23.06.2015 10:32:34
Po powrocie z plaży bierzemy kolejny prysznic i wsuwamy lekki, domowy obiadek, którego podstawą jest zazwyczaj wspominane już kiseło mljako Na baba, 4,5% tłuszczu, najlepsze na świecie. Do tego ziemniaczki z koperkiem lub magdanozem - pardon - pietruszką po naszemu... mogą być też jajca na oczi, to znaczy jaja sadzone, jakiś soczysty domat i chrupiąca krastawica (znaczy się, pomidor i ogórek)...
I wcale nam się to nie nudzi!
Tak samo wcale już się nie obrażam na wyśmiewających się z tego, żeśmy przywieźli do BG polskie ziemniaki.
Nasze krajowe, sierpniowe kartofelki nabierają tam innego smaku...
Dni w Czernomorcu są podobne do siebie, ale to się nam też nie nudzi.
Bystry obserwator zawsze odłowi unikalne szczegóły z otoczenia.
Co wieczór robimy obchód deptaka - w dół i do góry, czasem z przysiadem na ławce z kubkiem lodów, czasem z wdepnięciem gdzieś na piwko i porcyjkę usmażonej na chrupko cacy (czyli naszej poczciwej szprotki)...
Tym razem nie wodzimy się po elegantszych przybytkach gastronomii, gdyż po pierwsze - większość jadłospisów znamy już lat poprzednich, a po drugie – jesteśmy przecież na wyjątkowo oszczędnym budżecie.
Teraz po latach muszę się przyznać - nie chciałem zepsuć nastroju maryli - wszak byłem na czymś w rodzaju wymówienia z pracy.
Minęło, przeminęło z wiatrem, dobrze się skończyło.
Nawet zaprzyjaźniony forumowicz kilka dobrych tygodni później cieszył się, gdy dowiedział się, że dostałem nową pracę.
A tak w między czasie, to nie gardzimy wizytami z poczęstunkiem.
Gościmy się nawet u byłej gospodyni, która zaprasza nas na domową kolację i serwuje pyłneni czuszki, do dzisiaj wywołujące odruch oblizywania paluszków...
I wcale nam się to nie nudzi!
Tak samo wcale już się nie obrażam na wyśmiewających się z tego, żeśmy przywieźli do BG polskie ziemniaki.
Nasze krajowe, sierpniowe kartofelki nabierają tam innego smaku...
Dni w Czernomorcu są podobne do siebie, ale to się nam też nie nudzi.
Bystry obserwator zawsze odłowi unikalne szczegóły z otoczenia.
Co wieczór robimy obchód deptaka - w dół i do góry, czasem z przysiadem na ławce z kubkiem lodów, czasem z wdepnięciem gdzieś na piwko i porcyjkę usmażonej na chrupko cacy (czyli naszej poczciwej szprotki)...
Tym razem nie wodzimy się po elegantszych przybytkach gastronomii, gdyż po pierwsze - większość jadłospisów znamy już lat poprzednich, a po drugie – jesteśmy przecież na wyjątkowo oszczędnym budżecie.
Teraz po latach muszę się przyznać - nie chciałem zepsuć nastroju maryli - wszak byłem na czymś w rodzaju wymówienia z pracy.
Minęło, przeminęło z wiatrem, dobrze się skończyło.
Nawet zaprzyjaźniony forumowicz kilka dobrych tygodni później cieszył się, gdy dowiedział się, że dostałem nową pracę.
A tak w między czasie, to nie gardzimy wizytami z poczęstunkiem.
Gościmy się nawet u byłej gospodyni, która zaprasza nas na domową kolację i serwuje pyłneni czuszki, do dzisiaj wywołujące odruch oblizywania paluszków...
to przyjemne żyć marzeniami twardo stąpając po ziemi....

