09.06.2015 00:09:48
Witam wszystkich.
Ja pływam w Bułgarii a tu takie zmiany!!! Ale napiszę parę słów w celu zachęty/ostrzeżenia.
Zgodnie z nową świecką tradycją jak przychodzi koniec maja to wsiadamy w busa i jedziemy do Bułgarii na żagle. W tym roku plan był bardziej ambitny. Wychodzimy z Pomorie, odprawa celna w Carewie i płyniemy na Bosfor, morze Marmara, Dardanele. Dopłyniemy pewnie do Lesbos albo innej greckiej wysepki. Kąpiel, piweczko na miejscu i z powrotem. Przy w miarę spokojnej pogodzie i płynięciu przez 3-4 noce program wydawał się dosyć "lajtowy". Łódka to Bavaria 49. Tradycyjnie płyniemy z Kiro, tym razem bez Orlina. Łódka jest dosyć zaniedbana. Robimy szybkie sprzątanie, myjemy lodówki i kible, ształujemy zakupy z Metro i wychodzimy w morze. W Carewie kolacja w knajpce przy samym porcie, ale zmęczenie po podróży szybko wygania nas na jacht. Szybki prysznic w porządnych sanitariatach z nieodłącznym laniem się szlauchem. Pojawiają się pierwsze straty osobowe w postaci rozciętego łuku brwiowego i mokrych ciuchów siedzących akurat na kibelkach. Ale to też tradycja. Dość wcześnie idziemy spać.
Rano zgodnie z planem odprawa celna. Obowiązkowa, mimo że nie planujemy w tym roku wysiadać w Turcji. Rok temu popłynęliśmy do Stambułu. Przyjęcie jachtu do mariny Atakoj trwało ok. 3 godziny więc zwiedzanie miasta zrobiliśmy bez odprawy celnej - szkoda już było na to czasu.
Celnicy bułgarscy "poprosili" o 3 piwa i paczkę fajek. Odwykliśmy od takich zwyczajów, ale to pewnie był lokalny zwyczaj więc dogadaliśmy się dość szybko. Około 9 rano wychodzimy w morze. Do przepłynięcia do Bosforu mamy ok 90 mil morskich i po drodze nie ma żadnego miejsca gdzie można by zacumować / przybić do brzegu. Marin i portów nie ma. Są tylko piaszczyste plaże i skały. Jacht morski nie lubi ani piaszczystych plaż ani skał, poza tym jesteśmy po odprawie i nie wolno nam przybijać do brzegu.
Zaczyna się żeglowanie.
Ja pływam w Bułgarii a tu takie zmiany!!! Ale napiszę parę słów w celu zachęty/ostrzeżenia.
Zgodnie z nową świecką tradycją jak przychodzi koniec maja to wsiadamy w busa i jedziemy do Bułgarii na żagle. W tym roku plan był bardziej ambitny. Wychodzimy z Pomorie, odprawa celna w Carewie i płyniemy na Bosfor, morze Marmara, Dardanele. Dopłyniemy pewnie do Lesbos albo innej greckiej wysepki. Kąpiel, piweczko na miejscu i z powrotem. Przy w miarę spokojnej pogodzie i płynięciu przez 3-4 noce program wydawał się dosyć "lajtowy". Łódka to Bavaria 49. Tradycyjnie płyniemy z Kiro, tym razem bez Orlina. Łódka jest dosyć zaniedbana. Robimy szybkie sprzątanie, myjemy lodówki i kible, ształujemy zakupy z Metro i wychodzimy w morze. W Carewie kolacja w knajpce przy samym porcie, ale zmęczenie po podróży szybko wygania nas na jacht. Szybki prysznic w porządnych sanitariatach z nieodłącznym laniem się szlauchem. Pojawiają się pierwsze straty osobowe w postaci rozciętego łuku brwiowego i mokrych ciuchów siedzących akurat na kibelkach. Ale to też tradycja. Dość wcześnie idziemy spać.
Rano zgodnie z planem odprawa celna. Obowiązkowa, mimo że nie planujemy w tym roku wysiadać w Turcji. Rok temu popłynęliśmy do Stambułu. Przyjęcie jachtu do mariny Atakoj trwało ok. 3 godziny więc zwiedzanie miasta zrobiliśmy bez odprawy celnej - szkoda już było na to czasu.
Celnicy bułgarscy "poprosili" o 3 piwa i paczkę fajek. Odwykliśmy od takich zwyczajów, ale to pewnie był lokalny zwyczaj więc dogadaliśmy się dość szybko. Około 9 rano wychodzimy w morze. Do przepłynięcia do Bosforu mamy ok 90 mil morskich i po drodze nie ma żadnego miejsca gdzie można by zacumować / przybić do brzegu. Marin i portów nie ma. Są tylko piaszczyste plaże i skały. Jacht morski nie lubi ani piaszczystych plaż ani skał, poza tym jesteśmy po odprawie i nie wolno nam przybijać do brzegu.
Zaczyna się żeglowanie.
Pozdrawiam, Hary.

