Wyjeżdżamy o 12:50, zatem sporo czasu nam tam zeszło. W drodze powrotnej dokupujemy słoiczek miodu górskiego... mniam, mniam...
W Mursalewie tankuję, ale tylko 11 litrów, bo dwie dziouszki z obsługi nie umieją obsłużyć terminalu. Szwarne są, to fakt, tylko że najpierw ściągają mi z Visy 20 lewa, a dopiero potem leją. Trwa to całe wieki, nie chce mi się więc powtarzać manewru, żeby nalać do pełna.
W Dupnicy skręcamy w prawo, żeby na skróty pojechać w kierunku Płowdiw.
Zza okien miga nam Saparewa Banja, Klisura i Samokow.
Przed zjazdem do Pazardziku nawija się zespół barów i motel – tamże zjadamy smaczny obiadek. Za Nową Zagorą na placyku przydrożnym kupujemy owoce i jarzyny. (Potem okaże się, że na wybrzeżu są znacznie tańsze.)
Do Czarnomorca dojeżdżamy o 20:40, o jeden dzień wcześniej względem terminu umówionego z gospodynią, więc na jedną noc lądujemy w innym od zaklepanego pokoju.
Nareszcie zaczyna się właściwy wypoczynek: idę po sirene i piwo. Piwo jest chyba pierwsze i zarazem ostatnie w Bułgarii, bo do końca pobytu będziemy wlewać w siebie rozmaite wina, których teraz pojawiło się już i dużo, i w atrakcyjnej cenie.
Dni płyną bardzo szybko, jako że pogoda dopisuje.
Przez dwa pierwsze dni jeździmy na ulubioną Carską Plażę, rozbijając parasol koło „Litorala”.
Jednak dłuższy spacerek dla zdrowia owocuje odkryciem: niewiele dalej, a z lepszym dojazdem, istnieje znakomita miejscówka koło nowo wybudowanego hotelu „Royal Beach” (dziedzic nazwy plaży).
Od trzeciego dnia przeflancowujemy się tam z całą świadomością i całym sprzętem plażowym.
I od razu wita nas tam... Albania! – dziwne, lecz prawdziwe.
Kuzyn ratownika, inaczej opiekun płatnej plaży, atakuje nas i nagabuje o frycowe.
W pierwszym dniu spławiam acika, jako że nie potrafi wylegitymować się dokumentem uprawniającym do działań, z którymi się utożsamia.
Ale drugiego dnia drużyna atakujących kuzynów ratownika robi się tak upierdliwa, że odpuszczamy. Można sobie darować, w końcu miejsce nieodpłatne zdefiniowane zostało w odległości trzech metrów od ichnich parasoli... W try miga przemieszczam nasz dobytek i do końca plażujemy już w pełni słońca i spokoju, podziwiając klasyczny widok rysujących się w oddali domostw Sozopolu.
Byłoby bajkowo, gdyby nie to, że dopada nas przedstawiciel bakterii zwanej "zemstą faraona". Jego dokuczliwość kończy się na szczęście po zaaplikowaniu lokalnego i uniwersalnego lekarstwa o nazwie rakijka i kilku powszechnie znanych preparatów farmaceutycznych.
pocztówka z Czarnomorca - macie takowe zabytki ?
![[Obrazek: 30acgaw.jpg]](http://i62.tinypic.com/30acgaw.jpg)
i jeszcze słynna plaża carska z Sozopolem w tle :-)
W Mursalewie tankuję, ale tylko 11 litrów, bo dwie dziouszki z obsługi nie umieją obsłużyć terminalu. Szwarne są, to fakt, tylko że najpierw ściągają mi z Visy 20 lewa, a dopiero potem leją. Trwa to całe wieki, nie chce mi się więc powtarzać manewru, żeby nalać do pełna.
W Dupnicy skręcamy w prawo, żeby na skróty pojechać w kierunku Płowdiw.
Zza okien miga nam Saparewa Banja, Klisura i Samokow.
Przed zjazdem do Pazardziku nawija się zespół barów i motel – tamże zjadamy smaczny obiadek. Za Nową Zagorą na placyku przydrożnym kupujemy owoce i jarzyny. (Potem okaże się, że na wybrzeżu są znacznie tańsze.)
Do Czarnomorca dojeżdżamy o 20:40, o jeden dzień wcześniej względem terminu umówionego z gospodynią, więc na jedną noc lądujemy w innym od zaklepanego pokoju.
Nareszcie zaczyna się właściwy wypoczynek: idę po sirene i piwo. Piwo jest chyba pierwsze i zarazem ostatnie w Bułgarii, bo do końca pobytu będziemy wlewać w siebie rozmaite wina, których teraz pojawiło się już i dużo, i w atrakcyjnej cenie.
Dni płyną bardzo szybko, jako że pogoda dopisuje.
Przez dwa pierwsze dni jeździmy na ulubioną Carską Plażę, rozbijając parasol koło „Litorala”.
Jednak dłuższy spacerek dla zdrowia owocuje odkryciem: niewiele dalej, a z lepszym dojazdem, istnieje znakomita miejscówka koło nowo wybudowanego hotelu „Royal Beach” (dziedzic nazwy plaży).
Od trzeciego dnia przeflancowujemy się tam z całą świadomością i całym sprzętem plażowym.
I od razu wita nas tam... Albania! – dziwne, lecz prawdziwe.
Kuzyn ratownika, inaczej opiekun płatnej plaży, atakuje nas i nagabuje o frycowe.
W pierwszym dniu spławiam acika, jako że nie potrafi wylegitymować się dokumentem uprawniającym do działań, z którymi się utożsamia.
Ale drugiego dnia drużyna atakujących kuzynów ratownika robi się tak upierdliwa, że odpuszczamy. Można sobie darować, w końcu miejsce nieodpłatne zdefiniowane zostało w odległości trzech metrów od ichnich parasoli... W try miga przemieszczam nasz dobytek i do końca plażujemy już w pełni słońca i spokoju, podziwiając klasyczny widok rysujących się w oddali domostw Sozopolu.
Byłoby bajkowo, gdyby nie to, że dopada nas przedstawiciel bakterii zwanej "zemstą faraona". Jego dokuczliwość kończy się na szczęście po zaaplikowaniu lokalnego i uniwersalnego lekarstwa o nazwie rakijka i kilku powszechnie znanych preparatów farmaceutycznych.
(14.07.2015 08:14:25)jacky6 napisał(a):
pocztówka z Czarnomorca - macie takowe zabytki ?
![[Obrazek: 30acgaw.jpg]](http://i62.tinypic.com/30acgaw.jpg)
i jeszcze słynna plaża carska z Sozopolem w tle :-)
to przyjemne żyć marzeniami twardo stąpając po ziemi....


![[Obrazek: 35cixc9.jpg]](http://i57.tinypic.com/35cixc9.jpg)