16.05.2015 22:04:15
(15.05.2015 23:11:01)igi123 napisał(a): Obzor - największy
Czernomorec - klimatyczny
Łozeniec - najspokojniejszy
zaczynam "drukowanie" tekstu przygotowanego wspólnie z texarcaną...
rzecz pójdzie w odcinkach...
dzisiaj pierwszy ...
PORADY STAŁEGO BYWALCA
Do Bułgarii jeżdżę z moją żoną Marylą od lat. Dodam, że od wielu. Aktualnie dzieciaki mamy już dawno odchowane, ale bywało, że jeździliśmy rodzinnie. Pierwszy raz byłem tam służbowo w 1975. Pierwszy raz z Marylą w 1978 - jeszcze koleją, bo mi się wtedy nawet autko nie śniło... Autkiem pojechaliśmy do Bułgarii po raz pierwszy w 1995, a potem jeździliśmy już corocznie (z przerwą w 2000, za to w 2006 byliśmy już dwakroć). Przypadła nam do gustu kuchnia bułgarska i ciepły klimat, zafascynowała tamtejsza muzyka – to ostatnie dzięki pewnej Gliwiczance, co to za mąż za Bułgara we Wracy poszła...
Jako że na co dzień mieszkamy... no... prawie „w górach”, urlopy spędzamy nad morzem – najchętniej Czarnym. Mamy tam ulubione miejscowości - chyba najbardziej Łozenec i Czernomorec, ale znamy też Obzor, Warnę i inne kurorty. Za każdym razem staramy się zajrzeć w inne miejsce, żeby nie wiało nudą, a i żeby nasycić przy okazji apetyt na małą przygodę.
Wyjazdy organizujemy całkiem samodzielnie, bazując w tej chwili głównie na własnym doświadczeniu, ale także korzystając chętnie z rad innych – szczególnie podróżującej części rodziny albo bywalców tematycznych forów internetowych.
Do Bułgarii jeździmy zazwyczaj tak zwanym „szlakiem głównym” przez Słowację, Węgry i Rumunię, choć w szczegółach trasy mogą się znacznie od siebie różnić. Zasady podróżowania mamy już wyklarowane: nigdy nocą, noclegi wyłącznie w przydrożnych motelach, pensjonatach i pokojach przy stacjach benzynowych, a w drodze powrotnej dwie-trzy doby spędzone u Madziarów na moczeniu się w ich wybornych termach.
W samej Bułgarii zawsze mieszkamy w kwaterach prywatnych, albowiem klimaty hotelowe aż za dobrze pamiętam z wyjazdów służbowych. Oboje z Marylą preferujemy atmosferę rodzinną, u swoich gospodarzy czujemy się jak u kuzynostwa. Są miejscowości, do których możemy przyjechać w szczycie sezonu i dostaniemy kwaterę o każdej porze dnia lub nocy. Trzeba tu dodać, że zawsze jeździmy w ciemno, właściwie tylko raz się zdarzyło, że uprzedziliśmy gospodarzy telefonicznie o naszej wizycie. Po prostu nie jest to koniecznie, a poza tym nie musimy się napinać, że mamy taką czy siaką rezerwację i co to będzie, jak nie zdążymy dojechać na czas. Nasza naczelna zasada to pełny luz. Jeżeli spodoba się nam gdzieś po drodze – możemy zostać tak długo, jak zechcemy. Plan podróży mamy zawsze, ale też w każdej chwili możemy go zmienić.
Dodatek ilustracyjny - fotografia z pierwszego wyjazdu samochodem do BG, dokładnie do Czernomorca AD 1995.
Aż się nie chce wierzyć, że tak czas zleciał szybko.
to przyjemne żyć marzeniami twardo stąpając po ziemi....

