Fotk będą, Dżekiem wstawione, jest umowa. Ale jeszcze ich nie oglądałem.
Płyniemy wzdłóż brzegu próbując nie dać się rozjechać/rozpłynąć przez szalone promy. Właściwie szalone to chyba zbyt delikatne określenie. Chociaż po Stambule trudno już się właściwie dziwić.
Mamy farta, w pewnym momencie zza kolejnego promu wyskakuje regatowa żaglówka. Pięknie sie witamy i nasi nowi znajomi mówią nam, że jest tylko jedno miejsce do cumowania dla niewielkich żaglówek. Trzeba wejść wąskim przesmykiem między knajpami do jakiejś historycznej maciupkiej zatoczki, ale trzeba iść środkiem bo tylko tam jest 2m głębokości. My mamy 1,9 metra zanurzenia i prawie 15 metrów długości ale sternik wchodzi jak do siebie do domu. Nasza łódka jest za długa żeby stanąć jak kilka innych rufą do nabrzeża więc stajemy longside. Sprawnie zakładamy cumy i szpringi. To prywatna keja, knajpiana, obowiązkowo więc idziemy na kolację. Idziemy wszyscy, płacimy z kasy jachtowej, więc każdy zamawia co chce. Szaleństwa nie ma, ale ośmiorniczki, kalmary, baranina i swinina lądują na stole. No i Efes.
A my nawet nie wiedzieliśmy że ośmiorniczki to najbardziej popularna potrawa zamawiana w polskich restauracjach!
Chociaż kalmary były o wiele lepsze w Rusinie we Vlasie. Nie cierpię owoców morza, ale te we Wlasie na prawdę mi smakowały. Kolacja nie była zbyt droga, bo nawet nie pamietam ile kosztowała. Po kolacji malutki spacerek po mieście. Chyba będą jakieś wybory bo szok ile wisi wszelakej reklamy. Miasto jest ładne ale 15 minut spaceru wystarczy. Wracamy na jacht na dożynki.
Trzeba się dorżnąć.
Płyniemy wzdłóż brzegu próbując nie dać się rozjechać/rozpłynąć przez szalone promy. Właściwie szalone to chyba zbyt delikatne określenie. Chociaż po Stambule trudno już się właściwie dziwić.
Mamy farta, w pewnym momencie zza kolejnego promu wyskakuje regatowa żaglówka. Pięknie sie witamy i nasi nowi znajomi mówią nam, że jest tylko jedno miejsce do cumowania dla niewielkich żaglówek. Trzeba wejść wąskim przesmykiem między knajpami do jakiejś historycznej maciupkiej zatoczki, ale trzeba iść środkiem bo tylko tam jest 2m głębokości. My mamy 1,9 metra zanurzenia i prawie 15 metrów długości ale sternik wchodzi jak do siebie do domu. Nasza łódka jest za długa żeby stanąć jak kilka innych rufą do nabrzeża więc stajemy longside. Sprawnie zakładamy cumy i szpringi. To prywatna keja, knajpiana, obowiązkowo więc idziemy na kolację. Idziemy wszyscy, płacimy z kasy jachtowej, więc każdy zamawia co chce. Szaleństwa nie ma, ale ośmiorniczki, kalmary, baranina i swinina lądują na stole. No i Efes.
A my nawet nie wiedzieliśmy że ośmiorniczki to najbardziej popularna potrawa zamawiana w polskich restauracjach!
Chociaż kalmary były o wiele lepsze w Rusinie we Vlasie. Nie cierpię owoców morza, ale te we Wlasie na prawdę mi smakowały. Kolacja nie była zbyt droga, bo nawet nie pamietam ile kosztowała. Po kolacji malutki spacerek po mieście. Chyba będą jakieś wybory bo szok ile wisi wszelakej reklamy. Miasto jest ładne ale 15 minut spaceru wystarczy. Wracamy na jacht na dożynki.
Trzeba się dorżnąć.
Pozdrawiam, Hary.

