Nie wiem, w którym dziale umieścić ten list, ale myślę, że jako komentarz w "relacjach z podróży" będzie OK.
A więc...
Mam pytanie do Teresy (znanej na forum Bulgaricusa) dlaczego nie poinformowała mnie, że nie potwierdziła mojej rezerwacji w Genesis w Ahtopolu? Kilka miesięcy temu ( za sugestią Piotra) skontaktowałam się z Teresą, która bardzo chętnie zgodziła się zarezerwować nam studio w Genesis. Wielokrotnie rozmawiałam z nią telefonicznie, zapewniała mnie , że wszystko jest zarezerwowane. Na kilka dni przed Jej wyjazdem dzwoniła jeszcze do mnie i umówiłyśmy się, że jak dojadę do Ahtopolu ( 2 sierpnia), to zadzwonię do niej. Od rana ( jeszcze z Rumunii) dzwoniłam wielokrotnie, ale nikt nie odpowiadał. Naiwnie myślałam, że może zgubiła telefon. Ale gdy przyjechaliśmy, to okazało się , że nie ma dla nas pokoju, bo Teresa zwyczajnie nie potwierdziła rezerwacji, sama zresztą też nie przyjechała. Zostaliśmy na lodzie , w środku sezonu. Czy nie można było napisać choćby SMS-a i mnie uprzedzić, że rezerwacja jest nieaktualna? Rozumiem, że każdy ma swoje problemy ( choroby psa lub kota, pożar domu, pypeć na języku ciotki Klotki...) - ale są pewne umowy - nazwijmy je dżentelmeńskie - których się przestrzega. Mam wielki niesmak po tej sprawie, tym bardziej, że dotychczas czekałam na jakiekolwiek jej wyjaśnienia - ale bez rezultatu.
A więc...
Mam pytanie do Teresy (znanej na forum Bulgaricusa) dlaczego nie poinformowała mnie, że nie potwierdziła mojej rezerwacji w Genesis w Ahtopolu? Kilka miesięcy temu ( za sugestią Piotra) skontaktowałam się z Teresą, która bardzo chętnie zgodziła się zarezerwować nam studio w Genesis. Wielokrotnie rozmawiałam z nią telefonicznie, zapewniała mnie , że wszystko jest zarezerwowane. Na kilka dni przed Jej wyjazdem dzwoniła jeszcze do mnie i umówiłyśmy się, że jak dojadę do Ahtopolu ( 2 sierpnia), to zadzwonię do niej. Od rana ( jeszcze z Rumunii) dzwoniłam wielokrotnie, ale nikt nie odpowiadał. Naiwnie myślałam, że może zgubiła telefon. Ale gdy przyjechaliśmy, to okazało się , że nie ma dla nas pokoju, bo Teresa zwyczajnie nie potwierdziła rezerwacji, sama zresztą też nie przyjechała. Zostaliśmy na lodzie , w środku sezonu. Czy nie można było napisać choćby SMS-a i mnie uprzedzić, że rezerwacja jest nieaktualna? Rozumiem, że każdy ma swoje problemy ( choroby psa lub kota, pożar domu, pypeć na języku ciotki Klotki...) - ale są pewne umowy - nazwijmy je dżentelmeńskie - których się przestrzega. Mam wielki niesmak po tej sprawie, tym bardziej, że dotychczas czekałam na jakiekolwiek jej wyjaśnienia - ale bez rezultatu.

