Kapitalna sprawa z tym festiwalem, szczególnie strefą zamkniętą, tylko dla ludzi w strojach regionalnych. A z zakazem zapalniczek to już kompletny odlot.
Ale nie sądź, że ludzie z forum nie włóczą się po podobnych miejscach. Duży tekst o Żerawnej zawiesiłem na bulgaricusie pierwszego wcielenia po wizycie tam przed kilku laty, uzupełnił go rok później Marek od Buddyego. (Buddy, zdrowia, nie Ci nie będzie spieszno do kąpieli w niebieskich strumieniach.)
Owszem, wierzę, że dynamika festiwalu ma swoje niezmierne atuty. Ale i Żerawna poza sezonem, szczególnie oglądana w jesienne, słoneczne popołudnie wprowadzić może wędrowców w nastrój błogostanu. Szczególnie polecam chwilę odpoczynku nad wioską, koło starej szkoły widać stamtąd całą dolinę, dachy domów skrywające się w zieleni – ileż spokoju taka chwila dać może.
Nie od rzeczy skierować gości Żerawnej w dwa miejsca: najpierw do cerkwi posiadającej wybitne zbiory ikon a potem do jednej /a jest ich kilka/ knajpek. Choć ja osobiście zapamiętałem smak… wody zaczerpniętej z ujęcia tuż pod cerkwią. Miejsce magiczne, dziękuję, że znów je przywołałeś.
Zwłaszcza, że mam bardzo mieszane uczucia w stosunku do skansenów i quasi-skansenów. Żerawna jest prawdziwa, stoi tam, gdzie stała, niczego nie udaje. Podobnie jest ze starą zabudową Zlatogradu z jego warsztatami.
Natomiast koszmarnym /a jest to jedno z dwóch miejsc tylko, które w Bułgarii wywołują u mnie obrzydzenie, no może trzeci Smolian/ jest skansen Etyr koło Gabrowa. Byłem tam dwukrotnie – raz trafiło mi się w niedzielę i szybko ewakuowałem się spośród rozwrzeszczanych tłumów. Ale rok potem byłem w środku tygodnia i wrażenie jeszcze gorsze. Niby wszystko w porządku: piękna wąska dolinka z rwistym potokiem, ale już na pierwszy rzut oka widać, że domy tu stojące zostały wyrwane ze swoich wiosek i ustawione bez ładu i składu, Jedzie sztucznością na kilometr. Praktycznie wszystkie warsztaty zamknięte na głucho a dobiło mnie u srebrnika. W jego pracowni i na wystawie dominowały /zapewne klasyczne dla ozdób tego regionu przed wiekami/ pierścionki z trupimi czaszkami, także wycyzelowane w plastiku i bransolety z napisem AC/DC. Uwielbiam ten zespół, ale czy był on ulubioną grupą dla dawnych bojarów? Wątpię.
Dlatego podpisuję się pod dobrymi słowami autora o Żerawnej, dokładam Zlatograd, jeżeli szukać miejsc, w których próbuje się odtworzyć niegdysiejszy świat. Ale przed erzatzami w rodzaju Etyru szczerze przestrzegam. Zwłaszcza, że dwa kroki od niego jest wioska Bożeńci. Stara jak świat, taka, jak była przed wiekami. I nie potrafię zrozumieć ludzi gnających stadami do Etyru, sztucznego w każdym calu, gdy do Bożenci prawie nikt nie zagląda. A jest ona prawdziwa, podobnie jak Żerawna.
Ale nie sądź, że ludzie z forum nie włóczą się po podobnych miejscach. Duży tekst o Żerawnej zawiesiłem na bulgaricusie pierwszego wcielenia po wizycie tam przed kilku laty, uzupełnił go rok później Marek od Buddyego. (Buddy, zdrowia, nie Ci nie będzie spieszno do kąpieli w niebieskich strumieniach.)
Owszem, wierzę, że dynamika festiwalu ma swoje niezmierne atuty. Ale i Żerawna poza sezonem, szczególnie oglądana w jesienne, słoneczne popołudnie wprowadzić może wędrowców w nastrój błogostanu. Szczególnie polecam chwilę odpoczynku nad wioską, koło starej szkoły widać stamtąd całą dolinę, dachy domów skrywające się w zieleni – ileż spokoju taka chwila dać może.
Nie od rzeczy skierować gości Żerawnej w dwa miejsca: najpierw do cerkwi posiadającej wybitne zbiory ikon a potem do jednej /a jest ich kilka/ knajpek. Choć ja osobiście zapamiętałem smak… wody zaczerpniętej z ujęcia tuż pod cerkwią. Miejsce magiczne, dziękuję, że znów je przywołałeś.
Zwłaszcza, że mam bardzo mieszane uczucia w stosunku do skansenów i quasi-skansenów. Żerawna jest prawdziwa, stoi tam, gdzie stała, niczego nie udaje. Podobnie jest ze starą zabudową Zlatogradu z jego warsztatami.
Natomiast koszmarnym /a jest to jedno z dwóch miejsc tylko, które w Bułgarii wywołują u mnie obrzydzenie, no może trzeci Smolian/ jest skansen Etyr koło Gabrowa. Byłem tam dwukrotnie – raz trafiło mi się w niedzielę i szybko ewakuowałem się spośród rozwrzeszczanych tłumów. Ale rok potem byłem w środku tygodnia i wrażenie jeszcze gorsze. Niby wszystko w porządku: piękna wąska dolinka z rwistym potokiem, ale już na pierwszy rzut oka widać, że domy tu stojące zostały wyrwane ze swoich wiosek i ustawione bez ładu i składu, Jedzie sztucznością na kilometr. Praktycznie wszystkie warsztaty zamknięte na głucho a dobiło mnie u srebrnika. W jego pracowni i na wystawie dominowały /zapewne klasyczne dla ozdób tego regionu przed wiekami/ pierścionki z trupimi czaszkami, także wycyzelowane w plastiku i bransolety z napisem AC/DC. Uwielbiam ten zespół, ale czy był on ulubioną grupą dla dawnych bojarów? Wątpię.
Dlatego podpisuję się pod dobrymi słowami autora o Żerawnej, dokładam Zlatograd, jeżeli szukać miejsc, w których próbuje się odtworzyć niegdysiejszy świat. Ale przed erzatzami w rodzaju Etyru szczerze przestrzegam. Zwłaszcza, że dwa kroki od niego jest wioska Bożeńci. Stara jak świat, taka, jak była przed wiekami. I nie potrafię zrozumieć ludzi gnających stadami do Etyru, sztucznego w każdym calu, gdy do Bożenci prawie nikt nie zagląda. A jest ona prawdziwa, podobnie jak Żerawna.

