Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Prizren
#1
Peter wołał o kilka słów o kosowskim Prizren, poniższy tekst wspomina nasz pobyt w tym mieście w 2014 roku. Raz już go publikowałem, ta wersja zawiera jedynie drobne korekty Smile Dołączam też kilka zdjęć, większą paczkę mam w domu, fotorelację opracuję i trafi tam gdzie powinna Smile

Spokojnie, mów po serbsku.

Dochodziła czternasta. Ciężko zwlokłem się z wyra i odsłoniłem okno. Piękna pogoda, nie ma upału, Prizren czekało na kolejny dzień naszej eksploracji. Tylko ta głowa taka ciężka...
- Nie pamiętam, kiedy ostatni raz nas ugościli w ten sposób – zagadałem do wciąż zbierającej siły lepszej połowy.
- Chyba w Melnik, pamiętasz tego winiarza?
- Taa, ten gość był wybitnie uprzejmy – uśmiechnąłem się na wspomnienie ciężkiej batalii, jaką stoczyliśmy z młodym winem faceta, u którego stacjonowaliśmy. Sympatyczny pan, właściciel winiarni i pensjonatu, tylko przy pierwszej lampce zapytał co podać. Przez resztę wieczoru delikatnie acz stanowczo dawał do zrozumienia, że nie uznaje czegoś takiego jak pusta szklanka. Następnego dnia, o piętnastej czasu lokalnego, zszedłem do recepcji oświadczyć, że zostaniemy jeszcze jeden dzień. Nawet się nie zdziwił. Tylko wyciągnął z lodówki zimne Pirinsko Pivo.  
- To było chyba w 2007 – grzebałem w pamięci – czyli zachowaliśmy względną asertywność w imprezowaniu na Bałkanach jakieś siedem lat.
- A wczoraj asertywność trafił szlag – podsumowała.
Zaczęło się niewinnie, za dnia spacerowaliśmy po Prizren. Najpierw twierdza, potem małe, urokliwe uliczki, kawa w knajpce przy rzece. Ulubiona część zwiedzania, czyli ten kawałek miasta, gdzie to turysta stanowi atrakcję a nie odwrotnie, przypadła na późne popołudnie i wieczór. Nałaziliśmy się zdrowo, nadszedł czas przysiąść na piwo. Pierwsza z brzegu knajpa, wolny stolik przy otwartym oknie, można palić, czego chcieć więcej? Nic nie zapowiadało kataklizmu jaki nastąpił w nocy.
Zbliżała się pora zamknięcia lokalu. Kończyliśmy kolejną partię w kości, powoli dopijaliśmy ostatnie Niksicko Pivo, dopalaliśmy papierosy. Zbieraliśmy się do motelu, gdy ni stąd ni zowąd przyszedł barman, stawiając dwa pełne kufle na stole, oznajmił po angielsku:
- To od szefa.
- Dzięki piękne – odpowiedziałem, jak nakazuje dobre wychowanie.
- Skąd jesteście?
- Z Polski.
- No to witajcie w Kosowie.
I się zawinął. Ostatni goście wyszli z knajpy, my też już byliśmy gotowi, rozprawiwszy się z postawionym piwem, gdy chłopaki z obsługi zaczęli zestawiać stoliki na środku sali. Podszedł do nas szef i zaprosił do stołu.
- Chodźcie z nami usiąść, rzadko kiedy bywa tak, że zagraniczni goście zostają u nas dłużej niż na jedno, dwa piwa.
Szefowi się nie odmawia, dołączyliśmy do wesołej drużyny. Nagle wszystko nabrało tempa. Piwo zaczęło się lać strumieniami, człowiek jednego kufla nie skończył, a już stawiali następne. Na stół wjechały przekąski, zakąski, sałaty, co sobie człowiek wymyśli.
- No to opowiadajcie – poprosił szef – jak widzicie Kosowo, podoba wam się u nas?
Zdziwiłem się trochę, bo gość zagadywał po serbsku. Szef zobaczył moje zaskoczenie i się uśmiechnął.
- Spokojnie, mów po serbsku, pewno naopowiadali ci nie wiadomo jakich rzeczy, nie kombinuj po angielsku, bo chłopaki w tym języku potrafią obsługiwać klientów. Po serbsku trochę rozumieją a resztę im przetłumaczę.
Faktycznie, kilka dni wcześniej, jeszcze w Czarnogórze a tym bardzie w Serbii przestrzegali, żebym broń Boże nie używał tego języka. Tylko angielski, jeśli chcę uniknąć niepotrzebnych problemów. Ale skoro można...
- Tak, mówili, że z serbskim lepiej nie ryzykować – odpowiadam – a Kosowo? Pięknie tu u was, spokojnie, trochę chaos na ulicach ale to normalne na Bałkanach – i tak dalej, gadka szmatka, typowe rozmowy przy piwie. Toczyło się to kilka godzin, w tle łomotało albańskie disco, impreza na całego.
- Puść nam swoją, ulubioną muzykę – poprosił mnie któryś z chłopaków – najlepiej polską.
Udałem się, już nieco chwiejnym krokiem do komputera, uporałem się z albańską klawiaturą (co uwierzcie mi, wcale nie było proste), wstukałem pierwsze co mi przyszło do głowy. Z głośników ryknęło:

„Nie szukaj drogi, znajdziesz ją w sercu,
Smutna jest knajpa byłych morderców.
Niech cię nie trwożą, gdy do niej wkroczysz
Płonące w mroku morderców oczy”


- Fajnie brzmi, o czym ta piosenka?
To zacząłem opowiadać, zastanawiając się czy ze względu na niedawną wojnę, nie popełniam faux pass puszczając ten kawałek. Na szczęście nie, słuchali zafascynowani, gdy tłumaczyłem kolejne wersy Knajpy.
Szef zaskoczył mnie zupełnie, stwierdzając, że im też by się taki kawałek przydał.
- Może wtedy rozliczylibyśmy się z sumieniami.
Korciło mnie zadać jedno pytanie, ale miałem opory. Zauważył to i zachęcił
- Pytaj o co chcesz.
- Myślisz, że dogadacie się kiedyś z Serbami?
Chyba właśnie tego się spodziewał.
- Nie sądzę, na pewno nie to pokolenie i następne. Może kiedyś, w przyszłości. Widzisz, Prizren jest inne niż reszta Kosowa, tu możemy sobie swobodnie o takich sprawach rozmawiać. Zupełnie inaczej jest w innych częściach kraju, tam ludzie są bardziej zacięci niż tutaj. Zwróć zresztą uwagę na symbole, jak będziecie podróżować.
Jadąc kilka dni później do Bułgarii, zrozumiałem co miał na myśli. W Prizren są widoczne flagi Kosowa, im dalej w kraj tym większa dominacja symboliki albańskiej. W Prizren czuć chęć odrębności, gdzie indziej chęć przynależności do Wielkiej Albanii.
Skończyliśmy rozmawiać na trudne tematy i wróciliśmy do imprezy.
- Twoje chłopaki dadzą radę jutro pracować? Zapytałem, bo już większość miała mocno w czubie.
- Tak, ja mam filozofię pracy następującą – oświadczył – chłopaki tyrają, nie ma zmiłuj do 23:00, potem imprezujemy do rana, sen do 14:00, dwie godziny na ogarnięcie się. Od 16:00 rzetelna praca. Jak mi nie nawalają, nie robię im problemów. Tym sposobem mam lojalną ekipę, a też widzę, że jak ktoś przesadził, to mogę mu jeden dzień odpuścić. Oni z kolei wiedzą, że będą u mnie mieli dobrze, jeśli nie będą próbować robić mnie w konia. Ot i cała tajemnica.
- No to zdrowe podejście – mówię – dobra przyjacielu, czas na nas – już było późno a raczej wcześnie i trzeba było z godnością opuścić lokal.
- Semi was odwiezie – rzucił kluczyki któremuś z chłopaków.
- On nie jest pijany? Spytałem
- Nie, on jest szofer, tylko dwa piwa wypił.
No to w drogę, pożegnaliśmy się serdecznie, podziękowaliśmy i udaliśmy na zasłużony wypoczynek.
Następnego dnia, rano o czternastej...


I wspomniane zdjęcia.

Z dala od turystów, w takim miejscu lubię usiąść na papierosa.
[Obrazek: 1265185209a066eIMG_1184.jpg]

Panorama Prizren, zdjęcie zrobione z twierdzy górującej nad miastem
[Obrazek: l_1265182c78f204bIMG_1171.jpg]

Spojrzenie na centrum miasta.
[Obrazek: l_12651811fb0e3faIMG_1169.jpg]

Zdjęcie z jednego z mostów
[Obrazek: l_126517835e9492fIMG_1151.jpg]

Prizrenska twierdza
[Obrazek: l_1265179c81ef977IMG_1154.jpg]

Chrześcijaństwu się w Kosowie mocno oberwało.
[Obrazek: l_1265183d4c81ccdIMG_1173.jpg]

Za to zabytki muzułmańskie mają się dobrze, o ile pamiętam, ta konstrukcja pochodzi z XIV wieku i służyła odprawianiu obrzędu zwanego "Namez" - ale głowy nie dam.
[Obrazek: l_1265186c7d7c80fIMG_1194.jpg]
Odpowiedz
#2
(27.10.2015 11:45:24)mastika_fan napisał(a): ...tekst wspomina nasz pobyt w tym mieście w 2014 roku. Raz już go publikowałem, ta wersja zawiera jedynie drobne korekty...

Tak, czytałem już tę opowieść. Przeczytałem z przyjemnością po raz kolejny.
Dobrze, że ją wyciągnąłeś z niebytu, tu jest jej miejsce.

Pzdr
Marek
Odpowiedz
#3
resztę też stopniowo dorzucę Smile
Odpowiedz
#4
oj wieczorem zasiądę do lektury, dzięki
ks. Tischner
„Prawdy są trzy: cała prawda, święta prawda i gówno prawda”
Odpowiedz
#5
mastika napisał:

Korciło mnie zadać jedno pytanie, ale miałem opory. Zauważył to i zachęcił
- Pytaj o co chcesz.
- Myślisz, że dogadacie się kiedyś z Serbami?
Chyba właśnie tego się spodziewał.
- Nie sądzę, na pewno nie to pokolenie i następne. Może kiedyś, w przyszłości. Widzisz, Prizren jest inne niż reszta Kosowa, tu możemy sobie swobodnie o takich sprawach rozmawiać. Zupełnie inaczej jest w innych częściach kraju, tam ludzie są bardziej zacięci niż tutaj.




… Mastika, nie dogadają się. Nigdy.
Nie wiem, czy łaziłeś po Kosowie za czasów serbskiej dominacji.   Jeśli nie, nie żałuj. Musiałbyś  wtedy co krok spotykać się z traktowaniem Kosowarów jak podludzi, bitych, poniżanych, zwłaszcza przez policję. Działo się to, co teraz – tyle, że w relacji odwrotnej. Dziś to enklawy serbskie (choćby dzielnica w Prisztinie) są  naznaczane pogardą i agresją. Kat i ofiara zamienili się rolami.
Nie zdołają dogadać się ludzie, którzy przez pokolenia byli wychowywani w nienawiści do sąsiadów, którzy wsłuchiwali się w krwawe opowieści dziadków o zbrodniach minionych. Spory etniczno – religijne nie zaczęły się od wojny bałkańskiej końca dwudziestego wieku. Mają wielowiekową historię, począwszy od różnych zachowań mieszkańców poddanych panowaniu muzułmańskiemu, poprzez swoistą kastowość aż po zróżnicowanie w możliwości zdobywania majątków. W tej historii nie ma  strony o czystym sumieniu:  wszyscy są winni! A że w zadawaniu śmierci (tak w czasie II wojny, jak i tej bardzo niedawnej) uczestnicy owych wydarzeń wykazywali się diabelską wręcz pomysłowością, prawie jak w naszym sporze wołyńskim, nienawiść, miast wygasać, wybucha nowym ogniem.
Jak myślisz, kiedy ostatni raz wbito pojmanego wroga na pal? Nie, nie był to Azja Tuchajbejowicz. Ostatnim tak straconym żołnierzem był ludobójca z Nowego Sadu, generał Szombathely. Serbowie w trakcie publicznej egzekucji – zgodnie z wydanym wyrokiem sądowym - nadziali go na pal a rok był – uwaga – 1946. Okrucieństwo podąża za innym okrucieństwem. I tego nie można rozpatrywać w kategoriach rozumu czy emocji nawet. Dominiku, mamy do czynienia już z atawizmem, zatem strukturą  podlegającą redukcji czy wyciszeniu w kolejnych pokoleniach nadzwyczaj trudno.

Koszmarna to konstatacja, ale nie mam innej.
Wiesz zapewne, że podróżowałem po Bałkanach w czasach, gdy możliwości wędrowania nie wyznaczały mapy, granice, ale linie frontu. Trochę na zasadzie szukania coraz mocniejszej dawki adrenaliny, trochę w myśl wyznawanej zasady, że człowieczeństwu najlepiej przyglądać się na jego obrzeżach. Nigdy nie przeczytacie moich wspomnień z tamtych czasów – widziałem za dużo, zbyt wiele, by opakowywać owe chwile w etui ze słów. Przytoczę jednak drobiazg, gwoli potwierdzenia moich uwag.

Za Plitwickimi Jeziorami (nie uchował się żaden hotel, żadna kwatera – wszystko zbombardowane) skręcam w lewo, na przejście graniczne (dziś nie istnieje) drogą wiodącą do bośniackiego już Bihacza. Toczące się w jego rejonie walki przesunęły się na wschód, pogranicze jest w miarę spokojnie, jeśli  nie liczyć band rabujących wszystko, co  jeszcze można zrabować. Ale w Sarajewie – celu mojej wędrówki – wciąż giną ludzie na słynnej  Alei Snajperów, wokół miasta  toczą się walki, bodaj najkrwawsze w całej Bośni.
Na przejściu patrzą na nas jak na zjawy – ludzieńki złotym puntem (wtedy to było ajwaj – nowość, auto roku)  z własnej woli chcący wjechać w świat ogarnięty wojną. Muszę wykupić specjalne ubezpieczenie i podpisać papier, wedle którego zdaję sobie sprawę z grożących mi niebezpieczeństw. A potem wielogodzinna jazda przez ludne niegdyś wioski, drogą zaznaczoną exodusem, który  ledwie kilka tygodni temu się tędy przetaczał – pozostawione  na poboczu samochody, w większości spalone, jakieś meble, pralki, kuchenki, zapewne zrzucone z ciężarówek, gdy uchodźcy musieli wybierać pomiędzy ocaleniem dobytku a własnym życiem.

I morze ruin – wioska po wiosce: nie ocalał żaden dom, wszystkie zapadnięte w sobie,  ledwo czasem stoją pojedyncze, zaznaczone ranami od pocisków ściany. Wyobraźcie to sobie – cudowne w swych meandrach doliny Bałkanów i cały dzień jazdy podczas której nie spotkaliśmy jednego człowieka, nie zobaczyliśmy jednego ocalałego domu. Ruiny, ruiny… i ten zapach powracający od czasu do czasu –słodkawy, odpychający zapach rozkładającej się padliny. Któż wie, zwierzęcej czy ludzkiej. Tak pachnie wojna – obyście nigdy tego nie doświadczyli.

Do rzeczy – w pewnym momencie stwierdziliśmy, że jedno w tym koszmarnym krajobrazie szokuje nas najbardziej. Jako się rzekło – jechaliśmy przez to, co pozostało z ludnych, przytulonych  do górskich zboczy wsi. To, że zamieniono w ruiny domy stojące wzdłuż drogi, nie wystarczyło. Nie ocalał żaden – także te zawieszone wysoko nad doliną, pojedyncze domki zniszczono – systematycznie, po kolei wysyłano w ich kierunku pociski.  Możecie sobie wyobrazić, jaka nienawiść kierowała ludźmi zamieniającymi ten świat w spaloną ziemię, skoro strzelali dotąd, aż nie pozostało nic, nawet odległe przysiółki.

I gdy ktoś zaczyna mówić o bałkańskich wojnach jako czasie minionym, zawsze przypominam sobie tą koszmarną precyzję w dziele zniszczenia a owe zamienione w ruiny samotne domki wysoko, wysoko nad wioską są moją odpowiedzią. Takie formy nienawiści  zwiastują kolejną ich eskalację. Pytanie tylko: za dziesięć lat, za rok, czy może jutro…

***

A gadamy o napięciach  na Bałkanach w czasach szczególnych, kiedy na dawne atawizmy i  chęci odwetu nakłada się  nowy układ odniesienia.

Nie ma w tej chwili żadnego państwa tego regionu, które nie byłoby w sporze z sąsiadami. Nawet relacje Słowenii z Chorwacją pełne są napięć, choć w ich wypadku jest to konflikt czysto ekonomiczny. Do tego jest Bośnia, rozdarta wewnętrznie i utrzymywana praktycznie tylko dzięki nadzorowi międzynarodowemu.
Pośród tych napięć  coraz silniej zaczynają funkcjonować formacje skrajne, z al Kaidy się wywodzące a finansowane obficie przez Arabię Saudyjską. Są wszędzie –w Kosowie, na obrzeżach Chorwacji, na peryferiach Serbii. Nie tak dawno po regularnej bitwie w mieście Novi Pazar serbska policja przejęła ogromny arsenał broni i zlikwidowała związanego z al Kaidą wahabitę. Wiele obozów – zarówno wypoczynkowych dla rekonwalescentów przybywających po walkach w Azji i Afryce, jak i szkoleniowych – znajduje się w najuboższym rejonie Serbii, w trójkącie pomiędzy Bośnią i Hercegowiną a Czarnogórą, w którym dominują dwie profesje – handlu ludźmi i przemytu  narkotyków. Najwięcej takich obozów jest jednak w samej Bośni – funkcjonują praktycznie jawnie, zasilane przez strumień pieniędzy płynący z południowego wschodu.

I to jest pierwszy z nowych elementów. I mam gdzieś różnice kulturowe czy wyznaniowe. Istotą problemu jest to, że w części Europy tak rozedrganej, pełnej konfliktów, funkcjonuje coraz  liczniejsza grupa ludzi zdolnych do zachowań ekstremalnych, zmieniania rzeczywistości poprzez użycie broni. I grupa broń tę posiadająca.

No i drugi element – jesteśmy świadkami wędrówki ludów. Prędzej czy później bogata część Europy, nawet ta najbardziej przybyszom przychylna, zatrzaśnie drzwi – po prostu nie będzie miała możliwości przyjmowania kolejnych migrantów. Konsekwencję będą przerażające:  wciąż płynąca rzeka ludzi znajdzie się w potrzasku – bez możliwość przedostania się do upragnionego Edenu, bez szans na powrót. Zaczną się gromadzić na jednym, wcale nie tak wielkim terenie – na Bałkanach. To przecież już się dzieje. I wyobraźcie sobie - owe tłumy doprowadzone do ostateczności, skrajnie zdeterminowane zrodzą nową formę nienawiści.  A wszystko to w miejscu, gdzie nienawiść już rządzi, wszystko to w miejscu, gdzie wspomóc ich mogą formacje skrajne.

Boję się tego niepomiernie – to mieszanina, która musi wybuchnąć. I to chyba już niedługo.

PS. Mastika, zacząłeś wątek od konfesyjnych wręcz historii o zwierzętach. Już w innym miejscu dziękowałem Ci za nie i gratulowałem frazy. Czy jednak – skoro popłynął on w inną stronę – nie warto wyłączyć opowieści zwierzęcych w osobny wątek? Po co łączyć je z łajdactwami gatunku ludzkiego?

I uwaga druga: w poprzednim wcieleniu forum napisałem kilka drobiazgów i trochę podoradzałem współwyznawcom Bałkanów. Chyba się owe porady przydały, skoro obdarzyliście mnie najwyższym w historii bulgaricusa poziomem akceptacji. Ja wszakże twierdzę, że tak naprawdę udało mi się jedno: miałem swój udział w nakłonieniu Mastiki do pisania tekstów daleko wykraczających poza zwykłe relacje z wędrówek. Rychło okazało się, że jest on mistrzem w przekazywaniu czegoś, co nazywam metafizyką podróży. I niech tak zostanie, teraz i zawsze

PS II. Dopisuję, bo mnie trafia.  Biorę do ręki dzisiejszą gazetę a tam byk na byku. Ludzie!!! Pamiętajcie, mać, że słowo ‘muzułmanin’ (pisane z małej litery) oznacza wyznawcę islamu, natomiast ‘Muzułmanin’ (z dużej litery) piszemy wtedy, gdy mówimy o przedstawicielu grupy etnicznej…
Odpowiedz
#6
Cóż, nie idzie się nie zgodzić z każdym słowem, które napisałeś. Widać, czuć na każdym kroku, że zegar tyka. Niepokój połączony z uczuciem beznadziei i rezygnacji, narastającą frustrację... Musi wybuchnąć, prędzej czy później. Widziałem to z bliska. Pamiętacie jak media zaczęły trąbić o kryzysie na dworcu Keleti? 31 sierpnia Węgrzy wstrzymali wszystkie pociągi jadące na zachód Europy. Ja jechałem 30 sierpnia... A dwa dni spędziłem w Budapeszcie. Sporo widziałem, nie powiem, jeśli ktoś był w Budapeszcie to zapewne korzystał z przejścia podziemnego przy dworcu, tego, które prowadzi do metra. Tam było mnóstwo rodzin z małymi dziećmi, ludzi starszych, zmęczonych. Tam mi się autentycznie chciało płakać. Tym większe nerwy wywołuje u mnie zalewanie pomyjami sieci przez tak zwany "prawicowy internet". Ale to temat na inne miejsce.

Kocur, wiem że się nie dogadają. Ba, na trzeźwo nigdy bym nawet o tym nie pomyślał. Ale czas był tamtej nocy inny i chwila też inna. Wiedzę potrzebuję poszerzać dzięki rozmowom. Nawet tym najtrudniejszym. I plułbym sobie w brodę do dziś, gdybym wtedy nie zapytał. Dlaczego? Bo mogłem, bo odpowiedź usłyszałem tam, na miejscu. To chyba najcenniejsza wiedza. Przecież przez lata podróżowania stoczyłeś zapewne wiele rozmów z miejscowymi. Dla mnie znacznie droższym wspomnieniem niż jakikolwiek widok jest pamięć o rozmowie.

No i masz rację, jakoś ten akurat tekst mało pasuje do wątku. Przeniosę w odpowiedniejsze miejsce.
Odpowiedz
#7
Macie racje Panowie, sytuacja nie wyglada dobrze.  

Przed paroma dniami media bulgarskie cytowaly greckiego ministra, ze nowych 300 tys. uchodzcow z Jordanii i Libanu  ruszylo w kierunku  Europy. Bez opowiedzi zostaje pytanie, dlaczego ci uchodzcy placa tysiace dolarow przemytnikom, ida bez dokumentow, ale  sa wyposazeni w  GPSy, tablety, i wola zielona granice od przejsc granicznych? Na  lesnych sciezkach pozostawiaja butelki, czesci  odziezy i oznaczaja droge nastepnym.    
Z drugiej strony mieszkancy przygranicznych wiosek twierdza, ze w grupach jest wiele osob starych i schorowanych, wiele matek z malymi dziecmi, ida nieprzygotowani do warunkow klimatycznych. Nie chca pozostac w Bulgarii, bo slyszeli, ze w Bulgarii nie jest zbyt komfortowo, poza tym sa druty, policja, i  strzelaja. I mimo tego, ze omijaja Bulgarie, na granicy zarejestrowano i zatrzymano juz ponad 1000 nieletnich dzieci, ktore przyszly z grupami doroslych – bez rodzicow i oczywiscie bez dokumentow. Skoro w niepopularnej Bulgarii jest ich az tyle,to ile takich dzieci zostalo w Grecji , Chorwacji, Slowenii? Jeszcze jedno pytanie bez odpowiedzi, jeszcze jeden  problem, nad ktorym do tej pory nikt sie nie zastanowil.
Tak, na Balkanach ludzie sa raczej nerwowi  i pelni obaw, bo maja w tej sprawie bardzo bogate wrecz historyczne doswiadczenie, ktore Europa wyraznie i tym razem zignorowala.  Od lat pisza o regionalnych strukturach salafistow w Bosni, bo tam klimat byl sprzyjajacy. Nie wiadomo ile automatow i amunicji ukryto w domach prywatnych po wojnie. Ponoc cyfry sa tylko orientacyjne, bo nie potrafili sie ich doliczyc. Rany sa nie kilkuletnie, a wiekowe i tak glebokie jak apetyty przywodcow.                                                                                  
Historia lubi sie powtarzac, ale jak wsrod tych naplywowych -potrzebujacych odkryc w pore desperata, ktory chce umrzec z okrzkiem "Allah Akbar", a wlasnie poinformowali, ze jeden z wczorajszych zamachowcow przyplynal w pazdzierniku lodka do Grecji ?
Odpowiedz
#8
Sikorniku; patrzymy – Ty, Mastika czy ja – na sprawy  prawie globalne przez pryzmat ich  drobnych  cząstek – najbardziej w naszą wrażliwość sięgających. Przez dzieciaki uchodźców zagubione w Bułgarii, przez małe a wielkie dramaty, które Mastika widział na Keleti.

Musisz jednak, Sikorniku Drogi, pojąć, że w naszych polskich warunkach  wszystko  zaczyna być otoczone podłym, brunatnym kolorytem. Najwyraźniej dołączamy do pozostałych krajów tej części Europy – Czechów, Słowaków ale przede wszystkich Węgrów, które do zasad demokracji nie dorosły i muszą mieć nad sobą bat – byle ten własny, narodowy, najlepiej w episkopatach poświęcony. Które każdą osobność, odrębność (owi słynny Żydzi, cykliści i pedały) traktują jako potencjalnych wrogów.

Zdarzyła się rzecz dramatyczna – we Francji ludzie zabili ludzi. W myśl podobnej zasady: braku tolerancji, źle pojętej religijności, mocarstwowych planów. I co? I polscy nowowładcy dostali szału.
Jako jedyni – powtarzam: jedyni!!!! – na całym świecie stwierdzili, że całkowicie uniemożliwia to realizację postanowień o przyjęciu w Polsce uchodźców. Bo nasza chata za wsią, bo brudni i bez medalika na szyi, bo groźni.

Władcy mojego kraju, Waszczykowski, Szymański: czyli debile albo ślepcy (ponoszę odpowiedzialność za każde użyte tu słowo, adminy mają moje dane personalne) stwierdzają: w Paryżu wybuchły bomby, zatem nawet noga muzułmańska w katolickiej Polce nie stanie. Owym perłom nowej dyplomacji wtóruje Kukiz, z wdziękiem skrajnego oszołoma bredzący coś o oszalałym lewactwie i nawołujący do wejścia na drogę wytyczoną przez Orbana. Gdzie prowadzi? Prosto w objęcia zbawcy chrześcijaństwa. Niejakiego Putina.
Zatem zostają w nowej Polsce (nie wierzysz, poczytaj testy Petera na forum, też pełen obaw wobec brunatnych barw) odrzucone wartości świata zachodniego: wolność, tolerancja, otwartość. A przy okazji: wartości, w które my wszyscy /no może z jednym wyjątkiem/ tu na forum wierzymy.


Wraz z sąsiadami władcy  polskiego nowego czasu odwracają się od nich, podążając w kierunku Wschodu. Zwróć, proszę, uwagę, że próżno szukać wystąpień tak ksenofobicznych w Belgii, Niemczech a nawet w samej Francji, w której Muzułmanów jest niemało. Tylko my wpadamy w histerię i dzielimy ludzkość na naszych (jedynie słusznych) i resztę, czyli szkodliwy dla naszych wartości świat.
To jest faszyzm, stajemy się krajem faszyzującym, w którym przedstawiciele tych organizacji po raz pierwszy w sporej liczbie dostali się do parlamentu. Stajemy się krajem, w którym 60tysięczny tłum krótko ostrzyżonych ludzi maszeruje pod zawołaniem: Polska dla Polaków. Tylko Polaków. A kto Polakiem jest, zdecydują oni sami.
Zaczynam się brzydzić moim krajem, krajem szantażu emocjonalnego, układania rzeczywistości na własny obraz. Brzydzę się prymitywnym fałszowaniem prawdy. Zamykamy kraj przed uchodźcami w związku z zamachem w Paryżu. Zupełnie nie widząc spraw najprostszych: że uchodźcy uciekali dokładnie przed tymi samymi ludźmi, którzy rozniecili piekło w mieście Modiglianiego, Aznavoura i Cezanna. Ofiary uznajemy za oprawców.

Bo tak jest bezpieczniej. Bo tak mówi proboszcz dobrodziej. Bo tak gadał sąsiad przy piątym piwie.

A wracając do naszych baranów – w poście poprzednim zarysowałem układ budzący moje przerażenie. Wzajemnego przemieszania bałkańskich nienawiści z funkcjonującymi tam (szczególnie w Bośni) obozami al Kaidy i nakładającymi się na ów świat coraz liczniejszymi uchodźcami. Zatrzymani w drodze do upragnionego Edenu, ogrodzonego siatką i obwarowanego wojskiem, będą na Bałkanach coraz liczniejsi, coraz liczniejsi. I coraz bardziej zdeterminowani. Aż owa niecka pomiędzy Adriatykiem a Morzem Czarnym się wypełni po brzegi i… zacznie się rzeź. Zaś Bułgaria – jako kraj wcześniej stosunkowo mało przez uchodźców zasiedlona – będzie pierwszym celem ludzi z Serbii, Czarnogóry, Bośni.

Do cholery, jestem zwykłym człowieczkiem, nie żadnym analitykiem. Ale ślepy też nie jestem a to wszystko układa się w tak naturalny, logiczny sposób, że trudno owych zagrożeń nie dostrzec. Sikorniku, czy nikt w Bułgarii też tego nikt nie widzi?
Odpowiedz
#9
Mastika_fan ! Ciekawie nakreslil " problem " Kosowa z Serbia ? Przyznam sie szczerze ze bedac jeszcze w PRLu uzywalem terminu Jugole. Gdy zaczalem prace w BRD , dostrzeglem ze cös takiego nie istnieje. W pracy byly wyrazne podzialy , czyli Chorwat byl Chorwatem , Bosniak Bosniakiem , Kosowar Kosowarem. Tak do siebie zwracali sie mieszkancy jeszcze wtedy Jugoslawii. Po zimowej olimpiadzie w Sarajewie odbilo mi i na Swieta Bozego Narodzenia pojechalem wlasnie do Sarajewa. Mialem wtedy tzw. " szlaban " na demoludy a gdzies nalezalo pojechac. Bedac w Sarajewie nie moglem sie nadziwic ze obok siebie jest Zydowska Synagoga , Kosciol Katolicki czy Prawoslawny. Nie dostrzegalem zadnego podzialu tylko bardzo dobrze dzialajace panstwo Jugoslawie. Ludzie byli bardzo zyczliwi i pomocni we wszystkim. Tak mi sie to Sarajewo spodobalo zima ze z zona powtorzylismy zimowy urlop. Polubilem Jugoslawie do tego stopnia ze zaczelismy jezdzic tam w lecie. Bardzo przezywalem wojne jak sie Jugoslawia rozpadala, masowe mordy w Srebrenicy czy oblezenie Sarajewa pokazalo ze faszyzm istnieje. Pytalem kolegow Serbow dlaczego mordujecie muslimow co wam dzieci zawinily ? Dostalem od nich lekcje historii Milosevica ze slynna bitwa Na Kosowskim Polu. Czyli " klapki na oczach " !
Teraz jak widze powrot faszyzmu w Polsce to dostaje " malpiej choroby " ! To ze posel Winnicki / chyba z Alternatywy 4 / regularnie oglupia ludzi to mnie nie dziwi. Natomiast jak ekspert od hodowli zwierzat futerkowych mowi o zarazie ,pasozytach , zagladzie narodu to zastanawiam sie czy Polacy sa jeszcze ludzmi jakiejs wiary ? Polska nie przyjela jeszcze ani jednego uchodzcy a w kraju grasuje zarazna grypa typu - nie chcemy ani jednego - ! Z Polski przez kilkaset lat wyjezdzali ludzie i bylo to normalne ,teraz jak mamy przyjac te skromne pare tysiecy to wybuchla histeria. W kraju kraza jakies mity o gettach w Szwecji , Francji , Niemczech , tak istnieja ,tylko ze do tych krajow jestesmy 40 - 50 lat opoznieni. Dziwie sie ze Polacy wierza w Zyda i to jeszcze w cudzoziemca ?
Odpowiedz
#10
Leon, jesteś jedyną osobą mieszkającą za granicą z jaką miałem styczność, która napiernicza na nastające rządy Smile
Może to dlatego, że jesteś blisko. Bo to się tak utarło, że my wam wybierzemy władze w kraju, który ostatnio widzieliśmy przez 2 tygodnie w 2003r, a wy się potem martwcie (np. wyborcy z USA).

A co do brunatności to dajcie spokój, nie jest tak źle z tą Polską. To, że ktoś się boi muzułmanina to nie jest objaw faszyzmu tylko niewiedzy, obawy przed tym czego się nie zna. Polska od wojny, czyli kilkudziesięciu lat jest praktycznie jednorodna, chrześcijańska. A tu nagle z butami chce wejść inna religia, do tego postrzegana jako terrorystyczna. Oczywiście swój udział mają w tym wszystkie media, począwszy od RM bo muzułmanizm to zagrożenie dla chrześcijaństwa, poprzez TVN, a na internecie kończąc. Bo te media żyją głównie z dostarczania sensacji. Nikt nie pokazuje kibicowskich transparentów wywieszanych z okazji Powstania Warszawskiego czy 11.11. Ale wszyscy pokazują bójki pomiędzy zwaśnionymi klubami. Nawet już się utarło powiedzenie "kibol" które powoli zastępuje słowo "bandyta". Ktoś kogoś napadł - na pewno kibol. I takich przykładów można by mnożyć. Sama pomoc uchodźcom też jest co najmniej dziwna. Ale to już temat do innych rozważań.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości