21.07.2015 22:02:43
Pilnie zmierzamy do Nyíregyháza, są tam termy, o których sporo czytaliśmy. W dzielnicy basenowo-letniskowej odmierzamy kroki od basenu, widzimy na placykach przydomowych autka ze znajomymi nalepkami „PL”, ale wolnych kwater nie widać, więc namierzamy termal kamping.
Tam idziemy oglądać obiekty nazywane „bungalołami” – masakra! Za budę ponoć murowaną, gdzie w pokoju dwuosobowym stłoczono aż 6 łóżek i nie zmieściło się już nic więcej, nawet umywalka, Bratanki chcą aż 9000 forintów za dobę, niezależnie od ilości osób. Tymczasem odlewnia moczu w odległości 80 metrów...
Wyjeżdżamy poza obszar basenowo - domkowy i widzimy restauracyjkę z pokojami gościnnym. Gospodarz smętnie dumający w pustej knajpce rzuca cenę 3600 forintów za dwójkę.
Po zerknięciu na lokale wręczamy gotówkę, przenosimy manele z bagażnika i zakładamy własną moskitierę na okno, jako że lokum nagrzane upałem, a komary to lubią. Atmosfera domowa - szykujemy posiłek wieczorny, przygotowujemy ciepłe napoje na jutrzejszą podróż, łączymy się z mobila z dzieciakami w kraju...
Pół godziny później do pozostałych pokoi wprowadza się ekipa pracowników firmy drogowej, a może geodetów.
Pichcą, myją się, ale do zbratania nie dochodzi, nie przeszkadzają nam w bytowaniu, sprawują się grzecznie i trzymają z oddzielna.
Na dobranoc oglądamy w telewizji pożary w Grecji.
Tutaj też ciepło, ale jeszcze straż pożarna do akcji nie powołana.
Tam idziemy oglądać obiekty nazywane „bungalołami” – masakra! Za budę ponoć murowaną, gdzie w pokoju dwuosobowym stłoczono aż 6 łóżek i nie zmieściło się już nic więcej, nawet umywalka, Bratanki chcą aż 9000 forintów za dobę, niezależnie od ilości osób. Tymczasem odlewnia moczu w odległości 80 metrów...
Wyjeżdżamy poza obszar basenowo - domkowy i widzimy restauracyjkę z pokojami gościnnym. Gospodarz smętnie dumający w pustej knajpce rzuca cenę 3600 forintów za dwójkę.
Po zerknięciu na lokale wręczamy gotówkę, przenosimy manele z bagażnika i zakładamy własną moskitierę na okno, jako że lokum nagrzane upałem, a komary to lubią. Atmosfera domowa - szykujemy posiłek wieczorny, przygotowujemy ciepłe napoje na jutrzejszą podróż, łączymy się z mobila z dzieciakami w kraju...
Pół godziny później do pozostałych pokoi wprowadza się ekipa pracowników firmy drogowej, a może geodetów.
Pichcą, myją się, ale do zbratania nie dochodzi, nie przeszkadzają nam w bytowaniu, sprawują się grzecznie i trzymają z oddzielna.
Na dobranoc oglądamy w telewizji pożary w Grecji.
Tutaj też ciepło, ale jeszcze straż pożarna do akcji nie powołana.
to przyjemne żyć marzeniami twardo stąpając po ziemi....

