe hrywienki dokupuję chleb i wodę mineralną - zatem pozbywam się inteligentnie ukraińskiej waluty. Nawiasem mówiąc, zaopatrzenie tego prowincjonalnego sklepiku przypomina naszą "Żabkę", są nawet oliwki hiszpańskie.
Jedziemy przez Czerniowce, przekraczamy rzekę Prut - oj, ciągnie się to miasteczko, faktycznie, nieźle trzymają się tam przedwojenne polskie bruki i historyczne kamieniczki, ale leje i zimno, gdzie mi tam we łbie się zatrzymywać. Zresztą nawet gapić się przez okno nie powinienem, trzeba wachować marszrutę, coby się nie zgubić.
Na przejściu granicznym Tereblewe-Siret Rumuni koszą słone opłaty. Chwała Ci, Panie, żeś mnie natchnął, cobym się wcześniej zaopatrzył w leje. Dezynfekcja - 23 nowe leje. Chyba oszaleli? „Ekologia” - 35 lei. Brak słów, nawet nie chcę myśleć, czy tak samo koszą na innych granicach.
Trochę później nabyłem wiedzę, że owa eko-taksa była naliczana tylko przy wjeździe do Romkowa z krainy nieunijnej. Jeszcze później i tam została zniesiona.
Przykro mi bardzo, ale nie miałem wtedy żadnego fotoaparatu ( poza owym analogowym ) więc fotografii nie będzie.
Natomiast jeszcze później przeglądając kolejne przewodniki zrozumiałem, jakie atrakcje - wspomnienia starych czasów ominąłem. Być może za jakiś czas zmoblilizuję się do extra wojażu na same tylko ziemie ukraińskie ( czytać - drzewiej polskie ).
to przyjemne żyć marzeniami twardo stąpając po ziemi....

