14.06.2015 02:05:06
Rano czeka nas niespodzianka. Z miasta wraca Kiro i niesie pompę zęzową i wielką sałatę.
On montuje pompę, my robimy posiłek - zdrową sałatkę z sałaty, baraniny, wieprzowiny, sosów i wszystkiego co wpadło w ręce. Żarełko jest nawet smaczne i sycące.
Wychodzimy w morze. Musimy zdecydować co dalej. Działa pompa zęzowa (podłączona na sztywno) a do Grecji mamy już blisko, ale pogoda robi się niewyraźna. Nie działa wiatromierz, głębokościomierz i wskaźnik poziomu paliwa. Nawigacja gaśnie przy każdym otwarciu schowka w stoliku na pokładzie i kończy nam się woda. Jedna lodówka nie działa a mięso ma coraz bogatsze życie wewnętrzne.
Właściwie to wszystko nie działało od samego początku.
Wracamy.
Droga do Stambułu jest spokojna. Urozmaica ją spora ilość statków i jednostek marynarki wojennej a nawet łódź podwodna, która wynurzyła sie nie daleko. Turcy chyba nie chcą u siebie zielonych ludzików.
Morze Marmara jest mocno zanieczyszczone. Co chwila mijamy stery śmieci i długie smugi oleju zrzuconego przez płynące statki. Wiatr wieje, pompa działa, płyniemy do Stambułu. Pompa jest podłączona na sztywno więc pompuje cały czas, a jak nie ma wody w zęzie to chodzi na sucho. Chodzi tak długo aż się spali, co oczywiście nastąpiło dość szybko.
Bladym świtem dopływamy do Stambułu. Na wszelki wypadek dobieramy 50l. ropy bo nie mamy pojęcia ile jej zostało.
Wstaje dzień. Nie jest to jednak taki słoneczny poranek jak w Bułgarii. Z trzech stron budują się silne fronty i wcale nie robi się jaśniej. Bosfor jest dobrze osłonięty od wiatru ale na ręcznym wiatromierzu notujemy prędkość 45 węzłów.
Będzie się działo.
On montuje pompę, my robimy posiłek - zdrową sałatkę z sałaty, baraniny, wieprzowiny, sosów i wszystkiego co wpadło w ręce. Żarełko jest nawet smaczne i sycące.
Wychodzimy w morze. Musimy zdecydować co dalej. Działa pompa zęzowa (podłączona na sztywno) a do Grecji mamy już blisko, ale pogoda robi się niewyraźna. Nie działa wiatromierz, głębokościomierz i wskaźnik poziomu paliwa. Nawigacja gaśnie przy każdym otwarciu schowka w stoliku na pokładzie i kończy nam się woda. Jedna lodówka nie działa a mięso ma coraz bogatsze życie wewnętrzne.
Właściwie to wszystko nie działało od samego początku.
Wracamy.
Droga do Stambułu jest spokojna. Urozmaica ją spora ilość statków i jednostek marynarki wojennej a nawet łódź podwodna, która wynurzyła sie nie daleko. Turcy chyba nie chcą u siebie zielonych ludzików.
Morze Marmara jest mocno zanieczyszczone. Co chwila mijamy stery śmieci i długie smugi oleju zrzuconego przez płynące statki. Wiatr wieje, pompa działa, płyniemy do Stambułu. Pompa jest podłączona na sztywno więc pompuje cały czas, a jak nie ma wody w zęzie to chodzi na sucho. Chodzi tak długo aż się spali, co oczywiście nastąpiło dość szybko.
Bladym świtem dopływamy do Stambułu. Na wszelki wypadek dobieramy 50l. ropy bo nie mamy pojęcia ile jej zostało.
Wstaje dzień. Nie jest to jednak taki słoneczny poranek jak w Bułgarii. Z trzech stron budują się silne fronty i wcale nie robi się jaśniej. Bosfor jest dobrze osłonięty od wiatru ale na ręcznym wiatromierzu notujemy prędkość 45 węzłów.
Będzie się działo.
Pozdrawiam, Hary.

