26.05.2015 21:35:46
odcinek jedenasty...
28 maja 2006, niedziela
Śniadanko i rzut oka na termometr – jest 15 stopni. Przed 10:00 jesteśmy na granicy w Vama Veche.
Chociaż właśnie wyjeżdżamy z kraju, Rumuni każą płacić 10 lei taksy ekologicznej i sprawdzają, czy mam rowinietę!
Po bułgarskiej stronie, w Durankułak, znowu opłaty.
Dezynfekcja 2 euro - co jest, miało jej już nie być w Bułgarii! Za bułgarską winietę płacę 9 euro i podaję czas 10 dni. Wkurzające jest, że ja chcę płacić w lewach, a te pierony mówią, że pokwitowanie wystawiane jest już teraz w euro, więc jak chcę, to mi mogą euro przeliczyć na lewa. Nooo... taki głupi, żeby dwa razy dać się skasować na nożyce kursowe, to ja nie jestem! Ale cóż mogę zdziałać... reklamacje w rządzie, tyle że ministerstwo dzisiaj nieczynne.
Po opuszczeniu pogranpunktu zaglądamy do wsi letniskowej Krapec.
Podjeżdżamy do znajomych Goszo i Danczeto Żurnałowych (i Georgi i Jordanka ) mojej przyjaciółki Joasi, którzy prowadzą sklepik i niewielki bar.
Ów sklepik i bar godny polecenia, skromnie a też i odowiednio cenowo.
Żarełko smakowite.
Prawie na prawach monopolu, konkurencji nie jest za wiele.
Natomiast jak oglądamy ich domek z pokojami do wynajęcia, pytamy tak sobie o cenę...
Trochę mina spada.
No cóż, 22 lewa za dzień na takim zadupiu to chyba przesada, albo też cena zaporowa, bo warunki lokalowe co najmniej dyskusyjne.
Gospodarze mówią, że do morza blisko, ale nie weryfikujemy, żegnamy się i jedziemy dalej. Dopiero z opóźnieniem otrzymuję grzecznościowo od Joanny fotografię plaży w Krapcu.
Od "centrum" Krapca jest ca 2 km - dojechać trzeba - ale taka swoboda miejsca daje sporo do myślenia.
Fotografia jest jednak wykonana w sierpniu a więc miesiącu mocno "zagęszczonym" przez miejscowych.
Więc jeśli ktoś lubi ciszę, relaks i brak "kuracjuszy" - wioska godna polecenia.
W baku mam już od dawna rezerwę paliwa, ale zatankuję dopiero pod Bałczikiem, znam tam od dwóch lat jedno miejsce.
Gut tanksztela, można płacić kartą.
To pierwsza nowoczesna stacja od pogranpunktu.
28 maja 2006, niedziela
Śniadanko i rzut oka na termometr – jest 15 stopni. Przed 10:00 jesteśmy na granicy w Vama Veche.
Chociaż właśnie wyjeżdżamy z kraju, Rumuni każą płacić 10 lei taksy ekologicznej i sprawdzają, czy mam rowinietę!
Po bułgarskiej stronie, w Durankułak, znowu opłaty.
Dezynfekcja 2 euro - co jest, miało jej już nie być w Bułgarii! Za bułgarską winietę płacę 9 euro i podaję czas 10 dni. Wkurzające jest, że ja chcę płacić w lewach, a te pierony mówią, że pokwitowanie wystawiane jest już teraz w euro, więc jak chcę, to mi mogą euro przeliczyć na lewa. Nooo... taki głupi, żeby dwa razy dać się skasować na nożyce kursowe, to ja nie jestem! Ale cóż mogę zdziałać... reklamacje w rządzie, tyle że ministerstwo dzisiaj nieczynne.
Po opuszczeniu pogranpunktu zaglądamy do wsi letniskowej Krapec.
Podjeżdżamy do znajomych Goszo i Danczeto Żurnałowych (i Georgi i Jordanka ) mojej przyjaciółki Joasi, którzy prowadzą sklepik i niewielki bar.
Ów sklepik i bar godny polecenia, skromnie a też i odowiednio cenowo.
Żarełko smakowite.
Prawie na prawach monopolu, konkurencji nie jest za wiele.
Natomiast jak oglądamy ich domek z pokojami do wynajęcia, pytamy tak sobie o cenę...
Trochę mina spada.
No cóż, 22 lewa za dzień na takim zadupiu to chyba przesada, albo też cena zaporowa, bo warunki lokalowe co najmniej dyskusyjne.
Gospodarze mówią, że do morza blisko, ale nie weryfikujemy, żegnamy się i jedziemy dalej. Dopiero z opóźnieniem otrzymuję grzecznościowo od Joanny fotografię plaży w Krapcu.
Od "centrum" Krapca jest ca 2 km - dojechać trzeba - ale taka swoboda miejsca daje sporo do myślenia.
Fotografia jest jednak wykonana w sierpniu a więc miesiącu mocno "zagęszczonym" przez miejscowych.
Więc jeśli ktoś lubi ciszę, relaks i brak "kuracjuszy" - wioska godna polecenia.
W baku mam już od dawna rezerwę paliwa, ale zatankuję dopiero pod Bałczikiem, znam tam od dwóch lat jedno miejsce.
Gut tanksztela, można płacić kartą.
To pierwsza nowoczesna stacja od pogranpunktu.
to przyjemne żyć marzeniami twardo stąpając po ziemi....

