Ocena wątku:
  • 1 głosów - średnia: 5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Iberiada 2024
#21
D-9: Tak jakoś się złożyło, że odsypiamy, przez co późno się zwlekamy. W tym dniu mamy tylko jakieś 80 km jazdy, więc nieco należy ten wynik naciągnąć i pojechać nie do końca najprostszą trasą. Zahaczamy o sanktuarium Bom Jesus do Monte na przedmieściach Bragi. Sam kościół, owszem zabytkowy, nie należy do jakiś wielkich pereł. Mam wrażenie, że sanktuarium to kojarzone jest głównie z pięknymi, barokowymi schodami, które ku niemu prowadzą. Naliczyłem ich 568, z tego 246 w najładniejszej, wyższej części, a 322 w niższej, wijącej się przez las, w którym ustawiono kaplice drogi krzyżowej (nie wszystkie - część jest mniej więcej na poziomie kościoła). Dla oszczędności czasu, potu i nóg, schodami tylko schodzimy, a uprzednio w górę udajemy się uruchomioną w 1882 r. kolejką linowo-terenową (funikular), z portugalska elevador lub ascensor. Wagoniki są prawie takie same (te same?) jak w oryginalnej kolejce.

[Obrazek: 53883500731_8a503d5b60_c.jpg]

[Obrazek: 53883754128_4431658d1d_c.jpg]


Po południu docieramy nad Atlantyk i plażujemy.

[Obrazek: 53884260872_836ce64d71_c.jpg]
Odpowiedz
#22
D-10: zakupy i plaża... dużo zakupów (wszystko made in Portugal) i dużo plaży.

Porcelana - słyną z tego, jakość dobra, wzory zależy co kto lubi, lepiej celować w outlety:
[Obrazek: 9484aeeef532294e65c0229732e353730f53167d.jpg]

Szkło - tu parę cen, dla orientacji (przyjmijmy, że 1 € to 4,30 zł):

oliwa extra virgin 0,75 l = 5,02 € = 21,60 zł
[Obrazek: cf38f5265886282a58d5275548d39b5d0872eab5.jpg]

porto 75cl, raczej tańsze = 4,59 € = 19,70 zł
[Obrazek: 007ef80685c3823ce55798534112f238cda1d9cc.jpg]

słodki muskat 75cl, wysoce przyzwoity = ~5,14 € = 22,10 zł
[Obrazek: c3922840f9e68cb1ab9781b8caaefeda09075e53.jpg]

wino kategorii "codzienne-obiadowe" (jeszcze nie testowałem, ale zakładam, że nie sikacz tylko też, że wysoce przyzwoite) 75cl = 3,89 € = 16,70 zł
[Obrazek: e2238784c6dc45eca4d08240a1c68d4a4039b915.jpg]

wiśniówka [żinża] vel ginjinha [żinżinia] - ginjinha to wiśniówka, a ginja to po prostu wiśnia - 100cl = 9,99 € = 43 zł
[Obrazek: b59743007727681cbe6f515c2f2cdb8679c9eb67.jpg]

i coś o czym czytałem, ale nigdy wcześniej nie próbowałem, topowy likier portugalski, w smaku słodki i intrygująco, ale nie jakoś ekstremalnie, ziołowy, 100cl = 17,79 € = 76,50 zł (w polskich internetach widziany po 95 zł za 75cl (to 126 zł za 100cl))
[Obrazek: 53d0ee75c77f8cdb89d6a0a9b7acfd7789a9bf36.jpg]

Na zdrowie!
Odpowiedz
#23
D-11: Opuszczamy Portugalię, ale zanim to nastąpi to jeszcze plażujemy. Słońce dopisuje, temperatura oceanu wręcz przeciwnie... schodzi nam ażdo 14. Plan dnia nie jest jakiś bardzo napięty, a do tego przecież zawsze można coś sobie odpuścić Smile Znad Atlantyku obieramy kierunek NE. W regionie północnym Portugalii sporo szybkich dróg jest bezpłatnych. Bezpłatna A27 pomaga trochę nadgonić, ale ostatnie 20-coś kilometrów do głównego celu dnia to wicie się przez malownicze gry. Dojeżdżamy do Soajo. Tu znajdujemy się w krainie Za Górami (dosłownie). Jesteśmy tu po to, żeby zobaczyć espigueiros - granitowe spichlerze z XVIII-XIX w., budowane na podwyższeniach w celu zabezpieczenia przed myszami i innymi gryzoniami. Zwieńczenie ich krzyżami było dodatkową formą zabezpieczenia zawartości.

Parę kilometrów dalej chodzimy po tamie w Alto-Lindoso. Znajdująca się tam elektrownia jest głównym w Portugalii producentem hydroenegii. Kolejne parę kilometrów dalej wjeżdżamy do hiszpańskiej Galicji... i momentalnie mamy godzinę w plecy.

[Obrazek: 53897780747_932150ff00_c.jpg]
Soajo, kamienne spichlerze

[Obrazek: 53900504831_fb4530711b_c.jpg]
zapora Alto-Lindoso

Po drodze na nocleg mamy w planie  jeszcze jedno miejsce, gdzie przybywamy po 18... późno. Późno, ale słońce jest jeszcze wystarczająco wysoko, żeby zrobić spacer. Najpierw oglądamy ruiny rzymskiego fortu Aquis Querquennis. Powstał on latach 69–79 przy powstającej wtedy Via Nova, drodze łączącej Bracara Augusta (Braga) i Asturica Augusta (Astorga). Opuszczono go w 120 r. i dopiero w XX w. (albo XIX ?) został odkryty ponownie. Kilkanaście minut dalej dochodzimy do źródeł termalnych poniżej wioski Bande. Z dobrodziejstw tego miejsca korzystali już Rzymianie. Ograniczony czas i mieszanie się wody z ziemią i błotem zniechęcają nas do wejścia... może niesłusznie.

[Obrazek: 53902004158_91bdbcf691_c.jpg]
Aquis Querquennis

[Obrazek: 53900849157_f764238b93_c.jpg]
termy Bande

Jeszcze godzina i jesteśmy na noclegu, na peryferiach Ourense.
Odpowiedz
#24
D-12: Docelowo dzień plażowy. Ale wpierw krótkie i/bo wybiórcze zwiedzanie Ourense. Najpierw podjeżdżamy koło Starego Mostu (Ponte Vella), parę zdjęć i jedziemy dalej. Nadzieje wiązaliśmy z termami nad rzeką Miño. Z ręcznikami i gatkami w plecaku dochodzimy do Termas Outariz e Canedo. A tu zaskoczenie. Raz, że ludu pełno, dwa, że ochroniarz gorliwie pilnuje porządku, trzy, na wejściu cały kodeks zakazów i nakazów: zakaz jedzenia i picia, zakaz palenia, zakaz wprowadzania psów, i dzieci do 10 r.ż., zakaz krzyczenia, używania kremu do opalania i dodatkowo nakaz chodzenia w klapkach i limit czasu pobytu 90 min. Na dole adnotacja, w wolnym tłumaczeniu "niezastosowanie się do którejkolwiek z tych norm będzie skutkowało natychmiastowym wypieprzeniem z obiektu". Podarujemy sobie tą atrakcję... chociażby dlatego, że nie chce się wracać na parking po klapki. Dalej podjeżdżamy do klasztoru św. Franciszka (XIV w.). Cudem/fartem znajdujemy miejsce do zaparkowania. Obecnie jest tam archiwum, ale można wejść do środka i zwiedzić to, co najważniejsze. A najważniejszy jest bogato zdobiony krużganek gotycki. Faktycznie, robi wrażenie.

[Obrazek: 53914915159_a6dc902cc6_c.jpg]
gotycki krużganek klasztoru św. Franciszka

Jest gorąco, już się trochę odechciewa dalszego zwiedzania... chcemy na plażę. Ale po drodze nad ocean jest miasto Carballiño. Na kilkanaście minut zajeżdżamy do Templo da Veracruz. Kościół pochodzi z poł. XX w. Wyróżniają go architektura i specyficzne położenie. Jet otoczony blokami mieszkalnymi, wielką płytą - trochę to nie pasuje, bo sam kościół wygląda dość stareńko. Co do architektury, w budulcu wyróżnia się głównie granit i łupek. Trudniej określić styl, to jakby eklektyzm, historyzm.

[Obrazek: 53915118655_f4553cf186_c.jpg]
Carballiño, Templo da Veracruz

Do oceanu mamy tuż, tuż... tylko parę lasków, górek, pól itp. Jak już dojeżdżamy, to trafiamy (nie przypadkiem rzecz jasna) na jedno z piękniejszych, jedno z najbardziej malowniczych wybrzeży Galicji. Sporo skał, ale i dużo piasku, takie małe Seszele... tyle że woda zimna. Mowa o półwyspie O Grove. Niżej parę zdjęć:

[Obrazek: 53917211950_c5fca35a5b_c.jpg]

[Obrazek: 53917024943_371bdb8e21_c.jpg]

Plażujemy na całego, a noc spędzamy w miejscówce będącą świetnym punktem startowym w kolejny, pobliski, region plażowy... też świetny.
Odpowiedz
#25
D-13: Budzimy się w Vilanova de Arousa, tuż obok mostu na wyspę Arousa. Wciąż zastanawiam się który region jest lepszy, owa wyspa, czy może "wczorajszy" półwysep O Grove - oba w każdym bądź razie są bardzo dobre. I oba powalają krajobrazami. Pierwsza połowa dnia plażowa... konkretnie większa połowa. Południe wyspy Arousa to miks mniejszych i większych zatoczek, delikatnie okraszonych skałkami i oddzielonych od siebie polami skalnymi. A dookoła sosnowy las. Jak mawiają bracia Czesi to-je-bajka.

[Obrazek: 53934250414_344a6cd88a_c.jpg]
południowe plaże wyspy Arousa

Nie dziwota, że na opalaniu się, spacerach i pluskaniu się w wodzie (w nieco płytszej części, bardziej nagrzanej, nawet odważyłem się popływać) schodzi i auto odpalam dopiero kwadrans po 15. Potem tankowanie na pobliskiej taniej stacji (Plenoil - firmę mogę polecić) i przebijanie się w kierunku naszego kolejnego celu przez lokalne drogi, im dalej, tym coraz to węższe. Kieruje mnie nawigacja, trasy nie zdążyłem wcześniej podejrzeć ludzikiem GoogleMaps, szczególnie, że nie wiedzieliśmy wcześniej jaka będzie pogoda i na co będzie ochota. Ze względu na długie plażowanie trzeba było coś wyciąć. Z pewnym bólem, nie jakimś tam wielkim, odpuszczamy Santiago de Compostela (będzie na zaś). Z zaskoczeniem (wszak trasy nie znamy) docieramy na zaporę na jakiś zbiorniku wodnym, a dosłownie parę kilometrów dalej na punkt widokowy Miradoiro de Ézaro. Po hiszpańsku byłoby mirador, po portugalsku miradouro, ale tu jest Galicja Smile (choć na znaku drogowym jest po kastylijsku, znaczy się hiszpańsku). Widoki są niczego sobie, na zachodzie jak na dłoni widać zaporę wodną, na południu dominują wysokie na 600-coś metrów góry, na wschodzie widać ujście rzeki Xallas (hiszp. Jallas), rię Corcubión, a daleko po prawej (w stronę płn.-zach.) z chmur wyłania się półwysep i przylądek Finisterre. Dla wyjaśnienia, ría to głęboko wcięta w ląd zatoka, a wybrzeże na którym jesteśmy nazywa się Rías Baixas (eee.. dolne rie/rije?), tak samo zresztą nazywa się region winiarski.

[Obrazek: 53939810637_c6d68b8153_c.jpg]

[Obrazek: 53939835282_2a1cc44fb9_c.jpg]
widoki z Miradoiro do Ézaro

Napatrzeni mamy teraz zjechać w dół, jakieś 260 metrów w dół, prawie do poziomu morza, do atrakcji, która przywiodła nas w te wąskie i strome drogi. Seria znaków mówi: zakaz wjazdu kamperów i pojazdów ciężkich, nachylenie 30%... hm, fajnie, że mam zrobione hamulce. Droga jest faktycznie chyba najbardziej stromą drogą jaką jechałem (może na Maderze są jakieś porównywalne). Na plus jest jej jakość i spora szerokość... od prawie na dwa samochody do nawet na dwa samochody. Na dole kolejna bajka. Wodospad Ezaro na rzece Xallas. Masa wody spada po skałach. Na dole tworzy się tęcza. Z tej mocy korzysta też elektrownia wodna. W ekspresowym tempie (pół godziny) zaliczamy całość: oglądamy, zachwycamy się, robimy zdjęcia. Dochodzi 19, do miejsca noclegu jeszcze trochę ponad 100 km... a ja chcę odbić jeszcze na bok (+40 km).

[Obrazek: 53941841375_6c1bf1aea6_c.jpg]
wdp. Ézaro

Po dwudziestu-paru minutach jesteśmy już tam, gdzie dalej się nie da, na końcu świata, na przylądku Finisterre. Miejsce robi dosyć magiczne wrażenie. To tutaj zaczyna się, względnie kończy "camino", pielgrzymkowy szlak , droga św. Jakuba. Tutaj pielgrzymi palili swoje ubrania aby rozpocząć nowe życie (teraz już nie palą, bo Unia nie pozwala... wiecie, ekologia i ślad węglowy czy jakiś tam). Magii miejscu dodaje górowanie półwyspu nad morzem mgieł, które opatulają płaski jak deska ocean. Można by tu być, siedzieć i myśleć nie wiem jak długo, ale w końcu zbieramy się. Wraz z ostatnimi promieniami słońca docieramy na kolejny nocleg, do A Coruña.

[Obrazek: 53942848085_886df85b3d_c.jpg]
Finisterre
Odpowiedz
#26
D-14: Do pokonania mamy dziś mniej więcej tyle co z Katowic do Krakowa i z powrotem. Nieznaczna odległość sprawia, że podchodzimy do dnia na luzie. Ale ten nie podchodzi tak do nas... pogoda jest co najwyżej taka sobie, mgły (potem się rozchodzą) i chmury (które się nie rozchodzą). A Coruña posiada wynalazek zwany Zona de Bajas Emisiones, w Polsce znany bliżej jako "strefa czystego absurdu". Niby ma obejmować całe miasto, ale w sumie zajmuje tylko kilka ulic w ścisłym centrum. Dopytujemy na recepcji, gdzie potwierdzają nam, że do Wieży Herkulesa można autem dojechać na spokojnie i bez sankcji. No to jedziemy.

[Obrazek: 2ee47b5960285b8f8b2c6f1a42444a3f6f64d25b.jpg]
strefa niskich emisji w A Coruña (planując nie sugerujcie się tylko tą mapką - licho wie kiedy i co się w tym ZBE zmieni)
https://www.bipdrive.com/zonas-bajas-emi.../a-coruna/

Pogoda wprawdzie pod psem, ale skoro już się tam jest, to wypada wejść na najstarszą latarnię świata. Może zanim się człowiek wdrapie na górę, to się rozpogodzi (nie rozpogodziło się). Sama latarnia, jako budynek, nie powala swą formą czy architekturą. Chyba, że ktoś jest architektem, albo zacznie się zastanawiać jak oni robili takie rzeczy w II wieku naszej ery. Po latarni udajemy się do akwarium (Aquarium Finisterrae) i tam też trochę schodzi. Olewamy stare miasto na rzecz hipermarketu. Potwierdza się tu, że Hiszpania jest droższa od Portugalii.

Z miasta tylko jedno zdjęcie, zrobione gdy wyszło troszkę słońca:

[Obrazek: 53943052399_7877178ded_c.jpg]

Gdy niezbyt późnym popołudniem dojeżdżamy na nocleg, pogoda jest na tyle nie fajna, że odsypiamy zaległości w spaniu.
Odpowiedz
#27
Bardzo ciekawa trasa (i relacja).
A zdradzisz, co powodowało, że umieściłeś ją w dziale "Wszystko o Bułgarii/Relacje z pobytu/Podtytuł "Byłeś w Bułgarii? Podziel się relacją z innymi."
Cool Tongue Huh
Odpowiedz
#28
@Slavekk dylematy z tym związane miałem, po czym stwierdziłem, że nie ma sensu ich mieć (rzuć okiem na 1. post w tym temacie)
Odpowiedz
#29
D-15: Budzimy się kilka kilometrów od słynnej Plaży Katedr. Tu mamy dwie noce. Na wielu stronach opisujących Plażę Katedr pisze, że to nie tylko plaża, ale że to niesamowite miejsce. Wiem.... więc od dawna leżała ona na stercie zwanej "plany na potem". Pisze też, że plaża jest niesamowita i piękna, niezależnie od pogody, nie ważne czy słońce czy deszcz, czy gorąc, czy przenikliwy chłód... no to się przekonamy, szczególnie czy to prawda w opcji "chłód+deszcz". Zalecane jest, żeby na plaży być gdzieś tak mniej więcej około godziny przed najniższym stanem wody. Tak też mniej więcej robimy, parkujemy gratis i przy stalowym niebie i silnym wietrze schodzimy na dół. Poziom wody jednak, nawet przy jej najniższym stanie, jest na tyle wysoki, że nie da się dojść na sam koniec nie zmoczywszy się. A jako, że temperatura powoduje konieczność ubrania się, na cebulkę, wliczając w to bluzę, kurtkę... to raczej nie ma człowiek ochoty latać na bosaka po kostki w mrożonej wodzie.

Wracamy po południu, aby zobaczyć plażę przy przypływie. Do cebulki dochodzi czapka (bynajmniej nie letnią) i kaptur. Ocean szaleje. Nie schodzimy na dół, bo nie ma gdzie. Plaży prawie nie ma. Z tablicy informacyjnej wynika, że różnica poziomów wody może wynosić 4 metry. Zobaczcie na zdjęcia - tą skałę po lewej rano obchodziliśmy dookoła suchą nogą.

[Obrazek: 53944918063_d05bfae2b7_c.jpg]

[Obrazek: 53944661606_4eb33dae45_c.jpg]

Gdy wracamy na kwaterę zacina już deszcz.

Pomiędzy wizytami na Plaży katedr zwiedzamy Ribadeo. Zbyt dużo to tam do zwiedzania nie ma, a najciekawsza rzecz, modernistyczna kamienica Torre de los Moreno, jest remontowana i cała zastawiona rusztowaniami i płachtami materiału. Spójrzcie na zdjęcia Na Wiki: https://gl.wikipedia.org/wiki/Torre_dos_Moreno
Odpowiedz
#30
D-16: "Pięknej" pogody ciąg dalszy. Do tego, a może dlatego, nie zwlekamy się jakoś zbytnio wcześnie. Po przejechaniu jakiś 60 km czas na rozprostowanie nóg na przylądku Busto. Wysokie, imponujące, skaliste klify. Na dole poszarpane skaliste wybrzeże. Do tego chmury i wiatr. Uciekamy trochę w głąb lądu, do Oviedo, po asturyjsku Uviéu. Na obrzeżach miasta chcemy zobaczyć dwa przedromańskie kościoły, z przełomu IX/X w. Jeden to San Miguel de Lillo, a drugi to Santa María del Naranco. Szczególnie ten drugi zachwyca. Sprawia wrażenie, że jakby trochę nie kościół. I faktycznie, pierwotnie była to królewska rezydencja. Na obu niestety kartka "Sorry, zamknięte z powodu renowacji".

Trochę więcej info o tych kościołach tu:
https://www.spain.info/pl/ciekawe-miejsc...uel-lillo/
https://www.spain.info/pl/ciekawe-miejsc...a-naranco/

Miał jeszcze być trzeci kościół z tego samego "cyklu", mianowicie San Julián de los Prados, a przy okazji krótki wypad na starówkę, ale wszystkie rozsądne miejsca parkingowe w okolicy były tak zapchane, że po zrobieniu paru kółek w rewirze wyznaczonym na zacumowanie pojazdu... pasujemy i jedziemy dalej.

[Obrazek: 53953267672_961a696085_c.jpg]
Oviedo, Santa María del Naranco

Niecałe dwie godziny mamy do malowniczych jezior położonych na północnych stokach Picos de Europa. Liczymy na dwie rzeczy: że chmury odpuszczą i że będąc na miejscu około godziny 16-stej da się jeszcze coś zobaczyć. Jedziemy, jedziemy, jedziemy, dłuży się strasznie, wreszcie docieramy "pod" miejsce docelowe, do sanktuarium Covadonga. Stąd można by dojechać nad wspomniane jeziora, ale: 1) ewidentnie zaraz lunie; 2) przed dalszą drogą w górę jest jakaś buda i szlaban; 3) zmęczenie jest na tyle duże, że nie ma już ochoty na nic. Tak, że tylko zwiedzamy miejsce, w którym jesteśmy. Samo sanktuarium to maleńka kapliczka przylepiona do skały, dojście jest przez tunel (ślisko!). Poniżej kapliczki w jakby pół-grocie spada w dół mały wodospad. Piękna sprawa! Potem przechodzimy do bazyliki. Ta jest, owszem, ładna, ale bardzo "normalna" i architektonicznie nie wywołuje piorunującego wrażenia.

[Obrazek: 53954413723_35abc9e690_c.jpg]
Covadonga, sanktuarium

[Obrazek: 53953272562_8a7fa56136_c.jpg]
Covadonga, bazylika

Covadonga wpisała się w historię Hiszpanii z szczególnie (może jednak bez "szczególnie") jednego powodu. Wiadomo mianowicie, że miała tam miejsce bitwa między Maurami i chrześcijanami. I wiadomo, że jest ona słynna. I w sumie więcej nie wiadomo. Nie wiadomo kiedy była, nie wiadomo jak przebiegała, nie wiadomo jak się skończyła (każda strona przypisuje sobie wielkie zwycięstwo).

Ale nam czas jechać na nocleg - to tylko parę wiosek w dół. Śpi się trudno. Niżej libacje urządza wycieczka hiszpańskich emerytów, którzy przy świetle księżyca puszczają dymka zapijanego nie wiem czym... a w przerwach jest zmiana na wycieczkę szkolną. Przy tychże samych światłach nocy można się dowiedzieć o rozterkach Juanity względem Juana i telefonicznych konsultacjach w tej sprawie... a potem znowu emeryci. Ten mix słychać w całej wsi. Jeśli chcecie się wyspać, nie nocujcie w hotelu Los Acebos w Arriondas.
Odpowiedz


Podobne wątki
Wątek: Autor Odpowiedzi: Wyświetleń: Ostatni post
  Podróż tam gdzie białe noce i gdzie dni gorące 2024 dżek 178 7,818 07.09.2024 20:07:08
Ostatni post: dżek

Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 2 gości