15.06.2015 21:45:37
odcinek x-nty...
czyli...
BUŁGARIA ZAMIAST SŁOWACJI LUB WĘGIER
sierpień 2006
3 sierpnia 2006, czwartek
Tak się szczęśliwie złożyło, że dostałem 13 dni urlopu nakazowego od dyrekcji, zatem postanowiliśmy z Marylą zrobić wypad do Vel’kego Mederu w Słowacji.
Tymczasem pogodynka netowa pokazała brzydką prognozę, więc dołączyłem do terenu rozważań mapkę Węgier i wyszedł mi kierunek do Bogácsa.
Różnie to w życiu bywa, ale byłem wtedy w okresie wymówienia w pracy, gdyż główny profil mojej działalności zdołował i „moja” część firmy zmierzała do punktu zerowego.
Przyjąłem ofertę nie do odmówienia - jak na owe czasy czyli pół etatu.
Znaczy się głównie w domku, do biura raz na dwa tygodnie ...
Główny Księgowy wskazał zatem konieczność zastosowania programu oszczędnościowego. Podejmując decyzję wyjazdu przejrzeliśmy wszystkie zapasy domowe i do bagażnika samochodowego wrzuciliśmy prawie całą zawartość lodówki, wszelakie jarzyny, warzywa z spiżarki, zamknęliśmy nasz kurnik, podlaliśmy ogródek i w trasę!
Z uwagi na względy praktyczne, a także na tradycję, obraliśmy kierunek Korbielów.
No i jedziemy sobie, jedziemy, aż tu na wysokości tych, no... Tych pada znienacka pytanie:
-„A co by było, gdybyśmy tak pojechali nie na Węgry, tylko... do Bułgarii?"
Zanim znaleźliśmy się w Żywcu, mieliśmy wszystko przekalkulowane, nawet dietę wegetariańską.
Minusem był brak medycznego ubezpieczenia dla turystów, no i - co śmieszniejsze – map Bułgarii oraz Rumunii.
Ratuje nas za to dziennik pokładowy, któren w ostatnim momencie wylądował w kieszeni bocznej drzwi.
Karty ECUZ (zdrowotne ubezpieczenie europejskie załatwione w NFZ) wozimy już od kilku lat, ale to inna para kaloszy.
Tym razem pojechaliśmy bez ECUZów ale jakoś zdrowotnie nam się upiekło...
czyli...
BUŁGARIA ZAMIAST SŁOWACJI LUB WĘGIER
sierpień 2006
3 sierpnia 2006, czwartek
Tak się szczęśliwie złożyło, że dostałem 13 dni urlopu nakazowego od dyrekcji, zatem postanowiliśmy z Marylą zrobić wypad do Vel’kego Mederu w Słowacji.
Tymczasem pogodynka netowa pokazała brzydką prognozę, więc dołączyłem do terenu rozważań mapkę Węgier i wyszedł mi kierunek do Bogácsa.
Różnie to w życiu bywa, ale byłem wtedy w okresie wymówienia w pracy, gdyż główny profil mojej działalności zdołował i „moja” część firmy zmierzała do punktu zerowego.
Przyjąłem ofertę nie do odmówienia - jak na owe czasy czyli pół etatu.
Znaczy się głównie w domku, do biura raz na dwa tygodnie ...
Główny Księgowy wskazał zatem konieczność zastosowania programu oszczędnościowego. Podejmując decyzję wyjazdu przejrzeliśmy wszystkie zapasy domowe i do bagażnika samochodowego wrzuciliśmy prawie całą zawartość lodówki, wszelakie jarzyny, warzywa z spiżarki, zamknęliśmy nasz kurnik, podlaliśmy ogródek i w trasę!
Z uwagi na względy praktyczne, a także na tradycję, obraliśmy kierunek Korbielów.
No i jedziemy sobie, jedziemy, aż tu na wysokości tych, no... Tych pada znienacka pytanie:
-„A co by było, gdybyśmy tak pojechali nie na Węgry, tylko... do Bułgarii?"
Zanim znaleźliśmy się w Żywcu, mieliśmy wszystko przekalkulowane, nawet dietę wegetariańską.
Minusem był brak medycznego ubezpieczenia dla turystów, no i - co śmieszniejsze – map Bułgarii oraz Rumunii.
Ratuje nas za to dziennik pokładowy, któren w ostatnim momencie wylądował w kieszeni bocznej drzwi.
Karty ECUZ (zdrowotne ubezpieczenie europejskie załatwione w NFZ) wozimy już od kilku lat, ale to inna para kaloszy.
Tym razem pojechaliśmy bez ECUZów ale jakoś zdrowotnie nam się upiekło...
to przyjemne żyć marzeniami twardo stąpając po ziemi....

