Ocena wątku:
  • 8 głosów - średnia: 4.38
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Na bułgarskim szlaku jacky @ maryla od lat !
#71
To prawda, że nasz ulubiony Czernomorec nie jest tak imponujący jak kurorty włoskie czy hiszpańskie, ale to dobra noclegownia. Jest tu sporo pensjonatów szumnie zwanych „hotelami” oraz kwatery prywatne na podstawowym, lecz solidnym poziomie, zaś apartamentowce, znane na przykład z wybrzeża chorwackiego, dopiero się popularyzują.
Wieczorami w kameralnych knajpkach jest wystarczająco dużo życia, te czernomorskie wieczory to dla nas prawdziwa atrakcja. Przymierzamy się do nich rozważając, czy danego dnia położymy akcent na radość dla żołądka, czy dla ucha (nie brak tam lokali z muzyczką bałkańską).
Słońce, morska woda i powietrze, totalny luz, pyszna, wegetariańska kuchnia i znakomite produkty lokalnego bimbrownictwa (czyli rozmaite domaszne rakije) wyganiają z nas zmęczenie i znużenie.
Nabieramy sił i ochoty na... najszybszy jak się da powrót na bułgarskie wybrzeże.
Już za rok! I tak co roku...
Kiedy ktoś pyta mnie, jaki termin wyjazdu nad Morze Czarne jest najlepszy, odpowiadam: „No cóż, sierpień chyba najlepszy, sami Bułgarzy to wiedzą i wtedy najludniej najeżdżają na swoje kurorciki, bo i morze nagrzane, i ląd, i wszystkie lokale czynne, owoców i jarzyn największy wybór...
Tłok też największy, ale na szczęście nie wszędzie.
Znam Bułgarię i wiem, że jak się dobrze poszuka, to znajdzie się na pewno miejsce o gęstości zaludnienia i natężeniu dźwięków dostosowanych do indywidualnego zapotrzebowania.
Trzeba tylko chcieć.
Lata upływają a ocena pobytu w BG się nie zmienia...
      
to przyjemne żyć marzeniami twardo stąpając po ziemi....Big Grin
Odpowiedz
#72
kolejne odcinki dedykuję kolegom z zaprzyjaźnionego forum albańskiego, które udzieliło gościny tymczasowym wygnańcom ze starego bulgaricusa  ...

BUŁGARIA VIA ALBANIA
lipiec 2007


6 lipca 2007

13:42 - start z podwórka.
To dość nietypowa dla nas pora startu a właściwie "ucieczki" z domu.
Chłodno.
Pełni emocji jedziemy w nieznane. Postanowiliśmy tym razem pojechać do Bułgarii nową trasą przez Serbię, Czarnogórę, Albanię i Macedonię. Chcemy zajrzeć do kilku adriatyckich kurortów, żeby posmakować byczenia się w nowym otoczeniu.
Kompletna improwizacja - nie było przygotowania - poszukiwań w sieci.
Droga mija nie szybko, nie wolno, ale jakoś mija. Zwardoń – dotankowanie. Forintów nie mają, dokupuję więc euro. Skalite - zakup śliwowicy makowickiej i zgrzewki Zlatego Bażanta. Żilina – obieramy kurs na Priewidzę. Na parkingu w Rajeckich Teplicach czynimy małą przekąskę.
Jest ponuro, ciemne chmury, nadal chłodno. Rozglądam się za noclegiem, bo to już pora na piwko wieczorne.
Rajecka Lesna kładzie akcent humorystyczny. Nabijamy się zdrowo widząc fabrykę producenta Kofoli, słowackiej i czeskiej podróbki coca-coli, która dla naszej nacji stała się synonimem rozcieńczalnika do rumu. W Bistricanach zajeżdżamy na tamtejsze baseny termalne z kempingiem, pytamy o nocleg, bo widzieliśmy tam swego czasu niczego sobie kontenery - lecz tym razem wszystko zajęte.
Dopiero teraz uświadamiamy sobie, że słońce, choć powoli zmierza do kryjówki za górkami, przekazuje powietrzu sporo swojego ciepełka.
Tu żegnamy chłody definitywnie.
      
Odpowiedz
#73
W Małych Belicach widzimy kolejną tablicę obwieszczającą basen termalny i motel. W motelu trwa właśnie impreza weselna w iście słowiańskim stylu, głośno, opar gęsty... Mimo wszystko pytamy o nocleg, ale rzucają nam cenę zaporową - 1500 koronek, chyba na głowę upadli.
Gdy mijamy Topoľčany, powoli zmierzcha.
W Koniarovcach miga nam atrakcyjny szyld - "Domowe jadlo". Cóż, nie tym razem...
Już się zrobiło ciemno, ale jeszcze nieźle mi się jedzie. Nie zamierzam spać pod chmurką, jednak ze wspominek swojego starszego syna kojarzę, że dobre noclegi będą dopiero po madziarskiej stronie.
O 23:00 wjeżdżamy do Hurbanova. Uśmiecham się widząc browar, właśnie Zlatego Bażanta, wykupionego 10 lat temu przez Heinekena. Nie pójdę go teraz zwiedzać, ale może jakiś hotel pracowniczy się zdarzy?
Tak, jest motelik!
Co prawda na parterze jakaś integra, widzę obmacujące się w takt średniowiecznych hitów pary, lecz podchodzę śmiało do kelnerek, a właściwie bufetowych, i dowiaduję się, że jest wolny lokal dla dwojga za 720 koronek.
Pokój na poddaszu.
Dachowe świetliki uchylone, ale komary nas nie dopadają, powoli gaśnie ruch drogowy, odgłosy cichną i zapadam w sen przynależny przyzwoitemu kierowcy.
      
to przyjemne żyć marzeniami twardo stąpając po ziemi....Big Grin
Odpowiedz
#74
Dzisiaj imieniny Maryli - złóż waść najszczersze życzenia od nas.
Odpowiedz
#75
(27.06.2015 19:36:17)Bulgaricus napisał(a): Dzisiaj imieniny Maryli - złóż waść najszczersze życzenia od nas.

dziękujemy serduchnie ale jako Maria bo maryla to potocznie i nick nieoficjalny w necie - świętuje w grudniu   
to przyjemne żyć marzeniami twardo stąpając po ziemi....Big Grin
Odpowiedz
#76
jacky6 - pamiętam do dziś smak Kofoli, tfu oby nigdy więcej
ks. Tischner
„Prawdy są trzy: cała prawda, święta prawda i gówno prawda”
Odpowiedz
#77
(27.06.2015 20:01:39)jacky6 napisał(a):
(27.06.2015 19:36:17)Bulgaricus napisał(a): Dzisiaj imieniny Maryli - złóż waść najszczersze życzenia od nas.

dziękujemy serduchnie ale jako Maria bo maryla to potocznie i nick nieoficjalny w necie - świętuje w grudniu   

Trudno człowiek się uczy całe życie Smile Myślałem, że Maryla to prawdziwe imię Smile.

(27.06.2015 20:04:19)peter napisał(a): jacky6 - pamiętam do dziś smak Kofoli, tfu oby nigdy więcej

Ja jako wierny smakosz Coca-coli, pozwoliłem sobie raz na spróbowanie tego świństwa czeskiej Kofoli (pani w knajpie twierdziła, że smakuje tak samo jak oryginalna Cola) od tej pory stwierdziłem, że Czesi nie mają smaku. To było ohydne. Ale jak mogą nie mieć smaku skoro robią dobre piwa no i knedle Smile
Odpowiedz
#78
(27.06.2015 20:04:19)peter napisał(a): jacky6 - pamiętam do dziś smak Kofoli, tfu oby nigdy więcej

nie wiem, czy Kofola jest czeska czy słowacka, kiedyś kupiłem butlę w Vitanovej...
ja nie pamiętam - maryla owszem - ale negatywnie...
natomiast nie wiem dlaczego ale w TR posmakowała nam Turcola...
oczywiście - jako rozcieńczalnik a raczej przepijacz :-) 
to przyjemne żyć marzeniami twardo stąpając po ziemi....Big Grin
Odpowiedz
#79
W Primorsku na plaży sprzedają z kranu.
Odpowiedz
#80
Kilka słów na temat tego świństwa:

Kofola – bezalkoholowy napój gazowany produkowany w Czechach i na Słowacji. Powstał w roku 1960 w Czechosłowacji, gdzie zdobył największą popularność. Kofola nadal jest głównym konkurentem coca-coli oraz pepsi w Czechach i na Słowacji.
Firma Kofola wprowadziła na polski rynek swoje napoje: Jupí, Jupík, Snipp (owocowe i cola). Sama kofola dostępna jest jednak tylko w sklepach czeskich i słowackich - całe szczęście, że nie zapaskudzili polskiego rynku Smile
Od 2004 produkowana jest także Kofola Citrus (o smaku cytrynowym). Od 2007 dostępna jest wersja Kofola Skořicová (z dodatkiem cynamonu). Od 2008 Kofola Bez Cukru. Od 2009 na rynku dostępna jest Kofola o smaku wiśniowym. W 2011 do sprzedaży trafiła Kofola Extra Bylinkova (z ekstraktem z dodatkowych ziół, m.in. mięty pieprzowej), a w 2012 Kofola waniliowa. Na Święta Bożego Narodzenia 2008 wprowadzono limitowaną edycję: Kofola Barborková (smak czereśniowy)

[Obrazek: kofola.jpg]

Przestrzegam szczerze, aż mi ciarki na samą myśl przechodzą. Smile
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 2 gości