14.06.2015 17:23:31
18 czerwca 2006, niedziela
O 10:35 wybija godzina wyjazdu z Berekfürdö.
Teraz już tylko rutyna - Kunmadaras, Poroszló, Miszkolc (tu temperatura wzrasta do 31 stopni!), dalej przejście graniczne Bánréve-Král i tradycyjne zatrzymanko w cieniu pogranpunktu na kawusię z termosu.
Słowacja – Coltovo, Plešivec (tu spostrzegamy drogowskaz do basenu termalnego, trzeba będzie go sprawdzić przy innej okazji), przed Rożnawą odbijamy w kierunku Popradu, ale nie korzystamy z autostrady Poprad – Żilina, toczymy się starą „osiemnastką” za darmo. „Osiemnastka” jest stara, ale malownicza, po drodze mijamy zabytkowe parkingi, które teraz straciły na randze, ale mają potencjał konsumpcyjno-noclegowy.
A na wysokości Dedinek – no, no! - odcinek specjalny zawodów samochodowych. Wcześniej zatrzymuje nas policja, pokazuje na mojej mapce którędy mam zrobić objazd, więc jedziemy przez Hnilec, Dedinky i Mlynki. W Vernár naszym oczom ukazuje się zadziwiające zjawisko: kwitnące bzy! A cóż w tym dziwnego? Ano to, że w tym roku widzę to zjawisko już po raz trzeci! Pierwszy raz był w Vel’kým Mederze na początku maja, drugi w Dąbrowie, jak zwykle w połowie maja, a teraz jeszcze w drugiej połowie czerwca, ponownie w górskiej Słowacji...
Poprad Kvetnica - ależ te Tatry ośnieżone, piękne! Nazwy miejscowości migają jak w kalejdoskopie, Hybe, Liptowski Mikulasz, wreszcie – Korbielów. Pomimo masowego powracania rodaków z "bożeciałowego" weekendu odprawa leci szybko, bez przestojów.
O 21:50 wjeżdżamy na własne podwórko. Zerkam na licznik – przejechaliśmy ponad 3600 kilometrów. Znajomy zgrzyt klucza w zamku, wchodzę do domu...
Moja pierwsza myśl wyrywa się jak Filip z konopi: „To kiedy znów do Bułgarii?”
O 10:35 wybija godzina wyjazdu z Berekfürdö.
Teraz już tylko rutyna - Kunmadaras, Poroszló, Miszkolc (tu temperatura wzrasta do 31 stopni!), dalej przejście graniczne Bánréve-Král i tradycyjne zatrzymanko w cieniu pogranpunktu na kawusię z termosu.
Słowacja – Coltovo, Plešivec (tu spostrzegamy drogowskaz do basenu termalnego, trzeba będzie go sprawdzić przy innej okazji), przed Rożnawą odbijamy w kierunku Popradu, ale nie korzystamy z autostrady Poprad – Żilina, toczymy się starą „osiemnastką” za darmo. „Osiemnastka” jest stara, ale malownicza, po drodze mijamy zabytkowe parkingi, które teraz straciły na randze, ale mają potencjał konsumpcyjno-noclegowy.
A na wysokości Dedinek – no, no! - odcinek specjalny zawodów samochodowych. Wcześniej zatrzymuje nas policja, pokazuje na mojej mapce którędy mam zrobić objazd, więc jedziemy przez Hnilec, Dedinky i Mlynki. W Vernár naszym oczom ukazuje się zadziwiające zjawisko: kwitnące bzy! A cóż w tym dziwnego? Ano to, że w tym roku widzę to zjawisko już po raz trzeci! Pierwszy raz był w Vel’kým Mederze na początku maja, drugi w Dąbrowie, jak zwykle w połowie maja, a teraz jeszcze w drugiej połowie czerwca, ponownie w górskiej Słowacji...
Poprad Kvetnica - ależ te Tatry ośnieżone, piękne! Nazwy miejscowości migają jak w kalejdoskopie, Hybe, Liptowski Mikulasz, wreszcie – Korbielów. Pomimo masowego powracania rodaków z "bożeciałowego" weekendu odprawa leci szybko, bez przestojów.
O 21:50 wjeżdżamy na własne podwórko. Zerkam na licznik – przejechaliśmy ponad 3600 kilometrów. Znajomy zgrzyt klucza w zamku, wchodzę do domu...
Moja pierwsza myśl wyrywa się jak Filip z konopi: „To kiedy znów do Bułgarii?”
to przyjemne żyć marzeniami twardo stąpając po ziemi....

