06.06.2015 18:42:13
Regularnie okradałem obzorski bankomat – wówczas przed laty jedyny w okolicy. Doświadczenie uczy mnie, że lepiej pobierać kasiorka w czasie pracy banku, bo jakby co, to jest gdzie pogonić z reklamacją. Tuż przed wyjazdem z Obzoru zdarzyło się któregoś razu chwilowe zawieszenie systemu bankowego (chyba internet wtedy padł), ale poszliśmy sobie na plażę i po 3 godzinach było po krzyku. I jeszcze jedno: nigdy nie płacę z góry!
Znów posługuję się zdjęciami wykonanymi rok później.
Taki jest rzut wieczorny na panoramę Obzoru widzianą z sąsiedniego miasteczka - Białej.
Zajrzeliśmy i tam, wrażenia powalającego na kolana na nas nie zrobiło.
Ale dobrze przejechać się po okolicy, ma się wtedy skalę porównawczą.
Babcia Vasylka u której mieszkaliśmy powiadała, że w Białej dobrą restaurację prowadzi jej plemiennik ( czyli krewniak ).
Więcej wrażeń bywa podczas wieczornego spaceru.
Nowo wybudowane super luksusowe hotele aż psują atmosferę tego miasteczka. Cóż, taki jest jego los. Przyjechali arabscy inwestorzy i poczuli, że warto władować kasę.
I te palmy niby w egipskim stylu.
A mnie zaczęło już wieczorem skręcać. Chciałem popisać się swoją siłą i dostałem okazję.
Na obzorskim ryneczku rozpoczęła działalność fajna knajpka z oryginalnymi elementami dekoracji. Na pewno wrażenie czynią prehistoryczne zwierzaki. Dobrze tylko pomyśleć, bo innym młodszym małżeństwom idącym na spacer z małymi dzieciakami, owe stworki mogą się im przyśnić nocą.
Ta fotka wykonana została wtedy z telefonu komórkowego, proszę o wybaczenie jakości.
W ramach pogłębiania wiedzy o Bułgarii notujemy ceny żywności. Są lekko skaczące, szczególnie w weekendy. Pomidory i papryka wciąż nie najtańsze, tak samo jak pierwszy rzut na rynek brzoskwiń i moreli. A na arbuzy jeszcze za wcześnie.
Stajemy się maniakami skubania słonecznika solonego (w późniejszym okresie pożegnamy się z tym przysmakiem za doradą naszych wyrwizębów). Pestki słonecznikowe to rzecz w Bułgarii powszechna i szczególna. Jada się je nie na surowo (jak u nas), tylko posolone i upieczone. Jak mówią spece w temacie, pieczenie pestek to trudna sztuka, bo łatwo je przypalić, a jeszcze łatwiej nie dopiec. Zaś typowy (czyli umiarkowanie wybredny) Bułgar ani pestek przypalonych, ani niedopieczonych jeść nie będzie.
Robimy też zapasy wody mineralnej. Oboje z Marylą należymy do amatorów wód wysoko zmineralizowanych w rodzaju naszej Muszynianki, więc w Bułgarii jesteśmy przegrani. Większość dostępnych tu wód to po prostu... kranówa, a przynajmniej tak jest w naszej ocenie. Ale znajdujemy coś dla siebie: Aqua Diva z Bełowa, gazowana i niegazowana, w większych i mniejszych butelkach.
Jemy, pijemy, spacerujemy, bierzemy słoneczne kąpiele - a czas znowu sobie leci. Na plaży i w uliczkach z wolna przybywa miejscowych, głównie w weekendy. Przed sezonem nie jest źle. Najlepiej świadczy o tym fakt, iż w naszej kwaterze spędziliśmy aż 13 nocy.
Znów posługuję się zdjęciami wykonanymi rok później.
Taki jest rzut wieczorny na panoramę Obzoru widzianą z sąsiedniego miasteczka - Białej.
Zajrzeliśmy i tam, wrażenia powalającego na kolana na nas nie zrobiło.
Ale dobrze przejechać się po okolicy, ma się wtedy skalę porównawczą.
Babcia Vasylka u której mieszkaliśmy powiadała, że w Białej dobrą restaurację prowadzi jej plemiennik ( czyli krewniak ).
Więcej wrażeń bywa podczas wieczornego spaceru.
Nowo wybudowane super luksusowe hotele aż psują atmosferę tego miasteczka. Cóż, taki jest jego los. Przyjechali arabscy inwestorzy i poczuli, że warto władować kasę.
I te palmy niby w egipskim stylu.
A mnie zaczęło już wieczorem skręcać. Chciałem popisać się swoją siłą i dostałem okazję.
Na obzorskim ryneczku rozpoczęła działalność fajna knajpka z oryginalnymi elementami dekoracji. Na pewno wrażenie czynią prehistoryczne zwierzaki. Dobrze tylko pomyśleć, bo innym młodszym małżeństwom idącym na spacer z małymi dzieciakami, owe stworki mogą się im przyśnić nocą.
Ta fotka wykonana została wtedy z telefonu komórkowego, proszę o wybaczenie jakości.
W ramach pogłębiania wiedzy o Bułgarii notujemy ceny żywności. Są lekko skaczące, szczególnie w weekendy. Pomidory i papryka wciąż nie najtańsze, tak samo jak pierwszy rzut na rynek brzoskwiń i moreli. A na arbuzy jeszcze za wcześnie.
Stajemy się maniakami skubania słonecznika solonego (w późniejszym okresie pożegnamy się z tym przysmakiem za doradą naszych wyrwizębów). Pestki słonecznikowe to rzecz w Bułgarii powszechna i szczególna. Jada się je nie na surowo (jak u nas), tylko posolone i upieczone. Jak mówią spece w temacie, pieczenie pestek to trudna sztuka, bo łatwo je przypalić, a jeszcze łatwiej nie dopiec. Zaś typowy (czyli umiarkowanie wybredny) Bułgar ani pestek przypalonych, ani niedopieczonych jeść nie będzie.
Robimy też zapasy wody mineralnej. Oboje z Marylą należymy do amatorów wód wysoko zmineralizowanych w rodzaju naszej Muszynianki, więc w Bułgarii jesteśmy przegrani. Większość dostępnych tu wód to po prostu... kranówa, a przynajmniej tak jest w naszej ocenie. Ale znajdujemy coś dla siebie: Aqua Diva z Bełowa, gazowana i niegazowana, w większych i mniejszych butelkach.
Jemy, pijemy, spacerujemy, bierzemy słoneczne kąpiele - a czas znowu sobie leci. Na plaży i w uliczkach z wolna przybywa miejscowych, głównie w weekendy. Przed sezonem nie jest źle. Najlepiej świadczy o tym fakt, iż w naszej kwaterze spędziliśmy aż 13 nocy.
to przyjemne żyć marzeniami twardo stąpając po ziemi....

