04.07.2015 12:59:10
Brniemy zatem przez piach na plażę, mijając po drodze superwieżowce-hotelowce-siedmiopiętrowce w budowie, stan – głównie surowy.
Teraz w Albanii buduje się na potęgę, aczkolwiek wykończeniówka posuwa się falami, w zależności od tego, czy inwestor zdobył kolejną porcję funduszy, czy nie.
Zaczynają nam się już nudzić te betoniarki i robotnicy, kiedy wreszcie po kilkudziesięciu metrach docieramy do plaży - jest PIĘKNA!
Wchodzimy do wody na głębokość kolan i tu znów szok termiczny - temperatura wody kojarząca się z termami madziarskimi.
Ale to tylko sonda, wymoczymy się, kiedy będziemy tędy wracać. Teraz pora ruszać w dalszą drogę, do Vlorë.
We Vlorë jedziemy obwodnicą, szukam najazdu na szacowne ruiny starożytnego miasta Orikum, lecz nie znajduję. Droga wiedzie w głąb lądu, nawierzchnia dobra, ale zaczynamy piąć się ostro pod górę, na zakrętach redukcje do jedynki...
Droga się kręci, jesteśmy już na wysokości 1000 metrów. Nie mogę patrzeć poza część jezdną drogi, bo widok jakby dla lotniarza - tylko wystartować ku płaskiej, niebieskawej powierzchni morza.
Teraz widzę, jak przydatne jest szkolenie jazdy w dół na biegu, nie tylko na samym hamulcu.
W Dhermi, miasteczku przyklejonym do zbocza górskiego, nawierzchnia psuje się. Nie jest dziurawa, ale ma ewidentnie długą historię, i nie wiadomo, czego więcej: łat czy lat.
Uliczka w mieście jest tak wąska, że minięcie się samochodów wymaga zatrzymania się zjeżdżającego, co ten powinien uczynić natychmiast w chwili ujrzenia autka pnącego się pod górę.
Teraz w Albanii buduje się na potęgę, aczkolwiek wykończeniówka posuwa się falami, w zależności od tego, czy inwestor zdobył kolejną porcję funduszy, czy nie.
Zaczynają nam się już nudzić te betoniarki i robotnicy, kiedy wreszcie po kilkudziesięciu metrach docieramy do plaży - jest PIĘKNA!
Wchodzimy do wody na głębokość kolan i tu znów szok termiczny - temperatura wody kojarząca się z termami madziarskimi.
Ale to tylko sonda, wymoczymy się, kiedy będziemy tędy wracać. Teraz pora ruszać w dalszą drogę, do Vlorë.
We Vlorë jedziemy obwodnicą, szukam najazdu na szacowne ruiny starożytnego miasta Orikum, lecz nie znajduję. Droga wiedzie w głąb lądu, nawierzchnia dobra, ale zaczynamy piąć się ostro pod górę, na zakrętach redukcje do jedynki...
Droga się kręci, jesteśmy już na wysokości 1000 metrów. Nie mogę patrzeć poza część jezdną drogi, bo widok jakby dla lotniarza - tylko wystartować ku płaskiej, niebieskawej powierzchni morza.
Teraz widzę, jak przydatne jest szkolenie jazdy w dół na biegu, nie tylko na samym hamulcu.
W Dhermi, miasteczku przyklejonym do zbocza górskiego, nawierzchnia psuje się. Nie jest dziurawa, ale ma ewidentnie długą historię, i nie wiadomo, czego więcej: łat czy lat.
Uliczka w mieście jest tak wąska, że minięcie się samochodów wymaga zatrzymania się zjeżdżającego, co ten powinien uczynić natychmiast w chwili ujrzenia autka pnącego się pod górę.
to przyjemne żyć marzeniami twardo stąpając po ziemi....

