28.06.2015 10:26:44
7 lipca 2007
Poranek bardzo rześki, około 20 stopni - aż chce się podróżować. Na przejściu granicznym Komarno/Komarom pogranicznicy tylko machają, żeby jechać dalej. Łapiemy kierunek Székesfehérvár, następnie Szekszárd, jedziemy przez Sárbogárd (ładne miasteczko, hotel „Kovacs”, markety Lidl, Penny, Plus).
Madziarski handelek przydrożny zwraca uwagę dużą ilością arbuzów.
W Udvar, na granicy z Chorwacją, sprawdzają paszporty. Panienka z biura promocji turystycznej wręcza nam pakiet materiałów reklamowych włącznie z mapką swego kraju, w którym tym razem nie zamierzamy zbyt długo bawić. Tak jak na Węgrzech arbuzy, tu rzucają się nam w oczy nazwy miejscowości na tablicach o żółtym tle.
W Osijek odnotowujemy znajome ślady wojny.
Na kawę zatrzymujemy się pod Trpinja na parkingu przydrożnym, a właściwie w resztkach starego ogrodu jakiegoś byłego PGR-u, gdzie drzewa owocowe dają miły cień. Pijemy naszą kawcię z termosu, przeglądam mapy i gnamy dalej.
Vukovar - kolejne ślady strzelaniny sprzed lat, choć wiele budynków jest już ponownie otynkowanych.
W Sotin skręcamy ku granicy - mam dwie mapy, a każda pokazuje inny przebieg dróg, ale jedziemy.
W Tovarnik-Sid - wita nas Republika Serbska.
Poranek bardzo rześki, około 20 stopni - aż chce się podróżować. Na przejściu granicznym Komarno/Komarom pogranicznicy tylko machają, żeby jechać dalej. Łapiemy kierunek Székesfehérvár, następnie Szekszárd, jedziemy przez Sárbogárd (ładne miasteczko, hotel „Kovacs”, markety Lidl, Penny, Plus).
Madziarski handelek przydrożny zwraca uwagę dużą ilością arbuzów.
W Udvar, na granicy z Chorwacją, sprawdzają paszporty. Panienka z biura promocji turystycznej wręcza nam pakiet materiałów reklamowych włącznie z mapką swego kraju, w którym tym razem nie zamierzamy zbyt długo bawić. Tak jak na Węgrzech arbuzy, tu rzucają się nam w oczy nazwy miejscowości na tablicach o żółtym tle.
W Osijek odnotowujemy znajome ślady wojny.
Na kawę zatrzymujemy się pod Trpinja na parkingu przydrożnym, a właściwie w resztkach starego ogrodu jakiegoś byłego PGR-u, gdzie drzewa owocowe dają miły cień. Pijemy naszą kawcię z termosu, przeglądam mapy i gnamy dalej.
Vukovar - kolejne ślady strzelaniny sprzed lat, choć wiele budynków jest już ponownie otynkowanych.
W Sotin skręcamy ku granicy - mam dwie mapy, a każda pokazuje inny przebieg dróg, ale jedziemy.
W Tovarnik-Sid - wita nas Republika Serbska.
to przyjemne żyć marzeniami twardo stąpając po ziemi....

