16.06.2015 00:13:23
Jest sobota rano. Godzina 7 i wszyscy są już na nogach. Darujemy sobie nawet słodką wodę i wychodzimy w morze. Allach chyba jednak podglądał nas w nocy jednym okiem, bo chociaż wiatr osłabł, to morze jest mocno zafalowane. Fale mają 2-3 metry a wiatr zmienił kierunek z północnego na północno wschodni. Stawiamy genuę i płyniemy w stronę Bułgarii. Żeby utrzymać w miarę rozsądny kurs musimy iść ostro na wiatr i lekko skosem do fali. Bavaria ma 15 metrów długości ale płaskie dno więc każda fala podnosi nas wysoko a potem walimy dnem w dolinę. Następna fala rozbryzgując się wściekle na dziobie podnosi nas do góry, żeby za 3-4 sekundy walnąć dnem o wodę. Sztag i achtersztag pracują na granicy wytrzymałości. Cała łódka aż trzeszczy i to się po prostu czuje.
I te cholerne pylony nowego mostu u wejścia do Bosforu. Są tak wielkie, że jeszcze po godzinie płynięcia dobrze je widać.
Przez jakąś godzinę jesteśmy wszyscy na pokładzie, ale nie jest to już przyjemne. Pomału nikniemy pod pokładem. Nie dajemy rady. Nie da się jeść, pić, nie chce się rozmawiać.
Pod pokładem też nie jest wesoło, ale można się chociaż położyć, nie bryzga woda, nie jest zimno i wystarczy się trzymać jedną ręką. Na górze zostali Paweł i Piotrek. Płynęli ciągiem.
Sami.
Do Carewa dowieźli nas na 1.30 w nocy.
Oczy mieli napuchnięte i ledwo stali na nogach. Szacunek dla nich.
Powściekać się na falach można przez godzinkę, góra dwie, ale walczyć 18 godzin to nie jest przyjemne. Zdecydowanie. Ja miałem DOŚĆ.
Szybka odprawa celna, wreszcie prysznic (nawet bez tradycyjnego lania się szlauchem), śniadanio-obiado-kolacja (każdemu wystarczyło po kilka kęsów) i szybko spać. Bo o 6 rano wychodzimy już do Sozopola zatankować łódkę i do Pomorie, gdzie kończymy rejs. Po drodze karmimy rybki 4 wędzonymi kurczakami, wiadrem serdelków, 10 chlebami, wędliną, mięsem mielonym, pieczarkami, ogórkami, arbuzem, stekami, baraniną. Do portu dopływamy około 10. Jest piękna, słoneczna pogoda. Robi się gorąco. Jesteśmy w ciepłych ubraniach a trzeba szybko wyładować graty z łódki do samochodu. Pot płynie po tyłkach, jesteśmy raczej zmęczeni a przed nami 24 godziny jazdy do Lublina. Wpadamy jeszcze do Metro uzupełnić Savoy'a i w drogę. O 15 wyjeżdżamy przez Karnobat w stronę Ruse. Z "zakupami" możemy wracać tylko przez Rumunię. Jesteśmy w Unii. Asfalt w Rumunii jest coraz bardziej zużyty, ale przybyło sporo nowych autostrad i nie jest tak monotonnie jak w Serbii. O 14 jesteśmy w Lublinie. Rejs zakończony.
cdn
I te cholerne pylony nowego mostu u wejścia do Bosforu. Są tak wielkie, że jeszcze po godzinie płynięcia dobrze je widać.
Przez jakąś godzinę jesteśmy wszyscy na pokładzie, ale nie jest to już przyjemne. Pomału nikniemy pod pokładem. Nie dajemy rady. Nie da się jeść, pić, nie chce się rozmawiać.
Pod pokładem też nie jest wesoło, ale można się chociaż położyć, nie bryzga woda, nie jest zimno i wystarczy się trzymać jedną ręką. Na górze zostali Paweł i Piotrek. Płynęli ciągiem.
Sami.
Do Carewa dowieźli nas na 1.30 w nocy.
Oczy mieli napuchnięte i ledwo stali na nogach. Szacunek dla nich.
Powściekać się na falach można przez godzinkę, góra dwie, ale walczyć 18 godzin to nie jest przyjemne. Zdecydowanie. Ja miałem DOŚĆ.
Szybka odprawa celna, wreszcie prysznic (nawet bez tradycyjnego lania się szlauchem), śniadanio-obiado-kolacja (każdemu wystarczyło po kilka kęsów) i szybko spać. Bo o 6 rano wychodzimy już do Sozopola zatankować łódkę i do Pomorie, gdzie kończymy rejs. Po drodze karmimy rybki 4 wędzonymi kurczakami, wiadrem serdelków, 10 chlebami, wędliną, mięsem mielonym, pieczarkami, ogórkami, arbuzem, stekami, baraniną. Do portu dopływamy około 10. Jest piękna, słoneczna pogoda. Robi się gorąco. Jesteśmy w ciepłych ubraniach a trzeba szybko wyładować graty z łódki do samochodu. Pot płynie po tyłkach, jesteśmy raczej zmęczeni a przed nami 24 godziny jazdy do Lublina. Wpadamy jeszcze do Metro uzupełnić Savoy'a i w drogę. O 15 wyjeżdżamy przez Karnobat w stronę Ruse. Z "zakupami" możemy wracać tylko przez Rumunię. Jesteśmy w Unii. Asfalt w Rumunii jest coraz bardziej zużyty, ale przybyło sporo nowych autostrad i nie jest tak monotonnie jak w Serbii. O 14 jesteśmy w Lublinie. Rejs zakończony.
cdn
Pozdrawiam, Hary.

