22.02.2016 21:22:42
Grosspold widziany wspomnieniami z USA...
...
o tym za moment...
póki co kolejna fotka z Grosspold, czyli Apoldu de Sus...
![[Obrazek: 2uyt7xu.jpg]](http://i40.tinypic.com/2uyt7xu.jpg)
wiele budynków - choć widziałem je tylko z odnowionymi fasadami i nie wiem, w jakim stopniu odnowione zostały ściany zewnętrzne w podwórcach...
tak samo nie wiem, w jakim stopniu zostały odnowione i zmodernizowane wnętrza...
a teraz, to znaczy dzisiaj, wczesnym wieczorkiem wygooglałem sobie podając tym razem dla odmiany hasło "Grosspold Romania" bardzo interesujący blog...
i choć zasadniczo nie jestem czytelnikiem blogów poza kilkoma sztandarowymi, lecz z dziedziny politycznej...
to tym razem przez ponad dwie godziny pochłonęła mnie lektura ...
http://familyarchaeologist.blogspot.com/...results=13
blogerki Lindy Gartz, rodzinnej "archeolog" zamieszkującej co prawda w USA, lecz która została zainspirowana swoimi korzeniami rodzinnymi sięgającymi właśnie Grosspold...
![[Obrazek: 33mlrtj.jpg]](http://i39.tinypic.com/33mlrtj.jpg)
i poczułem się trochę, jakbym za jej plecami chodząc szukał domostwa, kiedyś gniazda rodzinnego swojego pradziada, bo dziadek z babcią udali się tuż przed pierwszą wojną światową do Ameryki...
jakże losy jej dziadków a później jej rodziców zbieżne są z losami naszych krajan też emigrujących za chlebem za Wielką Wodę...
w owym blogu jest bardzo ciekawych historii z wspomnień rodzinnych ilustrowanych starymi fotografiami ale też i współcześniejszych, opartym na przeżyciach jej rodziców...
kto by to pomyślał, że wędrując uliczkami malej transsylwańskiej uliczki - patrząc na gołe mury - wywołam ( z sieci ) tyle ciekawych informacji...
nota bene - też mam już jakieś poczucie sięgnięcia do własnych korzeni rodzinnych, może to już objaw starości, która nadeszła tak "niespodziewanie"...
a na pewno jest i będzie jeszcze silniejszą motywacją do spacerów po takich starych miasteczkach...
cuś w nich jest, nie tylko duch przeszłości...
...
o tym za moment...
póki co kolejna fotka z Grosspold, czyli Apoldu de Sus...
![[Obrazek: 2uyt7xu.jpg]](http://i40.tinypic.com/2uyt7xu.jpg)
wiele budynków - choć widziałem je tylko z odnowionymi fasadami i nie wiem, w jakim stopniu odnowione zostały ściany zewnętrzne w podwórcach...
tak samo nie wiem, w jakim stopniu zostały odnowione i zmodernizowane wnętrza...
a teraz, to znaczy dzisiaj, wczesnym wieczorkiem wygooglałem sobie podając tym razem dla odmiany hasło "Grosspold Romania" bardzo interesujący blog...
i choć zasadniczo nie jestem czytelnikiem blogów poza kilkoma sztandarowymi, lecz z dziedziny politycznej...
to tym razem przez ponad dwie godziny pochłonęła mnie lektura ...
http://familyarchaeologist.blogspot.com/...results=13
blogerki Lindy Gartz, rodzinnej "archeolog" zamieszkującej co prawda w USA, lecz która została zainspirowana swoimi korzeniami rodzinnymi sięgającymi właśnie Grosspold...
![[Obrazek: 33mlrtj.jpg]](http://i39.tinypic.com/33mlrtj.jpg)
i poczułem się trochę, jakbym za jej plecami chodząc szukał domostwa, kiedyś gniazda rodzinnego swojego pradziada, bo dziadek z babcią udali się tuż przed pierwszą wojną światową do Ameryki...
jakże losy jej dziadków a później jej rodziców zbieżne są z losami naszych krajan też emigrujących za chlebem za Wielką Wodę...
w owym blogu jest bardzo ciekawych historii z wspomnień rodzinnych ilustrowanych starymi fotografiami ale też i współcześniejszych, opartym na przeżyciach jej rodziców...
kto by to pomyślał, że wędrując uliczkami malej transsylwańskiej uliczki - patrząc na gołe mury - wywołam ( z sieci ) tyle ciekawych informacji...
nota bene - też mam już jakieś poczucie sięgnięcia do własnych korzeni rodzinnych, może to już objaw starości, która nadeszła tak "niespodziewanie"...
a na pewno jest i będzie jeszcze silniejszą motywacją do spacerów po takich starych miasteczkach...
cuś w nich jest, nie tylko duch przeszłości...
to przyjemne żyć marzeniami twardo stąpając po ziemi....

