21.09.2021 20:44:59
BG samochodem.
Resume z wyprawy 2021
Trzeba wreszcie wziąć i podsumować.
Przyobiecałem a to dla mnie święta rzecz.
Były dwa główne cele dla których zdecydowałem się ruszyć do BG po 5 letniej przerwie.
Jeden z nich, który miał być głównym – nie został zrealizowany.
Był to projekt tygodniowej kuracji w bułgarskim sanatorium, gdyby ten test został oceniony pozytywnie to w przyszłym roku wyruszylibyśmy tam na pełną 3-tygodniową kurację.
10 dni przed rozpoczęciem testu miałem potwierdzić mejlowo uruchomioną rezerwację w tamtejszym funduszu zdrowia.
Będąc już w BG wysłałem mejla wnioskując o potwierdzenie ulokowania nas w przyobiecanym studio z własną a samodzielną łazienką oraz jeszcze kilka takich tam indywidualnych zgłoszeń.
Niestety – odpowiedzi nie otrzymałem więc rezerwacji nie potwierdziłem.
Nie smutasiłem się ponieważ akuratnie pogoda w Obzor była wręcz zniewalająca.
Równocześnie obserwowałem rozwój wydarzeń u tamtejszego Pana Demi a była na wybrzeżu czerwona strefa. Być może wystraszyli się, że przywieziemy im do Bankja covidowe zaprawki znad morza ?
Jedźmy dalej.
Wrażenia z trasy i pobytu.
Przybyło bardzo dużo lepszych autek. Poznikały resztki ład, zaporożców i innych czterokołowców z czasów ludowej demokracji.
Tak samo TIRów, na wjeździe przez Calafat przed mostem dla mnie astronomiczna kolejka ciężarówek a już po drugiej stronie w Vidin – niewyobrażalne pociągi TIRów. A przed oczyma miałem małe grupki ciężarówek przemieszczających się przez ten most gdy 6 lat temu jechaliśmy do TR.
Aczkolwiek wręcz błyskawicznie obsłużono nas na moście włącznie z zakupem BG vinietki.
Z tego względu spoglądając na witrynkę rumuńskiej straży granicznej – podsuniętą przez Marka ( dzięki ) – obserwowałem natężenie na przejściach granicznych przez wszystkie dni tygodnia – podjąłem decyzję powrotu przez Ruse/Giurgiu i to zaraz po natężeniu weekendowym.
Pominąłem korki i zatory na obwodnicy Bukaresztu i przyjrzałem się dokładniej w którym miejscu wbić się na autostradę przed Pitesti.
Na nocleg dotarliśmy na zamówioną miejscówkę w pensjonacie Alis w Calimanesti – Caciulata po drodze konsumując smakowitą obiado-kolację na popasie. Zresztą kolejny raz w tej samej knajpce. Zaskoczeniem była możliwość zapłaty kartą.
W pensjonacie szybko się rozlokowaliśmy i od razu z reklamacją do recepcji – dlaczego w pokoju nie ma czajnika ?
Przesympatyczny recepcjonista zaprowadził nas do jadalni ( rankiem było tam śniadanko w rodzaju bufetu szwedzkiego ) a tam do naszej dyspozycji cała kuchnia. Skorzystaliśmy konsumując kolacyjkę oraz krople rozweselająco – luzujące a docelowo usypiające.
Trasa przez Karpaty następnego dnia to lokowanie się między TIRami. I nie żałowałem tego, ponieważ gnali 80-tką tam gdzie w wioskach były ograniczenia do 50. Przed sobą miałem zająca a tylko dwa razy wyprzedziły mnie ciężarówki. Cóż, znają tą trasę na pamięć i wiedzą, gdzie i kiedy wykonać jaki manewr.
Jeszcze przed granicą BG/RO – w Car Kalojan – w lokalnym sklepiku pozbyłem się resztek levów.
Zresztą – wtedy, w Car Kalojan zaczęliśmy głośno wyrażać myśl, że być może jest to nasze pożegnanie z Bułgarią a zarazem i Bałkanem.
Analogicznie przed granicą RO/HU – wydaliśmy w sklepiku całą gotówkę. Poszły na zakup lokalnych trunków, kiełbas i serów.
Na nocleg dotarliśmy już w zapadającym zmroku do Bogacs. Byliśmy już zbyt zmęczeni aby pójść na kolejną sesję do tamtejszych piwniczek winnych. Pozostawiliśmy to sobie na następny wieczór, gdyż podjęliśmy decyzję o dodatkowym noclegu.
C.D.N.
to przyjemne żyć marzeniami twardo stąpając po ziemi....

