Ocena wątku:
  • 8 głosów - średnia: 4.38
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Na bułgarskim szlaku jacky @ maryla od lat !
Jacky, nie nadążam za Tobą...
Odpowiedz
(23.09.2015 17:51:59)dżek napisał(a): Jacky, nie nadążam za Tobą...

Maryla też nie nadąża za mną...
Dotarliśmy i jakże ciepły wieczór w Obzorze, żarełko & browarek - nowy gatunek ( przynajmniej dla mnie ) Zagorka Retro.
Teraz na werandę z flaszką Chateau Karnobat...
Qurde, żeby nie to przymglenie - to ile byłoby widać gwiazd.
Prawdziwe zakończenie lata 2015 :-)
to przyjemne żyć marzeniami twardo stąpając po ziemi....Big Grin
Odpowiedz
długo dzisiaj dyskutowaliśmy, czy zostać tu jeszcze do soboty a wtedy rankiem uciec do PL...
na piątek pogoda tutaj superoska ...
ale jako starszy wiekiem kierowca musiałem dobrze przeliczyć trasę a tym samym mieć jeden dzień rezerwy...
ponadto pogoda w Bratankowie, czyli w Bogacsu na sobotę kompletnie się walnęła więc wracamy z jednym skokiem, czyli noclegiem u Romków - plan minimum to sypialnia w pensjonacie Alfrid w Calciulata ( okolice Cozia ) lub pension Marion w Gothatea ( za Deva ) ...
a potem już bratankową i słowacką rurą jazda do chałupy ...
 
to przyjemne żyć marzeniami twardo stąpając po ziemi....Big Grin
Odpowiedz
wróciliśmy godzinę temu do domku, cali, zdrowi, zadowoleni - na liczniku autka 6.300 km,
sporo wrażeń choć nie wszystkie plany udało się nam zrealizować,
pozdrawiamy wszystkich, którzy udzielali nam pomocy podczas wyjazdu,
waga łazienkowa wykazuje u mnie - 1,5 kg a u Maryli + 2 kg
to przyjemne żyć marzeniami twardo stąpając po ziemi....Big Grin
Odpowiedz
(23.09.2015 10:17:26)jacky6 napisał(a): Właściwie moja historyczna relacja kończy się.
Pozostają z jednej strony suplementy ...

 Suplement I

Bułgaria z przełomu lat 90tch i pierwszej dziesiątki trzeciego tysiąclecia


Na zakończenie garstka luźnych wspominek i refleksji, które narodziły się przy okazji przeglądania albumu fotografii z tamtego periodu...
W swoim rodzinnym i koleżeńskim gronie byłem wówczas prawie bohaterem, a już na pewno pionierem turystyki bałkańskiej - większość moich bliskich i znajomych nawet Słowacji nie posmakowała.
Jeździliśmy na początku w dwie rodziny, w dwa autka, szukaliśmy jak największych oszczędności.
Nie posiadaliśmy jeszcze pewności co do smakowitości i zdrowotności kuchni bałkańskiej. Woziliśmy zatem ze sobą zupki chińskie, gorące kubki, butle gazowe i na trasie rozglądaliśmy się za ocienionym parkingiem, coby oną zupkę ugotować.
Niektórzy z nas słabo znali geografię.
Moja siostrzenica, już wtedy matka dwojgu dzieciom, po przejechaniu 200 kilometrów Caucesculandu pytała nerwowo, czy to już za pół godziny dotrzemy do Czarnego Morza... o naiwności...
Byliśmy też na zerowym poziomie doświadczeń w zdobywaniu noclegów na trasie.
Jątrzył nas poza tym brak zaufania do gościnności Rumunów.
To była cena, jaką płaciliśmy za brak pola wymiany doświadczeń, którą jest dzisiaj internet.
Bo jeśli nawet istniały wtedy drukowane przewodniki, to traktowały one temat miejscowo, czyli co jest gdzieś do zobaczenia.
Na trasach często spotykaliśmy krajanów, nieraz na krótkich odcinkach łączyliśmy siły i formowaliśmy polską kolumnę.
Teraz śmiało mogę napisać, że byli to pionierzy.
Z przepływu informacji wnioskuję, że doświadczenia z tras do Bułgarii zaowocowały poszerzeniem o nowe destynacje o kraje leżące za Bułgarią jak i w odmiennych kierunkach.



to przyjemne żyć marzeniami twardo stąpając po ziemi....Big Grin
Odpowiedz
To były zupełnie inne czasy Smile
...:::Bbbuuulllgggaaarrriiiaaa Rrruuullleeezzz:::...
96 97 98 99 00 01 02 03 04 05 06 07 08 09 10 11 12 13 14 15 16 17 18 19 20 21 22
Odpowiedz
(28.09.2015 21:40:00)Wawo napisał(a): To były zupełnie inne czasy Smile

To samoo powiemy za 10 lat o dzisiejszych wojażach...
Odpowiedz
(28.09.2015 21:44:25)dżek napisał(a):
(28.09.2015 21:40:00)Wawo napisał(a): To były zupełnie inne czasy Smile

To samo powiemy za 10 lat o dzisiejszych wojażach...

genau ja - jak powiadają Germany proklate ...

a tymczasem ...

Bułgaria z przełomu lat 90tch i pierwszej dziesiątki trzeciego tysiąclecia

Paranoiczne kolejki na pogranpunktach wywoływały w nas nerwowy śmiech przechodzący w depresję, licytowaliśmy kolejne rekordy oczekiwania, komentowaliśmy ślamazarność, bezmyślność i bezduszność służb granicznych.
Stało się przecież po 6-9 godzin w palącym słońcu, wokół słyszało się klątwy i deklaracje, że to już ostatnia podróż na Bałkany...
ale ludzie jednak nie zawracali, nie mieli wyjścia, bo już opłacili swoje wczasy w biurze turystycznym...
albo po prostu byli już zdecydowani dojechać, bo sobie ową Bułgarię od miesięcy wymarzyli.

Pomimo tego wszystkiego jechaliśmy tam zawsze z humorem, uśmiech i śmiech towarzyszyły nam bezustannie, zaś nagrodą za poniesione trudy było zdobywane stopniowo doświadczenie.

Dzisiaj świat jest inny niż wtedy, szerszy, wygodniejszy, otwarty.
Pękła żelazna kurtyna, Europa się jednoczy, media – z internetem na czele – dają nam jako-tako wierny obraz realiów, aktualne informacje biegną z miejsca na miejsce tak szybko, że niekiedy nawet za nimi nie nadążamy...
I wierzcie mi – tak jest lepiej.
A już na pewno dla tych, którzy chcą podróżować.


Na tych słowach kończy się relacja pisana wspólnie z Texarcaną.
Może ktoś ją jeszcze pamięta z starego .com.
Pojawiła się tam i nie została potraktowana zbyt poważnie.
Zachęciła mnie do bardziej literackiego przekazu i dokonała sporych poprawek i uzupełnień.
Niestety - płonną okazała się nadzieja na edycję książkową, te czasy już minęły.
Zebrała Texarcana jeszcze sporo relacji innych autorów.
Też ciekawe, mam udostępnione kopie ale stanowią one własność innych autorów.
Nanosiłem nikłe poprawki wynikające z przesunięcia czasowego, tekst zasadniczy powstawał kilka lata temu i czekał na edycję.
Trzeba było zatem przeszlifować kilka fragmentów.
Niektóre moje fotografie też ilustrują pewne zjawiska z przesunięciem czasowym.
To też skutek opóźnionego powrotu do fotografiki.


I przejdą lata i chwile przeminą ....
to przyjemne żyć marzeniami twardo stąpając po ziemi....Big Grin
Odpowiedz

Teraz zaczynam taką sobie fragmentaryczną relację z tegorocznego wojażu - przynajmniej na trasie do i z BG w tym tranzyt do TR.
Na razie nie mam jeszcze obrobionych fotografii, ale z czasem....

Dzień pierwszy - piątek 4 września.
Prognoza pogody zachęcała do najszybszego ewakuowania się w kierunku Bałkanu.
Wybrałem trasę przez Cieszyn - Żylinę i dalej winietkowo.
Na ulicach Budapesztu gapiąc się na maszerujący na Wiedeń pochód bodaj tysiąca wiernych przegapiłem zjazd na Belgrad.
W bocznej uliczce włączyłem wreszcie nawigację a ta szybciutko wyprowadziła mnie z manowców.
Jeno po drodze utknąłem w małym korku spowodowanym konwojem policyjnym ochraniającym romkowych kiboli dojeżdżających ma mecz eliminacji ME.
Na nocleg upatrzyłem sobie Mako, tamże po drobnych zakupach w Tesco dokonałem przeglądu pensjonatów. Owe noclegownie zostały co prawda wyrzucone z obiegu po uruchomieniu autostrady równolegle do starej drogi ale pozostały, choć niektóre już chyba nie odżyją.
Siedząc przed bugalowem cieszyliśmy się jeszcze ciepełkiem ale w nocy przyszedł deszcz.
Właściciele wszystkich odwiedzonych panzio'now jakby się umówili co do ceny za dwójkę - tylko 30€. Wybraliśmy ten z najkrótszą drogą od autka do pokoju.
Obok siedziała para romkowa, przyjechali na jutrzejsze wesele do kuzyna.
Odstresowanie od wolanta zostało ułatwione przez kilka łyczków gruszkowej palinki.
Szybciej się zasypia.

 
to przyjemne żyć marzeniami twardo stąpając po ziemi....Big Grin
Odpowiedz

Dzień drugi.

Wyruszamy z Mako kierując się starą drogą do Nadlac. Przegapiłem możliwość najazdu na autostradę - wystarczyło tylko trochę się cofnąć. Mimo straty w postaci jazdy na zdezelowanej nawierzchni uzyskałem informację, że od Mako do Nagylac jest jeszcze sporo pensjonatów. Przyda się ta wiedza na za rok.
Dojeżdżając do granicy odnajduję wzrokowo miejsce, gdzie latem 1996 staliśmy w absurdalnej kolejce do odprawy równe 10 godzin.
Nie chcąc ryzykować szarpanki na drodze kupuję od razu RO-winietkę.
Potem długa rura aż do Timiszoary.
Timiszoara też mi się kojarzy z 3-krotnym nocowaniu na kempingu na obrzeżach miasta.
Tamtejsze bungalowy miały mocno zróżnicowane standardy.
Do Drobety TS ciągniemy bezproblemowo, tamże gościmy się w serbskiej restauracji.
Celem było miasto Calafat, miałem zamiar skorzystania z noclegu w motelu poleconym mi swego czasu przez Leona.
Ale jak podjechaliśmy pod wiadukt to Maryla oszacowała poziom słońca i zasugerowała przejazd do Widynia i tam szukanie noclegu.
Więc zawróciłem i dojeżdżamy do punktu kontrolnego będącego zarazem miejscem poboru opłat.
Zgłaszamy się jako czwarta obsada. Jest 19:45.
Widzę jakieś przepychanki słowne przy pierwszych autkach.
Po chwili trochę się wyjaśnia. Kończy przed czasem pracę popołudniowa zmiana. Czekają na zmienników, którzy przywożeni są busikiem. Tym samym busikiem popołudniowcy jadą do domku.
Zmiana wieczorna się rozkłada. Znów przepychanki przy pierwszych 2 autkach.
Idę sprawdzić o co im biega.
I już wiadomo, pierwsze dwa autka są sprowadzane z kraju, gdzie kierowca siedzi po prawicy.
Widać nie zadbali o wymagane papiery.
Czas płynie. Zapada zmrok a za nami już potężna kolejka.
Dlaczego skurczybyki nie odstawili ich bok w celu wyjaśnienia a tym samym odblokowania narastającej kolejki.
Wreszcie ruszamy - jest 20:35, most oświetlony ale żadnego widoku, który chciałem uwiecznić na kliszy elektronicznej.
Kluczymy po Widyniu przyglądając się tamtejszym noclegowniom, szybko łapiemy miejscówkę w hoteliku rodzinnym, to jedyny przypadek, że rezygnujemy z ichniego śniadania. Mamy jeszcze własne.
Przegląd wiadomości z kraju i ze świata via Wi-Fi i szybko dopada nas sen.
to przyjemne żyć marzeniami twardo stąpając po ziemi....Big Grin
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 5 gości