28.07.2015 12:19:03
W okolicy Giurgiu dopada nas zmrok.
Widzimy elegancki, pięciogwiazdkowy pensjonat, chwila marzeń i... jedziemy dalej – po zapoznaniu się z ceną wywieszoną nad recepcją nawet nie próbuję zabrać głosu. Wkrótce łapiemy nocleg na pięterku nad stacją paliwową RAFO.
Za jedyne 85 lei mamy dwójkę z klimą, telewizorem i... mankamentem, to znaczy łazienką na korytarzu.
W nocy następuje załamanie pogody. Przychodzi silna burza, na kilka godzin "wywala korki" w całej okolicznej energetyce. Tuż po północy podenerwowana Maryla pyta, dlaczego wyłączyłem klimę...
1 września 2007, sobota
Prognoza pogody w wieczornych informacjach telewizyjnych ustawiła mnie na zmianę trasy. Decyzję potwierdzają poranne relacje na żywo z rumuńskich kurortów koło Konstancy - tam też leje.
Bułgaria wita nas deszczem - pierwszy raz od 12 lat!
Psychiczna masakra, jak by rzekło najmłodsze pokolenie...
Wjeżdżamy - ale nie mamy wrażenia wjazdu do Bułgarii.
To jakiś inny kraj! Pochmurno, mokro, chłodno, ponuro...
Z Ruse bierzemy azymut na Sofię. Po drodze rozglądamy się za tradycyjnymi baniczkami – niestety, nici z tego, dopiero później kupujemy je w jakiejś wiosce.
Mają mydlany smak.
W południe przejeżdżamy pod Wielkim Tyrnowem - dosłownie „pod”, ponieważ droga wjeżdża w tunel wydrążony pod miastem.
Wielkie Tyrnowo jest z pewnością warte wizyty, lecz pochmurna i dżdżysta pogoda zniechęca do zwiedzania.
Musi nam na razie wystarczyć robiąca wrażenie panorama miasta.
Wiem, że kiedyś tu wrócimy - tradycyjnie...
Po godzinie docieramy do Etyru. Kiedyś się sporo naczytałem o tutejszym skansenie na internetowym forum, a teraz jesteśmy tutaj w rzeczywistości.
Nie zważając na pogodę parkujemy na obrzeżach i zaczynamy zwiedzanie od obiadu w stylizowanej restauracji, smaczne żarełko, zapamiętałem gjuwecz po rodopsku w charakterystycznych glinianych korytkach.
Po posiłku pora zapoznać się ze skansenem, choć pogoda pod psem.
Najpierw oglądamy kurne chaty, potem piętrowe, drewniane domki z charakterystycznym nawisem nad uliczką, pracownie artystyczne i punkty handlowe będące odpowiednikami naszej Cepelii, później znów mehany (lokalna odmiana oberży). Zwiedzanie kończymy w ulewnym deszczu.
Widzimy elegancki, pięciogwiazdkowy pensjonat, chwila marzeń i... jedziemy dalej – po zapoznaniu się z ceną wywieszoną nad recepcją nawet nie próbuję zabrać głosu. Wkrótce łapiemy nocleg na pięterku nad stacją paliwową RAFO.
Za jedyne 85 lei mamy dwójkę z klimą, telewizorem i... mankamentem, to znaczy łazienką na korytarzu.
W nocy następuje załamanie pogody. Przychodzi silna burza, na kilka godzin "wywala korki" w całej okolicznej energetyce. Tuż po północy podenerwowana Maryla pyta, dlaczego wyłączyłem klimę...
1 września 2007, sobota
Prognoza pogody w wieczornych informacjach telewizyjnych ustawiła mnie na zmianę trasy. Decyzję potwierdzają poranne relacje na żywo z rumuńskich kurortów koło Konstancy - tam też leje.
Bułgaria wita nas deszczem - pierwszy raz od 12 lat!
Psychiczna masakra, jak by rzekło najmłodsze pokolenie...
Wjeżdżamy - ale nie mamy wrażenia wjazdu do Bułgarii.
To jakiś inny kraj! Pochmurno, mokro, chłodno, ponuro...
Z Ruse bierzemy azymut na Sofię. Po drodze rozglądamy się za tradycyjnymi baniczkami – niestety, nici z tego, dopiero później kupujemy je w jakiejś wiosce.
Mają mydlany smak.
W południe przejeżdżamy pod Wielkim Tyrnowem - dosłownie „pod”, ponieważ droga wjeżdża w tunel wydrążony pod miastem.
Wielkie Tyrnowo jest z pewnością warte wizyty, lecz pochmurna i dżdżysta pogoda zniechęca do zwiedzania.
Musi nam na razie wystarczyć robiąca wrażenie panorama miasta.
Wiem, że kiedyś tu wrócimy - tradycyjnie...
Po godzinie docieramy do Etyru. Kiedyś się sporo naczytałem o tutejszym skansenie na internetowym forum, a teraz jesteśmy tutaj w rzeczywistości.
Nie zważając na pogodę parkujemy na obrzeżach i zaczynamy zwiedzanie od obiadu w stylizowanej restauracji, smaczne żarełko, zapamiętałem gjuwecz po rodopsku w charakterystycznych glinianych korytkach.
Po posiłku pora zapoznać się ze skansenem, choć pogoda pod psem.
Najpierw oglądamy kurne chaty, potem piętrowe, drewniane domki z charakterystycznym nawisem nad uliczką, pracownie artystyczne i punkty handlowe będące odpowiednikami naszej Cepelii, później znów mehany (lokalna odmiana oberży). Zwiedzanie kończymy w ulewnym deszczu.
to przyjemne żyć marzeniami twardo stąpając po ziemi....

