(30.05.2015 01:27:12)wkrak napisał(a): To ja się przyznam, że niejaki "jacky" był moją inspiracją bałkańską. Od 2010 jeździmy w tym kierunku 3-5 dni w jedną stronę, później półtora tygodnia na miejscu i na powrót do domu znowu parę dni. Dzięki temu można sporo pozwiedzać na kierunku rumuńskim, a nawet bułgarskim, jeżeli pojedziemy na Vidin.dzięki za pamięć...
A teraz trzeba będzie sobie odświeżyć jacky'ego wspomnienia!
cóż, dzienniki pokładowe pozostały, wystarczyło je zmodernizować i zilustrować...
właśnie tym roku mam przymiarkę tranzytować nowym wiaduktem przez Calafat / Vidin - ale dopiero we wrześniu :-)
odcinek piętnasty...
Rakija... och, to osobny temat. Rakija pasuje nie tylko do szopskiej, oczywiście. Nie skłamię, jeżeli powiem, że jest trunkiem wszechstronnym, znakomicie sprawdzającym się w towarzystwie dań ciepłych i zimnych, mięsnych i wegetariańskich, a nawet owocowych. Sama w sobie (na zimno alebo mniej tradycyjnie - na gorąco, z ziółkami, jak nasz grzaniec) też doskonale się komponuje z różnymi nastrojami duszy ludzkiej.
Każdy szanujący się Bułgar produkuje ów narodowy trunek w domowych pieleszach. Domaszną rakiję przechowuje się w wielkich, szklanych butlach oplecionych trzciną, zwanych damadżanami, najczęściej w garażu. Naród bułgarski pija najczęściej rakiję z winogron (grozdową), śliwek (sliwową), moreli (kajsijewą) lub różnych owoców mieszanych (płodową).
Z takich, na przykład, 100 kilogramów dobrze dojrzałych śliwek można wyprodukować 10 litrów złocistego napoju. Rzecz jest prosta: owoce należy umieścić w beczce i czekać, aż sfermentują, mieszając od czasu do czasu. Zakończenie fermentacji poznaje się po utworzonej na powierzchni owocowej masy skorupie. W tym momencie zacier owocowy można już destylować.
Dobra rakija powinna być przedestylowana dwukrotnie. Czasem Bułgarzy chwalą się, że rakija była obok szkockiej whisky ulubionym napojem samego Churchilla. [i]Na zdrawe!
No właśnie. Dni mijają, butelki pękają jedna za drugą, kończymy ukraińską pieprzówkę, potem whisky koziołek, i wreszcie rakiję - sklepową, a i gospodarz stawia domaszną.
Żyć, nie umierać! Wypoczywamy na całego. Codzienny ceremoniał po śniadanku - kawcia, do kawci prasa i baniczki (niestety, tylko raz, bo jeszcze się przed sezonem nie wprawili w masowy wypiek, więc zakąszamy pieczywkiem z domasznim medem).
Choć produkt "domowy" w przeważających przypadkach oceniany jest najwyżej, to w marketach spotykane trunki też potrafią być markowe...
A oto paleta rakijek uwieczniona na półce marketu w Łozeńcu.
[/i]
to przyjemne żyć marzeniami twardo stąpając po ziemi....

