09.07.2015 18:20:50
Po tym rekonesansie zawracamy, dojeżdżamy do przedmieść Durrës i znowu idziemy na kolejną plażę.
Jest naprawdę ładna i raczej czysta, bardzo dużo parasoli, na zapleczu sporo szkieletów nowo budowanych hoteli siedmio- i jedenastopiętrowych.
Robimy obchód po recepcjach, lecz ceny zdają mi się za wysokie.
W końcu namierzamy coś odpowiedniego w apartamentowcu, niesiemy bagaże na górkę i mamy jeszcze przed sobą długie popołudnie na plaży.
Woda już chłodniejsza, lecz sam widok zachodu słońca nad Adriatykiem jest relaksujący. Potem znów spacer plażą, zaglądamy do kilku przybrzeżnych restauracyjek, ale wszędzie pustki, zero klienteli, więc nie siadamy.
Nie mamy zwyczaju jadać w pustych a niesprawdzonych lokalach.
W apartamencie jedyna rzecz, jakiej nam trochę brakuje to telewizja.
Wyciągamy z lodówki schłodzone już trunki i lokujemy się na bardzo wygodnej werandzie.
Rozluźnieni, podziwiamy widoki - niestety, nie na morze, tylko na sąsiadów z bliźniaczego apartamentowca vis a vis.
Wyganiają nas komary.
Jest naprawdę ładna i raczej czysta, bardzo dużo parasoli, na zapleczu sporo szkieletów nowo budowanych hoteli siedmio- i jedenastopiętrowych.
Robimy obchód po recepcjach, lecz ceny zdają mi się za wysokie.
W końcu namierzamy coś odpowiedniego w apartamentowcu, niesiemy bagaże na górkę i mamy jeszcze przed sobą długie popołudnie na plaży.
Woda już chłodniejsza, lecz sam widok zachodu słońca nad Adriatykiem jest relaksujący. Potem znów spacer plażą, zaglądamy do kilku przybrzeżnych restauracyjek, ale wszędzie pustki, zero klienteli, więc nie siadamy.
Nie mamy zwyczaju jadać w pustych a niesprawdzonych lokalach.
W apartamencie jedyna rzecz, jakiej nam trochę brakuje to telewizja.
Wyciągamy z lodówki schłodzone już trunki i lokujemy się na bardzo wygodnej werandzie.
Rozluźnieni, podziwiamy widoki - niestety, nie na morze, tylko na sąsiadów z bliźniaczego apartamentowca vis a vis.
Wyganiają nas komary.
to przyjemne żyć marzeniami twardo stąpając po ziemi....

