Dzień 7. Wejście piesze do schroniska na Olperhutte.
Dzień 7 był w całości poświęcony na pieszą wędrówkę. Pogoda była dobra i momentami bardzo dobra choć ciężkie chmury przetaczały się momentami nad górami. Dopiero po zejściu ze szlaku zaczęło solidnie lać. Sporo ludzi jeszcze wtedy podchodziło pod górę.
Po dojechaniu do zaporowego jeziora Schlegeis parkujemy auto i zaopatrzeni w potrzebne rzeczy ruszamy w górę. Jezioro leży na wysokości ok. 1800 m n.p.m. i do pokonania będziemy mieli ok 700 m. Wskazania na drogowskazie informują o czasie wejścia wynoszącym 1,5 h ale raczej nie jest to możliwe do wykonania. I nie chodzi o naszą kondycję czy też wiek. Po prostu ktoś niedoszacował. Z samego początku na szlaku jest mało osób, niektórzy schodzą w dół. W schronisku można przenocować a poprzedniego wieczoru/nocy była solidna ulewa. Drepczemy w górę co jakiś czas się zatrzymując. Piękno jest po prostu powalające. Kolor wody w jeziorze, majestat gór są imponujące i powalające zarazem. Czujemy się tacy mali.
A tu jeszcze widok z okna schroniska, w którym spaliśmy. Ładny!
Widok w górę. Na początku szlak prowadzi w górę lasem (w Tatrach to regiel dolny).
Pokazuje się jezioro Schlegeis. Często odwracamy się w jego stronę i podziwiamy. I jezioro i okoliczne pasma górskie z lodowcami w tle.
Woda w jeziorze szafirowa, czy też lazurowa. Jak zwał tak zwał ale ładnie to wygląda.
Zapora ma 725 m długości i można się wybrać na wędrówkę z przewodnikiem wchodząc do jej wnętrza. Z braku czasu - nie korzystamy.
Rzut oka w górę. Schroniska jeszcze nie widać.
Powoli dostrzegamy cel naszej podróży. To motywuje gdyż stare kości zaczynają protestować. Ale wspinamy się dalej!
Chmury robią się coraz cięższe. Oby nie padało!
Jest i schronisko. Siedzimy w nim jakiś czas, ogrzewamy się przy kawie i herbacie i podziwiamy widoki. Towarzystwo w środku jest międzynarodowe. Słychać też język polski.
Są też owce, jest koza, są też kury. Kogut pieje co jakiś czas. Wesoła menażeria!
Usiąść na tym mostku to było moje marzenie. I dopiąłem swego. Czyli marzenia się spełniają!
Schodzimy w dół, uważając na śliskie, wypolerowane przez obuwie skały. Na szczęście nie pada. To był piękny, męczący ale BARDZO udany dzień.