Ocena wątku:
  • 8 głosów - średnia: 4.38
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Na bułgarskim szlaku jacky @ maryla od lat !
Wznawiam swoje dywagacje i skojarzenia z Bułgarią.
Część reporterska zasadniczo jest ukończona - choć jak tylko coś znajdę w swoich albumach to być może opiszę.
Nie zamierzam koncentrować się wyłącznie na tematyce stricte bułgarskiej - dla mnie dojazd i powrót z tego kraju jest tematem ściśle powiązanym. Stąd będą opisy krajów za i przed ...
Co prawda w ostatnich kilku latach ( od 2009 ) przez BG tranzytowałem ale zawsze o tyle aktywnie, że za każdym razem albo zatrzymywałem się w starych dziuplach albo zaznajamiałem się z nowymi miejscami.
...
Dzisiaj chciałbym napomknąć pokrótce skąd wzięła się moja fascynacja Bułgarią.
Zdarzyło się to ciut ponad 40 lat temu, wczesną jesienią AD 1975.
Zostałem wówczas wysłany przez swoją firmę spedycyjną ( dziś już nie istniejącą o nazwie PSM C.Hartwig Katowice ) na dwutygodniową praktykę do bułgarskiego odpowiednika czyli Despred Sofia.
Poza 2-dniowym wypadem do Russe gros czasu spędzałem w Sofii a mając wolne popołudnia i wieczory obłaziłem dokładnie pieszo całe centrum miasta. Mogę nawet napisać, że swego czasu lepiej znałem centrum Sofii aniżeli naszej Stolycy.
Przypatrując się życiu codziennemu mieszkańców i bywając kilkakroć zaproszonym do swoich domów nabierałem coraz większej sympatii.
Nadmieniam, że praktyka była na zasadzie wzajemności, kilka tygodni wcześniej gościłem swojego odpowiednika z Bułgarii. Przy okazji dowiedziałem się, że właściwie to jego rodzice byli uchodźcami z terenów Turcji, byli Ormianami.
Upłynęło jeszcze 3 lata i zorganizowałem samodzielnie wyjazd urlopowy do Varny, pociągiem - polując na miejscówki w Orbisie i Polresie a kwatery prywatne wykupując za pośrednictwem PTTK.
Ale to już inna bajka wymagająca oddzielnego opisu...
 
to przyjemne żyć marzeniami twardo stąpając po ziemi....Big Grin
Odpowiedz
Czernomorscy młodzi kolędnicy ...

[Obrazek: 2namjgm.jpg]

maszerujący po ulicach miasteczka...

[Obrazek: 1zd0ho3.jpg]

bywalcy w tym miasteczku rozpoznają uliczki i plac...

[Obrazek: 9vfaco.jpg]

na pewno jest to tak stara tradycja jak i Polsce ...
tyle, że odżywa w nowym czasie...

[Obrazek: 14wqgw8.jpg]

Ku wiedzy ogólnej - fotografie pozyskałem dzięki swojej znajomej z FB, mieszkance Czernomorca od urodzenia...
to przyjemne żyć marzeniami twardo stąpając po ziemi....Big Grin
Odpowiedz
[Obrazek: 2cpujw9.jpg]

Serdeczne życzenia od jacky i jego małżonki...
to przyjemne żyć marzeniami twardo stąpając po ziemi....Big Grin
Odpowiedz
[Obrazek: 2iu7scm.jpg]

wszelakiej pomyślności a przede wszystkim udanych wojaży po Bałkanie
to przyjemne żyć marzeniami twardo stąpając po ziemi....Big Grin
Odpowiedz
[Obrazek: hw0idl.jpg]

Łozeniec zimą - dzisiejsza fotka pozyskana z fejsbukowej stronki Kmietstwa Łozeniec ...
to przyjemne żyć marzeniami twardo stąpając po ziemi....Big Grin
Odpowiedz
A takie tam…
Wspomniało mi się jak pierwszy raz przyleciałem do Sofii.
A było to Roku Pańskiego 1975 w drugiej połowie września.
W ramach wymiany praktyk młodych pracowników rewizytowałem bułgarskiego korespondenta naszej firmy. Wcześniej gościłem w kraju swojego bułgarskiego odpowiednika.
Po wylądowaniu na lotnisku i odebraniu bagaży zacząłem w hali przylotów rozglądać się za swoim partnerem – opiekunem zarazem. Nie widzę go od samego początku, czekam kwadrans, potem pół godziny. Po godzinie spasowałem i wychodząc pod halę zjawiłem się tuż przed przystankiem autobusowym, gdzie wkrótce podjechał ikarus z tabliczką do centrum.
Chyba tylko pod wpływem impulsu wsiadłem nie mając biletu – założyłem naiwnie, że od kogoś odkupię.
Nie było tego „kogoś” to znaczy się za chwilkę jakaś młoda dziewczyna widząc moje rozpytywanie wstawiła do kasownika kolejny bilet i podała mi go. Nie chciała też ode mnie kasy.
Dojechawszy do centrum wyszedłem sobie z walizeczką i spacerkiem zaszedłem do pierwszego napotkanego hotelu pytając się o wolne miejsca. Były. Po chwili z pokojowego telefonu zadzwoniłem do firmy a raczej na portiernię bo to była niedziela. Był traf – mój patron tam już był, spóźnił się po mnie na lotnisko i wrócił do siebie. Zapytał o hotel w którym jestem i za chwilę był u mnie.
Stwierdził, że lokalizacja jaka trafiła mi się była losem wygranym na loterii bo hotel znajduje się dosłownie kilka minut od firmy.
Gdy kilka dni temu chcieli załatwić mi tam rezerwację to odmówiono im z powodu braku miejsc.
Cała dwutygodniowa praktyka z dwudniowym wypadem do Russe – odbyła się w Sofii.
Na początku było dość ciepło ale potem zawiało chłodem.
Wszystkie popołudnia i wieczory wolne więc wielokrotnie pospacerowałem sobie po centrum miasta obserwując codzienne życie mieszkańców, zaopatrzenie w sklepach.
Zaliczyłem też odwiedziny galerii malarskiej na zamku carskim.
Obserwowałem zmiany warty przy mauzoleum G. Dimitrova wybudowanym na wzór „towarzysza wiecznie żywego” z Moskwy.
Dość często zaglądałem do cerkwi A. Nevskiego, jeden raz nawet udało mi się skryć podczas nagrań chóru przez pewnie państwową wówczas firmę.
Przez jeszcze kolejne 15 lat corocznie jeździłem do Sofii a nieraz do innych miast jako, że objąłem obsługę rynku bułgarskiego. Wtedy śmiałem twierdzić, że centrum Sofii znałem dużo lepiej niż polskiej stolicy a nawet swojego miasta wojewódzkiego.
to przyjemne żyć marzeniami twardo stąpając po ziemi....Big Grin
Odpowiedz
A takie tam…
Odcinek II.
Jak „wsmakowałem” się w wina bułgarskie i nie tylko wina …
Od razu zaznaczam, nie byłem ani nie jestem znawcą win, jakimś tam koneserem, po prostu zwykłym konsumentem ale przekonanym do produktu.
W tym przypadku też zdecydowały zawirowania zawodowe.
Pierwsze zaś okazje sięgające lat 60-tych to nieporozumienie winne, ot kupowało się takie wina bułgarskie które raczkowały na rynku polskim. Były wytrawne a więc kwaśne. Marnotrawiliśmy je używając do jesiennego grzańca z dodatkiem cukru.
Gdy nadeszły lata siedemdziesiąte i osiemdziesiąte wina bułgarskie zagościły na rynku polskim, wręcz opanowały go. Szczytem były wermuty marki Vinprom ( winnaja promyszlennost ), których nadkonsumpcja ilościowa owocowała totalnym bólem łba.
Zaczęto je sprowadzać w ilościach potężnych – luzem, czyli w cysternach kolejowych należących do BDŻ.
Butelkowano w zakładach CPWI – Centralnych Piwnic Win Importowanych – na przykład w Toruniu, Krakowie, Poznaniu i jeszcze gdzieś tam. Butelkowanie oznaczało ochrzczenie i to solidne.
Gdy przyszedł przełom lat 70 / 80 tych nagle okazało się, że cysterny bułgarskie nie spełniają standardów i norm stawianych przepisami kolejowymi. Wówczas bułgarski eksporter Vinimpex oświadczył polskiemu importerowi, że jeśli strona polska chce kupować bułgarskie wina to może je sobie sama odbierać z Bułgarii i przewozić do kraju.
Wtedy to właśnie importer zwrócił się do mojej ówczesnej firmy spedycyjnej ( już nie istniejącej ) o poradnictwo – jak znaleźć wystarczający ilościowo i jakościowo park cystern do odbioru.
Tak się akurat zdarzyło, że sąsiadowałem przez pewien czas w pokoju z koleżanką prowadzącą temat dzierżawy cystern ale pod ładunki chemiczne. Czyli nie nadające się pod produkty spożywcze.
Przypadkiem zajrzałem na pewną korespondencję i zauważyłem, że zakłady chemiczne „Zachem – Bydgoszcz” sprowadziły na własne potrzeby kilkadziesiąt nowych cystern kolejowych. Założeniem było eksportowanie koleją nowego produktu chemicznego pod nazwą EPI, czyli epichlorhydryny. Problem zaś zaistniał w fakcie, że nowo budowany zakład produkcji EPI miał ponad 2 letni poślizg ( opóźnienie ) w oddaniu do eksploatacji a cysterny przyjechały terminowo i prawie zablokowały bocznicę kolejową.
Dojrzał wtedy we mnie pomysł kilkuletniego wynajmu owych cystern i po pozytywnym wyniku sprawdzenia przydatności do przewozu „spożywki” stałem się ojcem chrzestnym projektu logistycznego.
W nagrodę za pomysł wyjeżdżałem co najmniej kilkakrotnie do BG jako członek delegacji najpierw do renegocjacji warunków transportowych kontraktu handlowego a ponadto łączonego z technicznym a raczej handlowym odbiorem dużych partii owego szlachetnego trunku.
Wówczas to pracownicy Agrosu posiadający uprawnienie kiperskie zaczęli wprowadzać mnie w tajniki smakowania win i wyszukiwania „usterek” produkcyjnych. Uczestniczyłem wtedy w handlowych degustacjach próbek poszczególnych partii win – wiele z nich to ilości po kilkaset ton – tak to się wtedy liczyło. Oj, należało dobrze oszczędzać się podczas degustacji bowiem danego dnia otrzymywało się do oceny a w moim i kolegi z Zachemu – przypadku do konsumpcji nawet do 30 próbek / kieliszków wina.
Nie wolno było wypić więcej niż łyżeczkę herbacianą. Długo wąchać. Smakować. Cool
Każda próbka wina to osobny, nowy kieliszek. Tongue
W chwili wyjazdu otrzymywaliśmy jeszcze na „do widzenia” solidną reklamówkę win i ichniejszych brandy. Dopiero w hotelu co nie co poprawialiśmy. Big Grin
Z początkiem lat 90tych miałem kilkuletnią przerwę w kontaktach z BG. Powróciłem tam już w 95’ jadąc samodzielnie własnym autkiem – czysto urlopowo.
I kilka dobrych pierwszych lat po powrocie zniechęcały mnie ceny win bułgarskich – była wtedy niesamowita dysproporcja na korzyść trunków wysokoprocentowych.
Dopiero w ostatnich kilku latach sytuacja znów się zmieniła ale po prywatyzacji rynku „monopolowego” pojawiło się wiele nowych marek, przyszedł czas na przypomnienie sobie owych smaków i aromatów.
Nie zamierzam być rzeczoznawcą winnym – za każdym razem kupuję coś nowego i cieszę się chwilą – degustacją.
I to by tyle było na teraz…
to przyjemne żyć marzeniami twardo stąpając po ziemi....Big Grin
Odpowiedz
(11.01.2016 11:06:40)jacky6 napisał(a): A takie tam…
Odcinek II.
Jak „wsmakowałem” się w wina bułgarskie i nie tylko wina …
Od razu zaznaczam, nie byłem ani nie jestem znawcą win, jakimś tam koneserem, po prostu zwykłym konsumentem ale przekonanym do produktu.
W tym przypadku też zdecydowały zawirowania zawodowe.
Pierwsze zaś okazje sięgające lat 60-tych to nieporozumienie winne, ot kupowało się takie wina bułgarskie które raczkowały na rynku polskim. Były wytrawne a więc kwaśne. Marnotrawiliśmy je używając do jesiennego grzańca z dodatkiem cukru.
Gdy nadeszły lata siedemdziesiąte i osiemdziesiąte wina bułgarskie zagościły na rynku polskim, wręcz opanowały go. Szczytem były wermuty marki Vinprom ( winnaja promyszlennost ), których nadkonsumpcja ilościowa owocowała totalnym bólem łba.
Zaczęto je sprowadzać w ilościach potężnych – luzem, czyli w cysternach kolejowych należących do BDŻ.
Butelkowano w zakładach CPWI – Centralnych Piwnic Win Importowanych – na przykład w Toruniu, Krakowie, Poznaniu i jeszcze gdzieś tam. Butelkowanie oznaczało ochrzczenie i to solidne.
Gdy przyszedł przełom lat 70 / 80 tych nagle okazało się, że cysterny bułgarskie nie spełniają standardów i norm stawianych przepisami kolejowymi. Wówczas bułgarski eksporter Vinimpex oświadczył polskiemu importerowi, że jeśli strona polska chce kupować bułgarskie wina to może je sobie sama odbierać z Bułgarii i przewozić do kraju.
Wtedy to właśnie importer zwrócił się do mojej ówczesnej firmy spedycyjnej ( już nie istniejącej ) o poradnictwo – jak znaleźć wystarczający ilościowo i jakościowo park cystern do odbioru.
Tak się akurat zdarzyło, że sąsiadowałem przez pewien czas w pokoju z koleżanką prowadzącą temat dzierżawy cystern ale pod ładunki chemiczne. Czyli nie nadające się pod produkty spożywcze.
Przypadkiem zajrzałem na pewną korespondencję i zauważyłem, że zakłady chemiczne „Zachem – Bydgoszcz” sprowadziły na własne potrzeby kilkadziesiąt nowych cystern kolejowych. Założeniem było eksportowanie koleją nowego produktu chemicznego pod nazwą EPI, czyli epichlorhydryny. Problem zaś zaistniał w fakcie, że nowo budowany zakład produkcji EPI miał ponad 2 letni poślizg ( opóźnienie ) w oddaniu do eksploatacji a cysterny przyjechały terminowo i prawie zablokowały bocznicę kolejową.
Dojrzał wtedy we mnie pomysł kilkuletniego wynajmu owych cystern i po pozytywnym wyniku sprawdzenia przydatności do przewozu „spożywki” stałem się ojcem chrzestnym projektu logistycznego.
W nagrodę za pomysł wyjeżdżałem co najmniej kilkakrotnie do BG jako członek delegacji najpierw do renegocjacji warunków transportowych kontraktu handlowego a ponadto łączonego z technicznym a raczej handlowym odbiorem dużych partii owego szlachetnego trunku.
Wówczas to pracownicy Agrosu posiadający uprawnienie kiperskie zaczęli wprowadzać mnie w tajniki smakowania win i wyszukiwania „usterek” produkcyjnych. Uczestniczyłem wtedy w handlowych degustacjach próbek poszczególnych partii win – wiele z nich to ilości po kilkaset ton – tak to się wtedy liczyło. Oj, należało dobrze oszczędzać się podczas degustacji bowiem danego dnia otrzymywało się do oceny a w moim i kolegi z Zachemu – przypadku do konsumpcji nawet do 30 próbek / kieliszków wina.
Nie wolno było wypić więcej niż łyżeczkę herbacianą. Długo wąchać. Smakować.  Cool
Każda próbka wina to osobny, nowy kieliszek.   Tongue
W chwili wyjazdu otrzymywaliśmy jeszcze na „do widzenia” solidną reklamówkę win i ichniejszych brandy. Dopiero w hotelu co nie co poprawialiśmy.   Big Grin
Z początkiem lat 90tych miałem kilkuletnią przerwę w kontaktach z BG. Powróciłem tam już w 95’ jadąc samodzielnie własnym autkiem – czysto urlopowo.
I kilka dobrych pierwszych lat po powrocie zniechęcały mnie ceny win bułgarskich – była wtedy niesamowita dysproporcja na korzyść trunków wysokoprocentowych.
Dopiero w ostatnich kilku latach sytuacja znów się zmieniła ale po prywatyzacji rynku „monopolowego” pojawiło się wiele nowych marek, przyszedł czas na przypomnienie sobie owych smaków i aromatów.
Nie zamierzam być rzeczoznawcą winnym – za każdym razem kupuję coś nowego i cieszę się chwilą – degustacją.
I to by tyle było na teraz…  

Jacky - serdeczne pozdrowienia, dla Ciebie i Małżonki , poznaliśmy się w Obzorze w 2005. Andrzej z Gdyni
Odpowiedz
(11.01.2016 19:56:14)aawat napisał(a):
(11.01.2016 11:06:40)jacky6 napisał(a): A takie tam…
Odcinek II.
Jak „wsmakowałem” się w wina bułgarskie i nie tylko wina …

Jacky - serdeczne pozdrowienia, dla Ciebie i Małżonki , poznaliśmy się w Obzorze w 2005. Andrzej z  Gdyni

A jakże pamiętam bardzo dobrze wszystkich krajan spotkanych podczas swoich wojaży.
Co nie co jeszcze napiszę ale innym kanałem ...
To znaczy się na priva jak uzupełnisz swoje forumowe parametry ...
Big Grin
Wątek swoją ścieżką będzie kontynuowany ...
to przyjemne żyć marzeniami twardo stąpając po ziemi....Big Grin
Odpowiedz
[Obrazek: iwhvyd.jpg]

Aczkolwiek tematyka polityczna została na forum zakazana to jednak zaryzykuję.
Humor prosto od zaprzyjaźnionej duszyczki z BG na FB.
Tłumaczyć na język polski nie trzeba...

PS - pozostawiam Adminom swobodę w ewentualnym usunięciu postu...
to przyjemne żyć marzeniami twardo stąpając po ziemi....Big Grin
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości