30.07.2015 09:52:19
(29.07.2015 20:42:27)nunatak2 napisał(a): Twoje teksty są jak najlepszy serial! Kończą się w najmniej oczekiwanym momencie i człowiek w napięciu czeka na kolejny odcinek
póki co nawijam z historii....
a tak na marginesie - już sobie kreślę nowy szkic tranzytu przez BG...
......
Pogoda się kotłuje przez cały czas, jedziemy równo z czołem frontu atmosferycznego. Wyładowania atmosferyczne są, i owszem, widokowe, ale ich skutki nader przykre... Wtem Maryla spostrzega drogowskaz informujący o bliskości miasteczka Paweł Banja, szybko sięga do naszego ubiegłorocznego dziennika pokładowego i oznajmia, że ma tam być kurort z wodami termalnymi.
Tak, przypominam sobie, opowiadał nam o nim gospodarz kwatery w Obzorze.
Jest tam kilka źródeł mineralnych, mniej lub bardziej gorących, luksusowy kompleks balneologiczno-rehabilitacyjny i trochę domów z infrastrukturą zdolną do obsłużenia kilku tysięcy stałych mieszkańców oraz tłumów gości. Paweł Banja to uzdrowisko o wysokim prestiżu, ciekawe jak się to folderowe hasło reklamowe sprawdza w praktyce...
Mam jednak wątpliwości, czy skręcić do Paweł Banja, widzę bowiem nadzwyczaj czarne chmury gradowe. Maryla przekonuje mnie argumentem, że być może kolejny raz nie przyjdzie nam znaleźć się tutaj tak szybko.
Wjeżdżamy zatem do miasteczka, kątem oka koduję najbardziej istotne obiekty przydatne podróżującym: stację paliw i sporych gabarytów market przy skrzyżowaniu.
W centrum dopada nas burza. Widząc jej groźby szukam sensownego schronienia, kręcę się po placyku, przy którym widać coś w rodzaju przystanku (dworca autobusowego?), w końcu wjeżdżam na wysoki chodnik i chowam się pod jakimś skromnie rozrośniętym drzewkiem.
Za chwilę przychodzi gradobicie. Kule lodowe wielkości dorodnego orzecha włoskiego bombardują nasze autko, prawie się modlimy, bo gdyby rozwaliły nam szyby, to gdzie szukać na tej prowincji "szklarza" do autka?
Wkrótce deszcz przybiera na sile tak, że chodnik, na który przezornie wjechałem, staje się wysepką na morzu wód burzowych zmierzających do centrum chyba z całego miasteczka.
Tuż obok nas zatrzymuje się inne autko, lokalne, a jeszcze inne w odległości na wyciągnięcie ręki prawie topi się na skrzyżowaniu, silnik i wnętrze pojazdu zalane, pasażerowie uciekają...
Ja przez cały czas trzymam mój silnik w trybie pracy. Po kilkunastu minutach nawałnica cichnie, chmury się rozstępują, wody spływają - więc ruszamy.
Przystajemy obok jakiegoś biura podróży i – tak, naprawdę! - na niebie pojawia się słońce. Pracownica biura potwierdza możliwość zakwaterowania (średnia cena ponoć 8-10 lewa od osoby) i opisuje nam dojazd do sanatorium, będącego zarazem domem zdrojowym.
to przyjemne żyć marzeniami twardo stąpając po ziemi....


